Ofiary, nie jesteście same! Pierwszy dyżur w telefonie zaufania 12 marca

Ofiary, nie jesteście same! Pierwszy dyżur w telefonie zaufania 12 marca
/Pixabay

7 marca podczas konferencji prasowej w Warszawie ogłoszono powstanie nowej inicjatywy przeznaczonej dla osób skrzywdzonych przez przestępców seksualnych w Kościele katolickim. Jest to efekt współpracy 3 środowisk: Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie, think tanku Laboratorium Więzi oraz Fundacji Pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu. Wspierają ich Centrum Ochrony Dziecka (szefem jest o. Adam Żak SJ), Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę (od kilku lat prowadzi telefon zaufania dla dzieci i młodzieży, numer: 116 111) i Fundacja Stop Przedawnieniu (założona przez Agatę Baraniecką - Kłos, molestowaną przez ojczyma od 7 r. ż.). Uruchomiono telefon zaufania dla dorosłych, przy którym psychologowie będą dyżurować we wtorki w godz. 19.00-22.00 - na razie przez 3 godziny. Numer telefonu 800 280 900.  Informacje na: WWW.zranieni.info

Inicjatorzy konsekwentnie używają określenia przemoc seksualna. Wbrew potocznym interpretacjom pedofilia to nie efekt rozpasanej kultury seksualnej czy "lubieżności", ale uprzedmiotowienie nieświadomego tego faktu dziecka w celu zaspokojenia swoich potrzeb, połączone z poniżaniem, zawstydzaniem, zastraszaniem, manipulowaniem i wykorzystaniem pozycji zależności. Ojczym Agaty Baranieckiej - Kłos wydawał się zwyczajnym mężem jej matki, nie żył w celibacie, cieszył się wielkim prestiżem jako prawnik i radny.

 

Pedofile mają życia równoległe. W tym samym czasie okrutnie krzywdzą dzieci, zbierając jednocześnie dowody uznania i sympatii, ich "punkty za wiarygodność". Ofiary pedofilii po latach manipulacji i cynicznej przemocy mają niskie poczucie własnej wartości. Często są przekonane, że nikt im nie uwierzy. Przemoc dokonała się w 4 ścianach i nie ma dowodów... Kiedyś nie było telefonów komórkowych i komunikatorów, które dziś pomagają je zebrać. Było słowo dorosłego przestępcy przeciwko słowu zastraszonego dziecka. Inicjatywa "Zranieni w Kościele" wynika z niezgody na zło, cierpienie ofiar i bezkarność sprawców. I z poczucia oczywistej odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła, której silni są sprawcami przemocy wobec najsłabszych i bezbronnych. Zranionych na wiele sposobów, także obojętnością, ukrywaniem, obwinianiem. Inicjatorzy jednoznacznie stają po stronie ofiar.

Jak czytam w materiałach prasowych: "Rozmowy prowadzone będą anonimowo, bezpłatnie, cierpliwie i dyskretnie. Zależy nam, żeby kontakt telefoniczny był wsparciem do dalszego działania. Wszystkim, którzy będą tego potrzebowali, będziemy umożliwiali osobisty kontakt z zaufanymi specjalistami: psychologami, prawnikami, duszpasterzami. Możemy też pomóc w zgłoszeniu przestępstwa do właściwych instytucji kościelnych i państwowych."Lokalni biskupi tj. kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski i bp Romulad Kamiński, biskup warszawsko-praski życzliwie odnieśli się do działań. Być może łatwiej zwrócić się po pomoc do świeckiego profesjonalisty, który chce wysłuchać, niż do księdza-delegata w kurii.

Telefon to konkret

Rozmowa ze Zbigniewem Nosowskim, rzecznikiem prasowym Inicjatywy "Zranieni w Kościele", redaktorem naczelnym kwartalnika "Więź". 

 

Małgorzata Bilska: Co jest głównym celem inicjatywy "Zranieni w Kościele"? Pomoc ofiarom pedofilii czy zaradzenie kryzysowi Kościoła, jak przeczytałam? Wbrew pozorom to nie jest całkiem to samo.

Zbigniew Nosowski: Rzecz jasna, bezpośrednim celem naszej inicjatywy jest słuchanie ofiar, ale pośrednio będzie ona służyć także innym celom. Wyjaśni to trochę historia powstania tego projektu.

Wszystko zaczęło się od dyskusji na zebraniu zarządu warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej jesienią ubiegłego roku. Wypłynęła akurat kolejna sprawa związana z wykorzystywaniem seksualnym i ktoś powiedział: wydajmy oświadczenie. Bo inteligenci lubią wypowiadać się przez oświadczenia. Ale ktoś inny stwierdził: dobrze, ale może byśmy zrobili coś bardziej konkretnego? Wtedy wszyscy zaczęli się zastanawiać, co można zrobić... KIK rozpoczął rozmowy z "Więzią", głównie z Kasią Jabłońską i ze mną, ponieważ to my zajmowaliśmy się u nas tym tematem. Jesteśmy od wielu lat w kontakcie z kilkoma osobami pokrzywdzonymi.

