Jedni mówili o nim, że to „Brazylijczyk w polskiej skórze”, inni - że „lewą nogą może krawat zawiązać”. Mirosław Okoński był technicznym geniuszem, który swoją grą rozkochiwał publiczność. Jednak światowej kariery, na miarę swojego talentu, nie zrobił, bo nade wszystko kochał wolność – nie tylko na boisku. Gdy szedł w miasto się bawić, miasto bawiło się z nim. Mirosław Okoński to jeden z nominowanych w plebiscycie eurosport.interia.pl i RMF FM na najlepszego polskiego piłkarza w historii.

>>>TUTAJ MOŻESZ ODDAĆ GŁOS NA ORŁA WSZECH CZASÓW<<<

To aż dziwne, że w latach 80., gdy Polska dwukrotnie grała na mundialu, a raz wróciła z niego z trzecim miejscem, w składzie na te turnieje brakowało miejsca dla piłkarza, którego niedługo później niemieccy dziennikarze określali mianem "najlepszego lewonożnego gracza w historii Bundesligi". Wytłumaczenie jest proste - z Okońskim nie wszystkim było po drodze.

Wybierz najlepszego piłkarza Orłów z Interią i RMF FM

Zapraszamy was do udziału w plebiscycie radia RMF FM i serwisu eurosport.interia.pl na wybór Najlepszego Piłkarza Reprezentacji Polski Wszech Czasów! Mamy świadomość, że porównywanie piłkarskich herosów z różnych epok jest trudne i niewymierne. Chcemy, by nasza zabawa ma jednak wymiar... czytaj więcej

W futbolu "Oko" zakochany był od małego. Jak większość dzieci w czasach PRL grał na podwórku, a do swojego pierwszego klubu trafił potajemnie. W tajemnicy przed... ojcem. Jego umiejętności na turnieju dzikich drużyn zobaczył bowiem Leon Demydczuk, jeden z trenerów Gwardii Koszalin - klubu milicyjnego, który w mieście miał wielu przeciwników. W tym ojca Mirka, od zawsze związanego z Bałtykiem Koszalin. Nie pomogły jednak żadne zakazy, a z czasem tata Władysław dał się jednak przekonać, że dzięki futbolowi jego syn może coś osiągnąć. Bo Mirosław czynił stałe postępy - szybko przerósł swoich rówieśników, jako nastolatek zaczął stawać się gwiazdą w seniorskiej drużynie Gwardii. Nic dziwnego, że zwrócił uwagę klubów z pierwszej ligi, m.in. Arki Gdynia, Pogoni Szczecin i Lecha Poznań. Wszystko wskazywało na to, że "Oko" wyląduje w Szczecinie - był już podpisać umowę, trzymał długopis w ręku, ale zauważył w kontrakcie zmienione warunki. Zdenerwował się, wrócił do Koszalina, a niedługo później - w tajemnicy przed światem - piłkarza "uprowadzili" działacze Lecha. Przywieźli go do Wielkopolski, a po kilku dniach utalentowany pomocnik był już graczem "Kolejorza".

W Lechu Okoński był brakującym ogniwem - błyskotliwy ofensywny piłkarz, mogący grać na kilku pozycjach, o świetnej technice, rozkochał kibiców. Z klubu, który w poprzednim sezonie do samego końca bił się o utrzymanie w lidze, nagle - z Okońskim w składzie - Lech stał się kandydatem do mistrzostwa. Jeszcze przed ostatnią kolejką miał tyle samo punktów, co prowadząca Wisła Kraków, skończył jednak na trzeciej pozycji, która dała debiut w europejskich pucharach. I szansę pokazania się "Mundkowi", bo tak wołali na piłkarza w Poznaniu i na niemieckich boiskach. W rewanżu z MSV Duisburg w Pucharze UEFA Okoński zdobył nawet bramkę.

