Jak donosi agencja RIA-Nowosti, katastrofa wydarzyła się w przedziale dziobowym okrętu, a więc z dala od umieszczonego na tyłach kadłuba jednostki reaktora. Również rzecznik rosyjskiej marynarki wojennej Igor Dygało oświadczył, że nuklearna siłownia okrętu nie doznała żadnych uszkodzeń, a poziom radiacji na pokładzie pozostaje w normie.
W momencie katastrofy na pokładzie znajdowało się 208 ludzi. W większości byli to pracownicy stoczni w Komsomolsku nad Amurem. Tylko 81 osób to członkowie etatowej załogi okrętu.
Do wypadku doszło na Oceanie Spokojnym. Na okręcie prawdopodobnie znajdowali się także indyjscy marynarze.
W całej sprawie pojawia się wiele znaków zapytania. Rosyjskie władze udzielają niezwykle skąpych informacji. Do tej pory nie potwierdzono, że tragedia wydarzyła się na łodzi Nierpa K-152. Nie wiadomo również, dlaczego obecni na pokładzie ludzie nie założyli aparatów ratunkowych. Nieznana jest lista ofiar tragedii. Przedstawiciele rosyjskiej floty nie odpowiadają na pytania dziennikarzy.
W zachodnich komentarzach na temat wypadku dominuje pogląd, że rosyjska marynarka nie przezwyciężyła jeszcze skutków kilkunastoletniego niedofinansowania. Ten najnowszy incydent sygnalizuje, że choć Rosja jest coraz bardziej asertywna i agresywna na płaszczyźnie geopolitycznej, to nadal zmaga się z bardzo realnymi wyzwaniami, jeśli chodzi o rewitalizację jej potęgi morskiej - oceniła renomowana amerykańska prywatna agencja informacji wojskowych, Stratfor.
Atomowa łódź podwodna, na której wydarzył się tragiczny wypadek, posiada osiem wyrzutni torped, ale nie przenosi rakiet balistycznych.
To największa katastrofa w rosyjskiej flocie od 2000 roku. Osiem lat temu z ponad setką marynarzy poszedł na dno okręt podwodny Kursk.