Wszystkie pomysły na tworzenie spójnego i konsekwentnego wizerunku Ewy Kopacz biorą na razie w łeb. Pani premier miała być i iron lady, i zaradną gospodynią, przechodzić obok politycznych podziałów i stanowić tamę dla "seansów nienawiści" Jarosława Kaczyńskiego, miała być kobieca i zarazem "samczo-alfia". Z tego misz-maszu wyłania się jednak najczęściej chaos i zagubienie.

Jak oceniasz 100 dni premier Ewy Kopacz?

9 stycznia minie sto dni od momentu wygłoszenia przez Ewę Kopacz expose. Dziś – zgodnie z zapowiedzią – pani premier zda relację z realizacji zapowiedzianych zadań. Dlatego pytamy Was, jak Wy oceniacie trzy miesiące rządów Ewy Kopacz. czytaj więcej

W marzeniach partyjnych kolegów i rządowych podwładnych, Ewa Kopacz miała być polską wersją krzyżówki Angeli Merkel z Margaret Thatcher, a na dodatek kimś, kto niewdzięczną i - z natury rzeczy - niepopularną rolę premiera okrasi i ogrzeje kobiecym ciepłem i lekarską troską. Wydaje się, że takiemu właśnie wizerunkowi służyć miały opowieści o "chowaniu się w domu", rzewne opisy ministrów, co to "nie śpią tylko liczą" połączone z sączeniem opisów tego, jak to nowa premier twardą ręką konstruowała rząd, nie licząc się z protestami Donalda Tuska ani partyjnymi uwikłaniami.

Na tym wizerunku szybko jednak zaczęły pojawiać się pierwsze rysy i niekonsekwencje. Raz pani premier apelowała do lidera PiS o współpracę, raz chłostała go oskarżeniami o sianie nienawiści, raz była zdecydowana, deklarowała, że "nie będzie tolerować takich zachowań" i instruowała Radka Sikorskiego jak wybrnąć ma z kryzysu, by potem całymi tygodniami nie odnosić się do problemów generowanych przez jej partyjnych podwładnych. A na to wszystko nałożył się fatalny koniec roku z nieszczęsną i "obrandowaną" sesją dla "Vivy" i opowieściami o rzucaniu się na dywan.

Te kłopoty z budowaniem wizerunku są jednak tylko pochodną znacznie poważniejszego problemu, przed którym zdaje się stać partia rządząca i jej przewodnicząca. Ewa Kopacz wciąż nie ujawniła światu, po co właściwie rządzi i jaka filozofia przyświeca jej bytności w polityce, czy zamierza być premierem ciepłej wody w kranie czy raczej twardym reformatorem nieoglądającym się na protesty i sondaże. Ani od niej samej, ani z jej kancelarii nie wychodzą praktycznie żadne istotne komunikaty definiujące nową rolę i misję partii rządzącej i jej liderki.

A dzieje się to w czasie nasilania się tendencji, w której program i działania partyjne (zwłaszcza w przypadku Platformy) zredukowane są niemal całkowicie do programu rządu i to przede wszystkim expose i działania premiera i jego ministrów wyznaczają agendę działań partii władzy. Gdy niemal cała odpowiedzialność za budowanie zrębów ideologicznych i programowych własnego ugrupowania leży na barkach szefa rządu, jego uniki, omijanie ważnych kwestii, ograniczanie się do rzadkich komunikatów dotyczących sytuacji bieżącej, redukuje jakikolwiek horyzont planów i działań partyjnych niemal do zera. I jeszcze bardziej samo-sprowadza PO do roli tych, którzy tkwią przy władzy, by nie oddawać jej "pisowskim hordom".

Premier Ewa Kopacz ma dziś podsumować pierwszych 100 dni swojego urzędowania. Wystąpienie będzie zapewne poświęcone realizacji expose i – jak można w tej sytuacji oczekiwać - będzie stanowiło wykaz starannie zebranych sukcesów. Medal, jaki w tej sytuacji będzie się należał Ewie Kopacz, ma jednak... czytaj więcej

Opowieści rodzinno-lekarsko-kobiece potęgują w tej sytuacji wrażenie, że premier oddana jest całym sercem nie temu, czemu oddana być powinna - czyli budowaniu politycznych strategii i konstruowaniu planów rządzenia. Bo o ile dopisywanie do obrazu poważnego polityka elementów dodających mu kolorytu i "normalności" nie jest w dzisiejszej polityce niczym nadzwyczajnym czy niespotykanym, to nie mogą one sprawiać wrażenia głównej polityczno-medialnej aktywności szefowej rządu. Jeśli ma się już odpowiednio dużo "gravitas", można pozwolić sobie na ocieplanie, ale uznawać ocieplanie za wybijający się na plan pierwszy element, to - jakby powiedział Talleyrand - "gorzej niż zbrodnia - to błąd".

To wszystko jest problemem i nas - obywateli-wyborców, ale i Platformy. Trudno mi sobie wyobrazić, by po roku rządzenia w takim stylu Ewa Kopacz była postrzegana, jako wystarczająco poważna przeciwwaga dla Jarosława Kaczyńskiego. I ktoś, kto walczy w tej samej kategorii wagowej. Albo więc pani premier szybko zacznie kreować nowy obraz swych rządów (reforma górnictwa wydaje się być pierwszą możliwą jaskółką takiej zmiany), albo jej konkurencja z prezesem PiS, będzie konkurencją mocną nierówną.