Instytut Pamięci Narodowej zaprzecza, jakoby zaoferował wdowie po gen. Czesławie Kiszczaku pieniądze w zamian za przekazane przechowywanych w jej domu SB-eckich dokumentów dotyczących TW Bolka. Maria Kiszczak twierdziła wcześniej w rozmowie z dziennikarzem RMF FM, że to „panowie w IPN” zasugerowali jej pieniądze. „Odpowiedziałam: czemu nie” – powiedziała nam. Rzeczniczka IPN oświadczyła natomiast, że Maria Kiszczak w zamian za akta SB zażądała 90 tysięcy złotych.

IPN zaprzecza, że ofereował pieniądze wdowie po Kiszczaku /TVN24 /PAP

Rzeczniczka IPN Agnieszka Sopińska-Jaremczak podkreśliła, że Instytut Pamięci Narodowej nie handluje dokumentami.

Oświadczyła, że Maria Kiszczak za przekazanie IPN-owi przechowywanych w domu dokumentów zażądała pieniędzy, a konkretnie 90 tysięcy złotych. 

Została (Maria Kiszczak - red.) poinformowana, że sprawa musi być załatwiona zgodnie z prawem. Kupowanie dokumentów przechowywanych przez Czesława Kiszczaka nie ulega sprawie handlowej. Czymś takim się nie handluje, a już na pewno nie w IPN - dodała Agnieszka Sopińska-Jaremczak.

Rzecznika IPN powiedziała, że do pierwszego spotkania Marii Kiszczak z pracownikami IPN doszło na przełomie stycznia i lutego. Ona tutaj przyszła do siedziby na ul. Wołoskiej 7 i powiedziała, że domaga się, żąda spotkania z prezesem IPN - wyjaśniła.

To spotkanie zostało wyznaczone na 16 lutego na godzinę 10.30. Spotkanie odbyło się w gronie kilku osób. Pani Maria Kiszczak rozpoczęła je od stwierdzenia, że jej mąż, przed śmiercią, powiedział jej, że jeśli będzie miała jakiekolwiek problemy finansowe, niech zgłosi się do prezesa IPN z ofertą sprzedaży dokumentów - powiedziała rzeczniczka.

Dziennikarz RMF FM Mariusz Piekarski usłyszał w Instytucie, że Maria Kiszczak miała mówić, że jest w złej sytuacji finansowej, bo dużo kosztował ją pogrzeb męża.

Ze spotkania została sporządzona notatka, opisująca jego przebieg.

Rzeczniczka IPN: Wdowa po Kiszczaku zażądała 90 tysięcy zł (wideo Michał Dukaczewski RMF FM)

Oświadczenie w związku z medialnymi wypowiedziami wdowy po Czesławie Kiszczaku

W związku z informacjami przekazanymi mediom przez wdowę po Czesławie Kiszczaku informuję, że przedstawiciele IPN nie składali jej żadnych propozycji finansowych. Do spotkania z prezesem IPN doszło z inicjatywy wdowy po Czesławie Kiszczaku. Maria Kiszczak zgłosiła się do siedziby IPN na przełomie stycznia i lutego. Poprosiła o spotkanie z prezesem Instytutu. Nie chciała rozmawiać z żadnym innym przedstawicielem IPN.
Spotkanie z wdową po Kiszczaku zostało wyznaczone na 16 lutego br., na godz. 10.30. Oprócz prezesa Instytutu Łukasza Kamińskiego w spotkaniu wzięli udział dyrektor Biura Prezesa IPN Krzysztof Persak oraz doradca prezesa IPN Maciej Łuczak.
Pani Kiszczak stwierdziła na wstępie, że jej mąż przed śmiercią zalecił jej, aby w przypadku kłopotów finansowych zgłosiła się do Instytutu Pamięci Narodowej. Następnie okazała zapisaną odręcznie kartkę papieru zatytułowaną „Informacja opracowania ze słów T.W. »Bolek« z odbytego spotkania w dniu 16 XI 1974 roku”. Pani Kiszczak poinformowała również, że posiada więcej dokumentów tego rodzaju.
Pani Kiszczak została poinformowana, że sprawa musi być załatwiona zgodnie z prawem.
O sprawie niezwłocznie został poinformowany naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Warszawie. W godzinach popołudniowych prokurator IPN w asyście funkcjonariuszy Policji podjął w miejscu zamieszkania wdowy po Czesławie Kiszczaku czynności mające na celu zabezpieczenie dokumentów podlegających przekazaniu do IPN.

Maria Kiszczak: Mąż mi powiedział, że mam to oddać prezesowi IPN-u

Maria Teresa Kiszczak w rozmowie z dziennikarzem RMF FM mówiła o poranku, że przynosząc dokument do IPN-u nie miała na celu jego sprzedaży. Sami panowie mnie zapytali o warunki finansowe - powiedziała Maria Kiszczak, która zapewniła, że nie chciała sprzedać dokumentów, tylko je oddać. Sami mi to zasugerowali. Powiedziałam: czemu nie - przyznała.

Wdowa po Kiszczaku dodała, że to mąż kazał jej przekazać dokumenty do Instytutu Pamięci Narodowej. Mąż mi powiedział, że mam to oddać prezesowi IPN-u, te dokumenty - dodaje.

Pytana, dlaczego zdecydowała się zrobić to dopiero teraz, po tylu latach przekazać notatki do IPN, odpowiada: Mój mąż był nastawiony na ochronę polskiego bohatera.

To był impuls. Uważałam, że tak należy postąpić  - przyznała.

