Do ataków miało dojść wkrótce po tym, kiedy przerwana została łączność telefoniczna w tej części Libii. Libijski elektroniczny dziennik "Kuryna", zbliżony do syna libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego, zdementował informacje o bombardowaniu. Syn Kadafiego miał też powołać komisję, która miałaby się zająć wyjaśnieniem sytuacji w kraju. Chodzi o "okoliczności i przyczyny", w jakich użyto siły wobec protestujących.
Wiceminister spraw zagranicznych Libii Chalid Kajem zdementował również doniesienia o rzekomym opuszczeniu kraju przez Muammara Kadafiego. Miał on się udać do Wenezueli.
"Te doniesienia są nieuzasadnione. Nie mają żadnych podstaw" - powiedział wiceszef libijskiej dyplomacji.
Agencja Reutersa twierdzi z kolei, że dwaj libijscy piloci, którzy w poniedziałek wylądowali myśliwcami Mirage na Malcie, mieli powiedzieć, że uciekli z kraju. Stało się to po tym jak usłyszeli rozkaz zbombardowania uczestników protestów. Obaj piloci są pułkownikami. Wystartowali z bazy koło Trypolisu. Agencja dpa informuje, powołując się na rzecznika maltańskich sił zbrojnych, że poprosili o azyl polityczny.