Coraz lepsza postawa młodego piłkarza sprawiła, że zaczęły interesować się nim inne kluby. Do Poznania przyleciał m.in. słynny aktor Jean-Paul Belmondo, który był fanatycznym sympatykiem PSG. Namawiał Okońskiego do przenosin do Francji, ale taka opcja była niemożliwa - Polskę mogli opuszczać zawodnicy 30-letni, a nie 21-letni. Okoński trafił więc do... Legii Warszawa, bo okazało się, że ma nieuregulowany stosunek do służby wojskowej. I w finale Pucharu Polski, w maju 1980 r., na stadionie w Częstochowie wbił Lechowi jednego gola, a zespół ze stolicy wygrał aż 5:0. W Poznaniu Okoński z bohatera stał się zdrajcą, ale wkrótce wszystkie grzechy mu wybaczono. Dzięki inicjatywie poznańskich przedsiębiorców wrócił bowiem do Lecha na początku 1982 r. - w najlepszym momencie dla klubu. Trener Wojciech Łazarek budował bowiem zespół, który wkrótce miał bić się o wszystko, co w polskiej piłce można osiągnąć. I osiągnął - zdobył dwa mistrzowskie tytuły (1983, 1984) i dwa razy wygrał Puchar Polski (1982, 1984). Nie udało się tylko zaistnieć w europejskich pucharach, ale tu Lech wpadał na wyjątkowo mocnych rywali: FC Aberdeen i Liverpool (oba wygrały rozgrywki) oraz mistrza Hiszpanii Athletic Bilbao. Nie zmieniało to faktu, że kibice w Poznaniu śpiewali: "Mirek Okoński, najlepszy napastnik Polski!" A "Oko" został w 1983 r. królem strzelców pierwszej ligi.

Tyle że miłość sympatyków Lecha nie przekładała się na podobną od trenera reprezentacji Polski Antoniego Piechniczka, który w kadrze miał innych faworytów. Przed mundialem w Hiszpanii oraz Meksyku "Oko" grał dość często w narodowych barwach, ale głównie w meczach towarzyskich. Nie błyszczał w nich tak jak w klubie. Turnieje finałowe mógł obejrzeć co najwyżej w telewizji. Z drugiej strony - dość powszechne było stwierdzenie, że Okoński prezentował futbol bez ograniczeń, piękny, nacechowany wielkimi umiejętnościami technicznymi, ale nie zawsze idący w parze z celami zespołu. Inaczej niż np. Włodzimierz Smolarek.

Okoński chciał wyjechać z polskiej ligi już latem 1985 r., ale jako 27-latek nie dostał na to zgody. Udało mu się rok później, co już i tak w owych czasach było sukcesem, ale też zasługą mistrza świata z 1974 r., menedżera HSV Guentera Netzera, który dążył do transferu piłkarza do Hamburga. "Oko" szybko stał się ulubieńcem kibiców HSV i podporą drużyny prowadzonej przez słynnego trenera Ernsta Happela, z którą wywalczył zresztą Puchar Niemiec. Po dwóch latach zmienił jednak Hamburg na cieplejsze Ateny, gdyż nowy menedżer HSV Felix Magath chciał, by "Oko" zmienił obywatelstwo na niemieckie i tym samym zwolnił jedno miejsce w składzie przeznaczone dla obcokrajowców. Na to Okoński się nie zgodził, już wkrótce był w Atenach. Tam też szybko stał się ulubieńcem kibiców, a do tego ulubieńcem właścicieli barów i kasyn. Jak przez całe życie.

Z reprezentacją Polski pożegnał się w sposób, który właściwie podsumował jego występy w narodowych barwach - udziałem w meczu eliminacji do Euro 1988 z Cyprem, który w Gdańsku zakończył się wstydliwym remisem 0-0. A po zakończeniu greckiej przygody wrócił jeszcze do Polski - jesienią 1992 r. rozegrał trzy mecze w barwach Lecha, które oficjalnie pozwoliły mu zdobyć kolejny mistrzowski tytuł, a później przeniósł się do sąsiedniej Olimpii.

Mirosław Okoński

(urodzony 8 grudnia 1958 r. w Koszalinie)

Kariera:

1966-1977 - Gwardia Koszalin

1977-1979 - Lech Poznań (68 meczów - 16 goli)

1980-1981 - Legia Warszawa (52 m. - 15 g.)

1982-1986 - Lech Poznań (129 m. - 53 g.)

1986-1988 - Hamburger SV (62 m. - 15 g.)

1988-1991 - AEK Ateny (77 m. - 22 g.)

1991-1992 - ASP Korinthos (18 m. - 4 g.)

1992 - Lech Poznań (3 m. - 0 g.)

1992-1993 - Olimpia Poznań (9 m. - 0 g.)

1993-1996 - kluby niższych lig w Niemczech i Polsce

1977-1987 reprezentacja Polski (29 m. - 2 g.)

Sukcesy:

Trzykrotny mistrz Polski z Lechem Poznań (1983, 1984, 1993); czterokrotny zdobywca Pucharu Polski (dwukrotnie z Lechem - 1982 i 1984 i dwukrotnie z Legią - 1980 i 1981); zdobywca Pucharu Niemiec (1987) i mistrz Grecji (1989). Król strzelców pierwszej ligi w 1983 roku

Andrzej Grupa