Nie do pomyślenia jest w Brukseli sytuacja, żeby na Radę Ministrów Spraw Zagranicznych UE przyjeżdżał minister, który słabo zna angielski. Polska to nie Malta, to duży kraj, od którego zwłaszcza teraz oczekuje się wiodącej roli - powiedział mi jeden z dziennikarzy prestiżowego dziennika. Polski polityk próbował mnie natomiast pocieszyć, że na unijne rady ministrów Grzegorz Schetyna będzie wysyłał swojego zastępcę - prawdopodobnie Rafała Trzaskowskiego. To byłoby fatalne.
Gdyby Schetyna nie pojawiał się na Radach UE, wszyscy odebraliby to jako sygnał, że Polska nie zamierza odgrywać aktywnej roli w unijnej polityce. Innymi słowy - nasz kraj przestałby się liczyć.