Panika i oburzenie po nadanych przez gruzińską telewizję informacjach o wybuchu nowej wojny z Rosją. Wieczorny reportaż w telewizji Imedi przygotowano jak prawdziwą relację z wojny - informowano o bombardowaniu gruzińskich miast i udanym zamachu na prezydenta Saakaszwilego, a także o tym, że władze Osetii Południowej zaczęły alarmować o zbliżającej się kolumnie gruzińskich czołgów.

Rosja od razu uznała to za celową prowokację gruzińskiego prezydenta i domaga się, by sprawą zajęła się społeczność międzynarodowa. Deputowany Konstantin Kosaczow twierdzi, że powtarza się ten sam scenariusz co przed prawdziwą wojną rosyjsko-gruzińską. Jestem pewien że prowokacja to dzieło tej władzy, prezydenta Saakaszwilego. Wywołuje się histerię i przekonanie, że Rosja coś wymyśla, że Osetia Południowa do czegoś się przygotowuje i należy temu natychmiast dać odpór - mówi Kosaczow.

Służba prasowa gruzińskiego prezydenta uspokaja, że realnej groźby ataku rosyjskiego nie ma, ale opozycja na czele z Nino Burdżanadze zamierza protestować dzisiaj w Tbilisi .

Sprawa rzeczywiście jest niejasna i trudno w tej chwili oceniać, czy prowokacyjny reportaż to tylko chęć powtórzenia sławnego radiowego słuchowiska " Wojna światów" Orsona Wellesa z 1938 roku, czy inspiratorami byli politycy. Stacja Imedi już przeprosiła za swe działania, które wywołały panikę w Gruzji, jednak opozycja wskazuje, że pełną kontrolę nad telewizją ma prezydent Saakaszwili.