Jeszcze kilka miesięcy temu chyba nikt się nie spodziewał, że Novak Djoković może pożegnać się z pierwszym miejscem rankingu ATP. Na początku roku w znakomitym stylu wygrał turniej wielkoszlemowy w Melbourne, a w czerwcu był bezkonkurencyjny na kortach Rolanda Garrosa. Kolejne miesiące nie były jednak najlepsze dla "Nole’a" - tracił punkty i przed rozpoczęciem halowej imprezy w Paryżu spawa wyglądała następująco: Serb musiał dojść do finału, aby mógł się rozsiąść w fotelu lidera.
Djoković w piątek jednak nieoczekiwanie przegrał z Marinem Ciliciem 4:6, 6:7 (2-7). To niespodzianka tym większa, że Chorwat do tej pory mierzył się z Serbem 14 razy i za każdym razem schodził z kortu pokonany. Cilić zwycięstwo zawdzięcza agresywnej grze, natomiast u Djokovicia wyraźnie uwidocznił się kryzys mentalny, z którym zmaga się od jakiegoś czasu.
Porażka Djokovicia jest wielką szansą dla Andy’ego Murraya. Brytyjczyk pokonał Tomasa Berdycha 7:6 (11-9), 7:5 i awansował do półfinału paryskiej imprezy. Jeśli uda mu się wygrać kolejne spotkanie - wyprzedzi w światowej hierarchii królującego od lipca 2014 roku Djokovicia.
Jeśli Szkot wygra z Kanadyjczykiem Milosem Raoniciem pobije kilka rekordów. Po pierwsze: może zostać najstarszym od czasów Johne'a Newcombe'a światowym numerem jeden (w tej chwili ma 29 lat i 174 dni). Po drugie: od momentu, gdy Murray został po raz pierwszy wiceliderem rankingu ATP, minęło aż ponad 7 lat. Spotkanie Murraya z Raoniciem - o 16.30.
(mal)