Dzisiejszy ogólnokrajowy alarm przełamał obyczaj. Nie informuje się z reguły o alarmach bombowych, by nie wywoływać paniki. Służby robią swoje, milczenie nie kreuje naśladowców. Dziś skala zjawiska nie dała się jednak okiełznać, także ze względu na powszechnie dostępne środki łączności. Większą panikę mogło wywołać przemilczenie kilkudziesięciu ewakuacji budynków publicznych w całym kraju, niż podanie wiadomości o nich.
Szef MSW twierdzi, że wszystkie powiadomienia o bombach były fałszywe. Oby była to prawda. Skoro jednak przełamaliśmy barierę milczenia i wszyscy uświadomiliśmy sobie, że zagrożenie atakiem terrorystycznym wciąż istnieje, musimy też mieć świadomość, że być może obudziliśmy demony.
Niekoniecznie tylko w postaci biegłych w technikach sieciowych, szukających podniety nastolatków czy osób niezrównoważonych, ale też ludzi, którzy sprowadzają rzeczywiste zagrożenie. Podkładają bomby, strzelają do ludzi.
Nie wiemy nawet, czy dzisiejszy alarm nie był bacznie obserwowaną przez nich próbą, testem tego jak działają służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo w podobnych sytuacjach. Oby nie.
Budząc jednak demony, i te ograniczające się do siania zamętu i te, które rzeczywiście mogą chcieć nas zabić, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że na etapie samego alarmu bombowego - nie umiemy ich rozróżniać. Ani my, stłoczeni w korytarzu jakiegoś urzędu czy szpitala, ani policjanci i inne służby, odpowiedzialne za bezpieczeństwo. I my i oni mamy wtedy tylko informację o potencjalnym zagrożeniu. I my i oni do wyjaśnienia sprawy powinniśmy to zagrożenie uznawać za bez przymiotnikowe. Nie "potencjalne".
Dlatego kiedy pojawia się taka informacja, nie wolno nam przed sprawdzeniem zakładać, że alarm jest fałszywy. Niekoniecznie w pośpiechu, na pewno nie w panice, ale trzeba się ewakuować. Uciekać. Zawsze uciekać.