Potem odbywały się długie narady z przedstawicielami Centrum Ochrony Dziecka (z o. Adamem Żakiem SJ i z Ewą Kusz). Z tych rozmów zrodził się wniosek, że powinna powstać inicjatywa świeckich jednoznacznie wychodząca naprzeciwko osobom pokrzywdzonym, nastawiona przede wszystkim na słuchanie ich, a także informację, pomoc i poradę. 

Zaprosiliśmy do współpracy Fundację Pomocy Psychologicznej Pracownia Dialogu. Psychoterapeuci z fundacji potrafią słuchać zawodowo, mają też pewne doświadczenia z ofiarami przemocy seksualnej. Następnie w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę uczyliśmy się, jak funkcjonuje ich znakomity Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży.

W sumie była to zatem droga prowadząca od postawy "niech oni to zrobią" do "zróbmy to". Branie spraw we własne ręce, zamiast trwania w beznadziejnej bezradności.

Wyprzedziliście słowa papieża Franciszka. Na szczycie poświęconym pedofilii położył nacisk na przejście od słów do konkretnych działań.

Od lat słychać w Kościele pewne hasła w tej dziedzinie, poczynając od kluczowego stwierdzenia, że "ofiary są pierwszym miejscu". Również rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ostatnio w każdej wypowiedzi powtarza te słowa. Chodzi jednak o to, żeby nie tylko to deklarować, ale żeby rzeczywiście tak było.

W każdej diecezji jest wyznaczony delegat, do którego ofiary mogą zgłaszać przypadki pedofilii. Jeśli to nie działa, kryzys dotyczy systemu, a nie wizerunku, czyli PR-u.

Trzeba sięgnąć jeszcze głębiej. Bo tu nie chodzi o wizerunek czy o nieskuteczność działania, ale o tożsamość. Przemoc seksualna, a tym bardziej ukrywanie jej, jest straszliwym zaprzeczeniem tego, czym ma być Kościół. My podkreślamy, że prawdziwe dobro Kościoła to troska o osoby skrzywdzone, a nie o wizerunek instytucji.

Jeśli Kościół katolicki rozumiemy jako wspólnotę wierzących w Chrystusa (uznających prymat papieża), to ofiary są taką samą jej częścią, jak księża. Tożsamość katolika nie pozwala przejść obojętnie obok cierpienia żadnej z ofiar.

Tak. Bo Kościół ma być czytelnym znakiem miłości Boga do człowieka. Trudno zaś o bardziej czytelne zaprzeczenie tej roli niż naruszanie najgłębszej intymności dziecka przez osobę, która wobec niego występuje w imieniu Chrystusa. 

Zorganizowaliście telefon zaufania czynny we wtorki w godzinach 19.00-22.00. Macie na to środki?

Budżet tej inicjatywy wynosi 0,00 zł.  Jest to obecnie działanie oparte wyłącznie o wolontariat. Jeśli okaże się, że taki telefon zaufania i środowiska wsparcia są potrzebne, to będziemy szukać środków na dalsze funkcjonowania.

Czemu świeccy katolicy w Polsce są bierni, zostawiając takie sprawy tylko księżom?

Nie ma czegoś takiego jak podmiot zbiorowy "polscy katolicy świeccy". Jestem wielkim przeciwnikiem, zwłaszcza w sprawach przemocy seksualnej, przeciwstawienia: świeccy - duchowni. To bynajmniej nie jest tak, że są źli księża i dobrzy świeccy. Dość często mamy do czynienia z sytuacjami, w których świeccy parafianie bronią księdza, nie przyjmując do wiadomości jego winy, czasem nawet wtedy, gdy on sam się do niej przyznaje.

Ludzie nie mają świadomości, czym jest zło pedofilii, jak wielkie ślady zostawia w psychice. Zwłaszcza u dziecka... Nie rozumieją też, że pedofil to nie jest potwór, wilkołak z wystającymi zębami. To może być człowiek w jakiejś dziedzinie, na przykład duszpasterskiej, gorliwy i wybitny. Wiele osób nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś, kogo znają od dobrej strony, może mieć jednocześnie ukrytą, gorszą twarz. To może dotyczyć też nauczyciela, wujka, muzyka, trenera itp.

Macie w planach szerszą sieć pomocy? Lub poradnię stacjonarną?

Chcemy być przede wszystkim miejscem pierwszego kontaktu. Będziemy kierować dzwoniące osoby do specjalistów: psychologów, duszpasterzy, prawników - w zależności od potrzeby. Nie planujemy tworzenia poradni, ale być może powstanie grupa wsparcia. To wydaje się prawdopodobne na podstawie naszych dotychczasowych doświadczeń z osobami skrzywdzonymi. Mamy ekspertów, którzy potrafią profesjonalnie takie grupy prowadzić. Być może podobne grupy mogłyby powstawać w innych miastach, nie zamierzamy jednak tworzyć ogólnopolskiej sieci i jej koordynować. Takie są założenia. Najpierw zobaczymy, czy ktoś zadzwoni pod numer 800 280 900. I będziemy reagować w zależności od potrzeb.