Zarabia na życie, grając na skrzypcach. Władysław Tomczyk jest ulicznym grajkiem, którego można spotkać w Katowicach pod wiaduktem przy kinie Rialto. Co go różni od innych? Co miesiąc płaci ZUS, a każdy zarobiony grosz wprowadza do… kasy fiskalnej.

Ja nie jestem nadgorliwy...

Władysław Tomczyk ma 61 lat. W przeszłości był właścicielem dwóch kiosków. Niestety, biznes nie rozwijał się po jego myśli i zbankrutował. Z czegoś jednak trzeba żyć…

W latach 60., w szkole średniej nauczył się gry na skrzypcach. Postanowił, że to stanie się jego nowym źródłem utrzymania. Z czasów, gdy prowadził działalność gospodarczą, "pozostała" mu księgowa. Przybliżył jej swoje plany, skonsultował się z prawnikiem i ponownie zarejestrował działalność. Nie „ulicznego skrzypka”, a działalność artystyczną. Co miesiąc płaci z tego tytułu ZUS.

Mimo że życie nie potoczyło się tak jak chciał, Władysław Tomczyk chce zarabiać uczciwie...

Uliczny grajek z fiskalną kasą

Kasa fiskalna? To nawyk z przeszłości i ochrona przed nadgorliwymi inspektorami z Urzędu Skarbowego. Mówi, że można się przyzwyczaić do wprowadzania „każdego grosza”. Woli to niż zapłacić wysoką karę, za jej brak.

Pod wiaduktem przy kinoteatrze Rialto, gra to, co lubi ulica, czyli biesiadne utwory. Jak twierdzi, ludzie są na tyle hojni, że pozwalają mu godnie żyć. Działalność gospodarcza nie przynosi strat. Najbardziej jednak obawia się zimy. Wtedy będzie musiał przenieść firmę… do jakiegoś tunelu. Jeśli nie będzie go stać na opłacanie ZUS-u, działalność zawiesi i poczeka, na lepsze dni.