Błąd mógł polegać na złym wstawieniu znaków interpunkcyjnych przy wpisywaniu kwoty sprzedaży. Problem dotyczy ok. 40 osób, każdy przypadek jest niemal identyczny. Aukcje trwały po kilkanaście sekund. Nasz reporter rozmawiał z jedną z poszkodowanych. Jak mogło dojść do takiej pomyłki, o tym w relacji Marcina Friedricha:
Kupujący prawdopodobnie ma zainstalowany w swoim komputerze tak zwany skaner aukcji. To program komputerowy, który cały czas śledzi to, co dzieje się w serwisie aukcyjnym. Wystarczy ustawić parametry - na przykład pokaż wszystkie samochody za cenę mniejszą niż 100 złotych. Kiedy takie auto znajdzie się w sprzedaży, komputer informuje o tym użytkownika programu. Wtedy wystarczy kilkanaście sekund i aukcja może być zakończona.
Wszystkie auta kupiła ta sama osoba - kobieta - która żąda teraz wydania kupionych pojazdów i grozi sądem. Ale właściciele samochodów nie muszą się martwić, bo zdaniem prawników, z którymi rozmawiał Łukasz Wysocki, kobieta procesów nie wygra.
Zgodnie z polskim prawem, od umowy zawartej w wyniku błędu - a wydaje się oczywiste, że o takich tutaj mówimy - można odstąpić bez żadnych konsekwencji.
Podobnego zdania są przedstawiciele serwisu Allegro, którzy choć nie są tutaj stroną, to o sprawie wiedzą i naszej bohaterce zablokowali już jedno konto. A operacjom na drugim dokładnie się przyglądają. Zmieniono też formularze, za pomocą których wystawia się przedmioty na sprzedaż i pojawiły się dodatkowe ostrzeżenia, by sprawdzać kwotę.