Polscy koszykarze przegrali w Helsinkach z Finami po dwóch dorgywkach 87:90 (8:18, 24:18, 20:16, 14:14 - 12:12, 9:12) w swoim trzecim meczu w mistrzostwach Europy. To druga porażka biało-czerwonych w turnieju.

Koszykarze reprezentacji Polski Przemysław Zamojski (L) i Adam Waczyński (P) po przegranym meczu /Adam Warżawa /PAP

Poniedziałek jest dniem przerwy w grupie A, a we wtorek Polacy zmierzą się z Francuzami (godz. 15.30). Wcześniej ulegli Słoweńcom 81:90, a następnie pokonali zespół Islandii 91:61.

Finlandia: Lauri Markkanen 27, Petteri Koponen 21, Erik Murphy 12, Sasu Salin 10, Tuukka Kotti 8, Mikko Koivisto 6, Gerald Lee 4, Teemu Rannikko 2, Shawn Huff 0, Matti Nuutinen 0, Jamar Wilson 0.

Polska: Adam Waczyński 18, A.J. Slaughter 18, Mateusz Ponitka 14, Damian Kulig 12, Tomasz Gielo 11, Przemysław Karnowski 9, Łukasz Koszarek 3, Przemysław Zamojski 2, Aaron Cel 0, Adam Hrycaniuk 0.

To była druga porażka Polaków w imprezie i druga w historii ośmiu spotkań z Finlandią w meczach o punkty. Biało-czerwoni nie powtórzyli osiągnięcia z ME 2015, gdy w fazie grupowej byli lepsi od tego rywala w Montpellier (78:65). Przegrana stawia ich w trudnej sytuacji w walce o awans 1/8 finału, który wywalczą cztery najlepsze zespoły z grupy, bo przed nimi dwa mecze z teoretycznie mocniejszymi zespołami - Francją (wtorek) oraz Grecją (środa). Grecy, jak polski zespół, mają w dorobku dwie porażki i wygraną z Islandią.

Spotkanie było bardzo wyrównane, zwłaszcza w drugiej połowie, pełne zwrotów akcji i emocji. Polacy mieli w czwartej kwarcie przewagę, w ostatnich minutach prowadzili nawet różnicą dziewięciu punktów, ale błędy w ostatnich akcjach pozwoliły Finom doprowadzić do remisu 66:66. W dogrywkach gospodarze, wspierani przez 12 tysięcy kibiców, zachowali więcej zimnej krwi i mieli lepszą skuteczność.

Początek należał do miejscowych. Polacy grali nerwowo i bez pomysłu. Co prawda dwie akcje Mateusza Ponitki dały im prowadzenie 8:6, ale momentalnie odpowiedział skrzydłowy Barcelony Petteri Koponen, a punkty mierzącego 212 cm 20-letniego utalentowanego Lauri Markkanena, wybranego z numerem siódmym w tegorocznym drafcie do NBA przez Minnesota Timberwolves (ostatecznie po wymianie trafił do Chicago Bulls), sprawiły, że Finowie prowadzili 15:8. Polacy przez ostatnie cztery i pół minuty tej odsłony nie zdobyli punktów, co wynikało przede wszystkim z błędów i strat własnych (osiem w kwarcie).

Po 10 minutach Finlandia wygrywała 18:8. Równie niepokojący w wykonaniu podopiecznych Taylora był początek drugiej odsłony. Dwa razy zza linii 6,75 m trafił Markkanen i zaledwie po 72 sekundach gry amerykański szkoleniowiec musiał wziąć czas, bo gospodarze prowadzili 24:11. Jego uwagi i wprowadzenie zmienników niewiele pomogły. Finowie złapali rytm, a Polacy pudłowali i przewaga gospodarzy była wyraźna.

Sygnał do odrabiania strat dał kapitan Adam Waczyński. Rzucił "za trzy", wybronił wraz z kolegami kilka akcji i do przerwy Polakom udało się zmniejszyć wysoką przewagę koszykarzy prowadzącego ekipę "Suomi" od 2004 roku trenera Henrika Dettmanna do czterech punktów (36:32).

W drugiej połowie polski zespół zagrał dużo lepiej i systematycznie odrabiał straty. Po rzucie zza linii 6,75 m Waczyńskiego uzyskał nawet pierwsze prowadzenie po przerwie (48:47). Po 30 minutach był remis 52:52, ale Finowie opadli nieco z sił. Mniej skuteczni byli Markkanen i Koponen.

Zacięta i emocjonująca była czwarta kwarta. W niej biało-czerwoni dobrze spisywali się w defensywie i temu zawdzięczali lekka przewagę. Prowadzili po akcjach Slaughtera i Ponitki 63:57, a następnie 66:57 na 92 sekundy przed końcową syreną. Od tego momentu nie tylko nie powiększyli dorobku, ale wręcz nie oddali rzutu, a Finowie wykorzystując ich błędy z zimną krwią doprowadzili do remisu i dogrywki.

Młodemu Markkanenowi, którego momentami dobrze pilnował Tomasz Gielo, ale w końcu dopuścił się faulu, nie zadrżała ręka przy trzech rzutach wolnych wykonywanych 15 s przed końcem tej części. Było więc 66:64 dla Polski. W ostatniej akcji biało-czerwoni wyrzucali piłkę z autu - uczynił to doświadczony Łukasz Koszarek, który podał wprost w ręce... Markkanena, a ten popędził na kosz i wsadem umieścił w nim piłkę.

W pierwszej dogrywce Polacy prowadzili po rzucie Slaughtera 76:73 na minutę i 19 sekund oraz 78:76 na 12,4 s, ale znowu ostatnie słowo należało do lidera Finów i potrzebna była druga dogrywka (78:78). W niej gospodarze mieli przewagę - wygrywali już 82:78, bo biało-czerwoni fatalnie wykonywali wolne - przestrzelili je Slaughter i Przemysław Karnowski.

Za trzy punkty trafił jednak Waczyński doprowadzając do remisu 84:84 na 95 sekund przed końcem. Nie do zatrzymania był jednak Markkanen, który w całym meczu uzbierał 27 pkt i miał dziewięć zbiórek. Po jego rzutach gospodarze prowadzili 89:84 na 14,7 s.

Kosz Slaughtera z ośmiu metrów pozwolił zmniejszyć przewagę rywali do dwóch (89:87). Przy stanie 87:90 Polacy mieli jeszcze 6 s nadziei na odwrócenie losów pojedynku, ale... znowu zgubili piłkę i gospodarze mogli się zacząć cieszyć ze zwycięstwa, które przybliżyło ich znacznie do 1/8 finału.