Zdumiewająca zapowiedź
Do 24 października pani premier, wzorem swoich poprzedników, wielokrotnie powtarzała, że szefowie rządów o rekonstrukcjach nie mówią, ale je robią. To dość oczywiste ze względu na sprawność działania podległych im ministrów: nie mający pewności utrzymania swoich stanowisk członkowie rządu ograniczają się zwykle do działań pod publiczkę i wychwalania swoich dotychczasowych dokonań, na bok odkładając wymagające rozmachu i ryzyka plany na przyszłość. Kończy się to zwykle najprostszym administrowaniem w podległych im obszarach i samochwalczymi ceremoniami podsumowań i otwierania czegokolwiek - byle były przy tym kamery.
Beata Szydło znakomicie zdawała sobie z tego wszystkiego sprawę. Doskonale wiedziała, że zapowiedź rekonstrukcji na zewnątrz rządu wywoła falę spekulacji i ocen, nazywaną zwykle "grillowaniem" jej ministrów. Wewnętrznym skutkiem zapowiedzi musiało zaś być sparaliżowanie długofalowych działań resortów i ograniczenie się do natarczywej autoreklamy, zwłaszcza tych ministrów, którzy czują się w rządzie najmniej pewnie.
Skutki?
Są dość opłakane. Od kilku tygodni grillowani i niepewni swojej przyszłości ministrowie prężą muskuły, organizują dziesiątki już konferencji pokazujących, jak dziarsko i sprawnie działają. Od zapowiedzi Beaty Szydło porządki obrad rządu nie zawierają jednak kluczowych decyzji, a gabinet ogranicza się głównie do administrowania krajem. Powód jest nie tylko mentalny, ale też całkiem racjonalny - trudno podejmować decyzje dotyczące przyszłości nie mając pewności, kto miałby je realizować. A po 24 października żaden z ministrów i sama pani premier bodaj nie wiedzą, czy po rekonstrukcji będą jeszcze członkami rządu.
Czekając na rekonstrukcję ministrowie uroczyście obeszli Święto Niepodległości. Poświętowali też drugą rocznicę działania rządu, zgodnie z oczekiwaniami i zwyczajem wykorzystując ją do wychwalania swoich dokonań pod niebiosa.
Prezes PiS podziękował też pani premier - i wciąż nic.
Kilkanaście dni to 40 i więcej
Dość charakterystyczne, że im dalej od październikowej zapowiedzi, tym bardziej zmiany w rządzie się odsuwają. Na pewno nie dojdzie w nich wcześniej, niż w grudniu, bo do 1 grudnia w kraju nie ma niezbędnego do ich przeprowadzenia prezydenta. 1 grudnia to zresztą piątek, prezydent wraca z Wietnamu wieczorem, zatem przeprowadzenie zmian możliwe będzie najwcześniej w poniedziałek 4 grudnia.
Wciąż jednak nie doszło do naturalnego w tej sytuacji spotkania prezydenta z rozdającym w obozie rządzącym karty prezesem Kaczyńskim. Obyczaj wymaga choćby poinformowania głowy państwa o zamiarach większości, tym bardziej, że nie jest wykluczone objęcie teki premiera przez samego prezesa.
Elementy rozgrywki
Co więcej, spotkanie, którego zorganizowanie w kolejnym tygodniu też nie będzie łatwe (we wtorek 5 grudnia zbiera się Sejm) powinno ostatecznie rozwiać wątpliwości, związane z ostatecznym brzmieniem prezydenckich projektów ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym. Przedstawianie sobie przez obu panów przez kilka tygodni poprawek na piśmie wyraźnie świadczy o tym, że pełne zaufanie między umawiającymi się stronami jest już raczej przeszłością. Obywatele pamiętają przedwyborcze publiczne deklaracje pani premier, że szefem MON zostanie Jarosław Gowin, i to, że ów Jarosław Gowin okazał się potem Antonim Macierewiczem. Zapewne pamięta to także Andrzej Duda, zatem po obniżeniu poziomu zaufania między pałacem prezydenckim a KPRM zmiany w rządzie powinny być ostatecznie uzgodnione przed ich ujawnieniem. Być może także na piśmie.
I nie jest wykluczone, że uzgodnienie oparte będzie też na zrealizowaniu wciąż nikomu oficjalnie nieznanej umowy, dotyczącej projektów ustaw o KRS i SN.
Kolejne elementy zaburzające teoretycznie tylko łatwy do rozstrzygnięcia problem rekonstrukcji to osoby. Prezydent sporo energii wkłada w powściągnięcie ambicji szczególnie dwóch ministrów - Zbigniewa Ziobry, z olbrzymim apetytem na nowe kompetencje w sądownictwie, i Antoniego Macierewicza, od co najmniej roku bardzo wyraźnie próbującego zignorować kompetencje Zwierzchnika Sił Zbrojnych w dziedzinie nadzoru nad armią.
Nie byłbym zdziwiony, gdyby prezydent obie te postaci chciał przy okazji rekonstrukcji pożegnać, a ich ostatnia aktywność wyraźnie też świadczy, że obaj zdają sobie z tego świetnie sprawę.
40 dni, a może więcej
Zapowiadane przez Beatę Szydło 24 października przedstawienie zmian w rządzie "za kilkanaście dni" trwa już 34 dni. I nie nastąpi wcześniej, niż po 40 dniach, już w grudniu.
Po co to pani premier było - nie wiem. Faktem jest jednak, że na wizerunek osoby konsekwentnej i stanowczej będzie jeszcze musiała popracować, bo jak dotąd rekonstrukcja własnego gabinetu wychodzi jej fatalnie.
(ph)