Denis Urubko bez jakichkolwiek uzgodnień opuścił bazę, by podjąć prawdopodobnie próbę wejścia na wierzchołek K2. "Taka samowola nie jest koleżeńska" - uważa Jerzy Natkański, który był kierownikiem wielu wypraw, w tym także letnich na niezdobyty zimą szczyt K2.

Denis Urubko podczas wspianczki na K2 /foto. Polski Himalaizm Zimowy 2016-2020 im. Artura Hajzera/Facebook /facebook.com

Natkański komentując ostatnie wydarzenia pod K2, określił zachowanie Urubki, jako niebezpieczne. Nie, to nie jest normalne, że ktoś rozpoczyna wspinaczkę, nie mając na to pozwolenia. To jest złamanie zasad bezpieczeństwa oraz zespołowej współpracy. Taką samowolą Denis zdjął wprawdzie z Krzysztofa Wielickiego odpowiedzialność za niego, co nie zmienia faktu, że - odpukać - gdyby coś złego jego spotkało, to w akcji ratowniczej narazi na duże ryzyko kolegów, którzy nie są jeszcze odpowiednio zaaklimatyzowani" - powiedział Natkański.

Pytany o możliwy scenariusz akcji Urubki, dyrektor Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki podkreślił, że faktycznym reżyserem będą warunki, a zwłaszcza wiatr. Prognozy pogody nie są najlepsze; w poniedziałek może już mocno wiać.

Denis musi spać, jeść i pić. Z marszu wejście na szczyt jest fizycznie niemożliwe. W sobotę dotarł na wysokość 6700 m do obozu drugiego, w którym spędzi noc. W niedzielę pójdzie do trzeciego na 7200 i sądzę, że będzie musiał zanocować, a przynajmniej odpocząć i dopiero kontynuować wspinaczkę. Może to robić nocą, jeśli drogę rozjaśni Księżyc - uważa Natkański.

Dodał, że nie wiadomo, ile zabrał ze sobą picia i jedzenia, czy weźmie coś po drodze z obozów, które jeszcze nie końca są odpowiednio zaopatrzone. Największym problemem może być jednak wiatr.

Prędkość 50-60 km/h na wysokości ponad 7000 m jest granicą ludzkich możliwości. Niebezpieczne są szczególnie mocne podmuchy, które mogą zaskoczyć w każdej chwili. Przy wietrze odczuwalność temperatury jest dużo niższa, co prowadzi do znacznego wychłodzenia organizmu - wyjaśnił Natkański.

Jako kierownik letniej wyprawy przygotowawczej na K2 w 2016 roku przypomniał, że atak na szczyt okazał się niemożliwy, z powodu niespodziewanego załamania pogody. Potężna lawina zniszczyła trzeci obóz na wysokości 7400 m, przekreślając szansę dotarcia do obozu czwartego (7900 m); porwała m.in. 25 namiotów, depozyt lin poręczowych oraz 50 butli z tlenem.

Członek warszawskiego klub wysokogórskiego zwrócił także uwagę na bardzo trudny fragment drogi zwanej Czarną Piramidą. To lodowata skała, z którą nie poradziło sobie już wielu himalaistów. Nie wiadomo, w jakim stanie są pozostawione przez inne wyprawy poręcze, a nowych Urubko raczej nie założy.

45-letni Urubko dołączył do polskiej wyprawy w ostatniej chwili. Dużo wcześniej proponowałem Denisowi, aby wybrał się z nami. Jednak długo nie dawał ostatecznej decyzji, miał inne plany. We wrześniu oświadczyłem mu: idziesz teraz, albo nigdy. Decyzję podjął dosłownie w ostatniej chwili - wspomniał Wielicki, przyznając, że jego sobotnia samowola zburzyła plan działania wyprawy.

(ag)