Prezydent Korei Południowej Pak Kyn Hie porównała działania załogi promu „Sewol”, który w ubiegłym tygodniu zatonął w morzu z setkami osób na pokładzie do morderstwa. „To całkowicie nie do wyobrażenia, zarówno z punktu widzenia prawa, jak i moralności!” - powiedziała, komentując fakt, że kapitan Li Czon Sok do ostatniej chwili zwlekał z ewakuacją pasażerów i opuścił statek, gdy na pokładzie znajdowało się jeszcze mnóstwo ludzi.

Z podobnie ostrą - chociaż nie do tego stopnia - krytyką spotkał się dwa lata temu kapitan włoskiej "Costa Concordii" Francisco Schettino, który również nie zastosował się do uświęconej wielowiekową tradycją zasady, że dowodzący statkiem w każdej sytuacji schodzi z jego pokładu ostatni i czmychnął z tonącego promu jako jeden z pierwszych.

Dwa powyższe przypadki skłaniają do postawienia pytania o to, czy człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo powierzonych jego opiece ludzi powinien wykazywać się w krytycznych momentach heroizmem, czy też są to zbyt wygórowane oczekiwania.

Nie mamy prawa wymagać bohaterstwa od każdego człowieka, chociaż bardzo często dramatyczne okoliczności, w jakich przychodzi mu działać wyzwalają w nim akty męstwa, których nie spodziewalibyśmy się po nim wcześniej. Są jednak takie zawody, do których istoty należy hart ducha, dzielność i gotowość do poświęcenia życia dla innych, co czasami równa się bohaterstwu.

Z pewnością wolno, a nawet należy wymagać w tej materii więcej od reprezentantów służb mundurowych (wojsko, policja, straż pożarna) oraz od osób, które pełnią odpowiedzialne funkcje kierownicze, jak właśnie kapitanowie jednostek pływających, piloci samolotów pasażerskich, wychowawcy. Skoro wybrali sobie takie profesje, muszą sprostać ich wymaganiom w godzinie próby, co oznacza niekiedy narażenie własnego zdrowia i życia dla ratowania podwładnych lub podopiecznych. Nie powinni też nigdy panikować, ani tracić głowy.

Gdyby Schettino i Czon Sok pozostali do końca na pokładach dowodzonych przez siebie promów, to choćby liczba ofiar była taka sama jak po ich haniebnych ucieczkach, ocenialibyśmy ich postawy zupełnie inaczej. Skoro zachowali się jednak w sposób, który adekwatnie określają słowa: tchórzliwy, haniebny, niegodny, jedyną korzyścią na przyszłość płynącą z ich postępków jest uświadomienie innym kapitanom, pilotom, itp., czego oczekują od nich ludzie ufnie wkraczający na pokłady promów, statków, samolotów: aktów heroizmu w momencie ewentualnej tragedii.

Definiując areté (cnotę, dzielność etyczną) Sokrates powiedział: "dzielny etycznie jest ten, kto dobrze robi to, co robi i co robić powinien". W niektórych zawodach wystarczy zwykła rzetelność (np. szewc powinien robić dobre buty i nie zawyżać ceny za nie), w innych, takich jak wymienione wyżej, potrzebna jest jednak gotowość do spełniania aktów bohaterstwa.