Wdowa po Czesławie Kiszczaku uważa, że to dzięki jej mężowi Lech Wałęsa został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla. Gdyby nie to, co zrobił Kiszczak, nie byłoby nagrody Nobla dla Polaka, nie byłoby polskiego bohatera. Gdyby te dokumenty były, no to....- urywa wątek w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Dobrołowiczem.

Próba mitologizowania rzeczywistości

Wypowiedź Marii Teresy Kiszczak dziennikarz polityczny RMF FM Konrad Piasecki ocenia jako próbę mitologizowania rzeczywistości, wynikającą - jak zaznacza - być może także z wieku i stanu zdrowia wdowy po generale.

Mówienie, że to dzięki ukrywaniu dokumentów dowodzących tajnej współpracy Lecha Wałęsy z SB mógł on dostać nagrodę Nobla jest nieprawdą - zauważa nasz dziennikarz.

Wiadomo, że podległe Czesławowi Kiszczakowi MSW w 1982 roku przeprowadziło potężną operację, która miała nie dopuścić do przyznania liderowi Solidarności tej nagrody. W jej trakcie najpierw preparowano niektóre dokumenty, a potem różnymi kanałami starano się - skutecznie - dostarczyć je ambasadzie Norwegii.

Być może ta operacja sprawiała, że przyznanie Nobla dla Wałęsy odsunęło się w czasie i że przywódca Solidarności otrzymał tę nagrodę nie w 1982, a w 1983 roku.

Prof. Paczkowski: Prokuratura lekceważyła informacje, że generał ma w domu tajne materiały

IPN nie mógł przeprowadzić wcześniej przeszukania w domu Czesława Kiszczaka, a prokuratura lekceważyła informacje, że generał ma w domu tajne materiały - mówi nam prof. Andrzej Paczkowski. Historyk IPN twierdzi, że sprawą dawno powinien się zająć prokurator, a szef IPN mógł działać dopiero po uzyskaniu dowodu przestępstwa.

Prezes Kamiński podjął działania, ponieważ pani Kiszczakowa przyszła z dokumentem, którego nie powinna mieć. I on zawiadomił prokuraturę, żeby rozpoczęła działania - mówi o przeszukaniu w willi Kiszczaków prof. Andrzej Paczkowski.

To, że powiedział coś generał Kiszczak, większość prokuratorów uważała, że to jest za mało jako powód, żeby wszcząć jakieś postępowanie. Mnie się wydaje, że po prostu lekceważono to wszystko - dodał historyk IPN.

Prokurator IPN wraz z policją wkroczył do willi Kiszczaków

Z komunikatu przesłanego przez IPN we wtorek wynika, że w tym dniu po południu "prokurator IPN w asyście funkcjonariuszy policji podjął w miejscu zamieszkania wdowy po Czesławie Kiszczaku czynności mające na celu zabezpieczenie dokumentów podlegających przekazaniu do Instytutu Pamięci Narodowej zgodnie z art. 28 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, który stanowi, że "każdy, kto bez tytułu prawnego posiada dokumenty zawierające informacje z zakresu działania Instytutu Pamięci, jest obowiązany wydać je bezzwłocznie Prezesowi Instytutu Pamięci"".

Szef IPN Łukasz Kamiński tłumaczył, że w ubiegłym roku pion śledczy IPN rozpoczął czynności zmierzające do weryfikacji informacji, czy Czesław Kiszczak posiada dokumenty, które powinny zostać przekazane Instytutowi.

Czynności przerwała śmierć generała w listopadzie ubiegłego roku.

Zgodnie z ustawą każdy, kto bez tytułu prawnego posiada dokumenty zawierające informacje z zakresu działania IPN, jest obowiązany wydać je bezzwłocznie prezesowi Instytutu.

Lech Wałęsa wielokrotnie zaprzeczał, że był "Bolkiem"

O bycie TW "Bolkiem" oskarżany był b. prezydent Lech Wałęsa, który wiele razy temu zaprzeczał. W 2000 r. Sąd Lustracyjny orzekł, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb PRL. Sąd uznał wówczas, że SB fałszowała akta dotyczące Wałęsy i nie ma - oprócz wypisu z rejestru SB - jakiegokolwiek dowodu, który potwierdzałby fakt współpracy Wałęsy jako TW "Bolek".

W 2010 r. pion lustracyjny IPN uznał, że nie wystąpi o wznowienie procesu lustracyjnego Wałęsy, bo ocenił, że wydana przez Instytut słynna książka "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" autorstwa Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka "nie przynosi nowych faktów". Książka stawiała tezę, że Wałęsa był agentem SB w początkach lat 70., a jego proces lustracyjny był nierzetelny.

W styczniu 2016 r. Wałęsa poprosił IPN o zorganizowanie spotkania z osobami, które zarzucają mu agenturalną przeszłość, jednak na początku lutego nie zgodził się na proponowane przez Instytut warunki debaty. IPN uznał, że w tej sytuacji do debaty nie dojdzie.

Do udziału w debacie zostali zaproszeni Cenckiewicz i Gontarczyk, a także reżyser Grzegorz Braun, dr Andrzej Drzycimski (odmówił udziału), dr Grzegorz Majchrzak, Piotr Semka, dr hab. Jan Skórzyński i Paweł Zyzak. Debatę miał poprowadzić dziennikarz Adam Hlebowicz.

Wałęsa w piśmie, które opublikował na swoim blogu, napisał, że proponuje publiczny finał sprawy tzw. Bolka, mając na względzie prawdę historyczną, powołując się na właściwą rolę IPN, a jednocześnie trwający nieustannie stalking, "tak w tradycyjnych środkach przekazu medialnego, jak i w przestrzeni internetowej".