"Dżihadyści na Synaju raczej nie dysponują bronią, którą mogliby zestrzelić samolot pasażerki na takiej wysokości. Mają jednak powody, by pokazać, że potrafią odpowiedzieć Rosji na naloty w Syrii" - mówi RMF FM dr Wojciech Szewko, ekspert ds. międzynarodowych i Bliskiego Wschodu. Kilka godzin po katastrofie rosyjskiego Airbusa A321 na Synaju grupa Państwa Islamskiego w Egipcie ogłosiła na Twitterze, że to ona zestrzeliła maszynę. Z kolei według Reutera, który powołuje się na źródła bezpieczeństwa na północnym Synaju, wstępne ustalenia wskazują na usterkę techniczną. W katastrofie zginęły 224 osoby.

Rosyjski Airbus A321 należący do linii Metrojet na podmoskiewskim lotnisku Domodiedowo /TATIANA BELYAKOVA /PAP/EPA

Dr Wojciech Szewko zaznacza w rozmowie z reporterem RMF FM Mariuszem Piekarski, że "na Synaju i w Egipcie to już nie jest kwestia zamachów terrorystycznych takich, do których my jesteśmy przyzwyczajeni w Europie, czyli jakiś samotny wilk, bomba podłożona w jakimś koszu". Tam mamy do czynienia z regularną partyzantką. Ona ma ciężką broń maszynową, ma moździerze, ma artylerię, ma rakiety - mówi ekspert.

Zastrzega jednak, że te rakiety, którymi publicznie chwalą się dżihadyści, nie byłyby w stanie zestrzelić samolotu pasażerskiego lecącego na takiej wysokości jak rosyjski Airbus A321. Żadna wersja nie jest w tej chwili niemożliwa, ale samolot znajdował się na takiej wysokości, że akurat lokalni partyzanci... oni mają rakiety, które są w stanie zestrzelić samolot lecący na wysokości do 2500 metrów. A tu było 9000 metrów - wyjaśnia. Gdybyśmy przyjęli - ale tylko na próbę - że mogłoby to być zestrzelenie, to tego zestrzelenia musiałaby dokonać armia, lotnictwo któregoś z państw - jest Izrael i Egipt - mówi dr Szewko.

Chociaż jeśli mówimy o tej konkretnej katastrofie, to bardziej prawdopodobny byłby raczej scenariusz mówiący o jakimś sabotażu, być może zamachu na samym pokładzie - jeżeli w ogóle przyjmowalibyśmy teorię o jakimkolwiek zamachu. Być może była to po prostu usterka techniczna - podkreśla ekspert.

Przyznaje, że gdyby przyjąć wersję o zamachu terrorystycznym, to można by go łączyć z obecnością rosyjskich wojsk w Syrii. Państwo Islamskie w swojej propagandzie za każdym razem stara się podkreślać, że ich okrutne egzekucje, zamachy są po prostu elementem odwetu. Bo w ten właśnie sposób pozyskują zwolenników. Pokazują np.: "Rosjanie bombardują nas z powietrza, w związku z tym my zabijamy Rosjan gdzie indziej" - mówi. Nikt inny, żadna inna organizacja dżihadu nie potrafi tak skutecznie odpowiedzieć na atak. To zyskuje popularność lokalnych mieszkańców, którzy są bezsilni wobec wszystkich tych, którzy ich bombardują czy atakują - dodaje.

Dr Szewko potwierdza, że dżihadyści mają powody, by pokazać, że są w stanie odpowiedzieć na rosyjskie naloty w Syrii - w taki czy inny sposób. Przecież ten spisek, który został ostatnio rozbity w Moskwie, to było prawdopodobnie przygotowanie do ataków na metro - podaje przykład.

Musimy pamiętać: Państwo Islamskie jest niezwykle sprawną maszyną propagandową, chyba sprawniejszą niż rządy państw zachodnich. Widzimy te superprofesjonalne materiały. Ale również z punktu widzenia przekazu medialnego, propagandowego każdorazowo jest to jakiś majstersztyk - podkreśla.

(edbie)