​Polski rząd nie interesuje się możliwym przejęciem niemieckiego Opla przez francuski koncern PSA Peugeot Citroen. We wtorek o rozmowach w sprawie tej wielkiej transakcji na rynku motoryzacyjnym poinformowały obie spółki. Jak ustalił nasz reporter nikt z polskiego rządu nie skontaktował się w tej sprawie ani z Oplem, ani z Peugeot Citroenem. Tymczasem rządy Niemiec i Francji już zaczęły działać.

Zakłady Opla w Gliwicach /Andrzej Grygiel /PAP

Ta bierność naszego rządu najwyraźniej wynika z niewiedzy. W resorcie pracy to od nas się dowiedzieli o całej sprawie. W Ministerstwie Rozwoju natomiast do teraz nie potrafią się do tego odnieść.

Związkowcy są tym zdziwieni. Już zapowiadają, że będą apelować, by ktoś z rządu chociaż zapytał, czy 4 tysiące miejsc pracy w Polskim Oplu, zwłaszcza w Gliwicach jest bezpiecznych.

Zdecydowanie będę chciał o tym porozmawiać z wicepremierem Mateuszem Morawieckim. Bo skoro się tym już interesują rządy Niemiec i Francji, to trzeba pilnować, żeby się nie okazały, że mamy fabrykę Mercedesa w Jaworze, a nie mamy fabryki Opla w Gliwicach - mówi szef solidarności Piotr Duda.

Sytuacja Opla pokazuje, że to rządy wkraczają do gry, nie tylko biznes. Dlatego tak ważne jest stanowisko rządu. Nas jako związki interesują miejsca pracy, bo to nakręca gospodarkę. Ja bym zaapelował do polskiego rządu by brał przykład z rządów niemieckiego i francuskiego, które dbają o miejsca pracy - dodaje Jan Guz, przewodniczący OPZZ.

Co planują pracownicy gliwickiego Opla?

Od rana w Gliwicach trwała narada zakładowych związków zawodowych, co robić w tej sprawie. Pracownicy chcą ruszyć niebo i ziemię, by utrzymać gwarancję dalszego działania gliwickiego Opla. Dlatego związkowcy z Gliwic porozumieli się już z centralą solidarności, by ta zobowiązała rząd do działania. Po drugie, chcą w całą sprawę zaangażować europejską radę pracowniczą - czyli unię związków zawodowych. Po trzecie wreszcie - piszą list do niemieckich władz Opla z prośba o dodatkowe informacje.

(az)