Jacek Karnowski zapowiada natomiast, że ujawni szczegóły śledztwa - uważa, że nagrania Sławomira Julke były prowokacją wymierzoną nie w niego, a w premiera. Po nagrywaniu pana premiera udał się na Oksywie do Gdyni, w miejsce siedziby jednej ze służb specjalnych - jakiej to tylko można się domyślać - i spędził tam dwie czy trzy godziny - takie zeznania mają znajdować się w aktach śledztwa - zdradza Karnowski.
Prowadzone przez gdańską Prokuraturę Apelacyjną śledztwo wszczęto w lipcu 2008 roku po tym, gdy do prokuratury zgłosił się trójmiejski przedsiębiorca Sławomir Julke. Zeznał on, że w marcu tego samego roku Karnowski zażądał od niego łapówki w postaci dwóch mieszkań. Zdaniem biznesmena, który planował przebudowę strychu kamienicy w Sopocie, prezydent chciał dostać lokale jako zapłatę za pomoc w uzyskaniu od swoich urzędników koniecznych pozwoleń na przebudowę. Julke dostarczył prokuraturze nagranie rozmowy z Karnowskim, która miała dowodzić winy prezydenta.