Ponad tysiąc hektarów strawił już ogień na hawajskiej wyspie Maui. Płoną głównie pola i lasy. Służby ewakuowały setki osób z terenów zagrożonych. Tysiące innych otrzymało SMS-y z informacją o przygotowaniu się do ewakuacji. Samoloty, które miały lądować na lotnisko Kahului są kierowane na inne lotniska.

W czwartek wieczorem płonęło 1200 hektarów w centralnej części wyspy - powiedział burmistrz Maui Michael Victorino. Zaznaczył, że strażacy monitorowali sytuację w nocy, jednak podejmowanie kolejnych akcji było zbyt niebezpieczne.

Zagrożenie jest wysokie, sytuacja jest dynamiczna, mieszkańcy muszą reagować na to, co się dzieje - dodał Victorino.

Jak podaje "The Guardian" tysiącom mieszkańców wyspy zalecono ewakuację, nie wiadomo jednak, ilu opuściło swoje domy. Do przygotowanych schronów zgłosiło się ok. 500 osób. Do jednej ze szkół przetransportowano zaś zwierzęta z lokalnego schroniska, w sumie 200 psów i kotów.

Przez kilka godzin zamknięte było lotnisko Kahului, samoloty były zawracane. Konieczne było też zamknięcie kilku głównych dróg.
 
W sieci pojawiają się filmy nakręcone przez pasażerów samolotów, które nie mogły wylądować w tej części wyspy.


Opracowanie: