"Jedynym planem "b" jest plan Broniarza - zablokowania matur. On jest konsekwentnie realizowany" - stwierdził w Popołudniowej rozmowie w RMF FM wiceminister edukacji Maciej Kopeć pytany o ewentualne zablokowanie egzaminów maturalnych przez protestujących nauczycieli. "Odpowiedzialność za strajk i jego konsekwencje podejmują ci, którzy do niego przystąpili. Muszą być świadomi tego. Muszą też pamiętać, że są nauczycielami i to też ich do pewnych kwestii zobowiązuje" - podkreślił.

Nie mam nic przeciwko temu, żeby był to Rzecznik Praw Dziecka. W gruncie rzeczy ten spór, który jest toczony pomiędzy związkiem zawodowym a - z punktu widzenia formalnego - dyrektorem szkoły - w gruncie rzeczy najbardziej odbija się na uczniach - stwierdził Kopeć pytany o ewentualnego mediatora, który pomógłby w rozmowach rządu z nauczycielami. Szefową delegacji jest pani premier Szydło - dodał. 

Prezes ZNP nie chce wykonać gestu dobrej woli - chociażby zawieszając strajk. Równocześnie w przestrzeni - zwłaszcza tej internetowej - pojawia się wiele takich wypowiedzi, które mówią o tym, żeby nie klasyfikować uczniów.... To byłoby wydarzenie, które trudno sobie wyobrazić, a jego skutki w ogóle są niewyobrażalne - stwierdził Kopeć. Klasyfikacja zgodnie z prawem jest podejmowana przez radę pedagogiczną. Nie może minister edukacji narodowej dokonać klasyfikacji uczniów - tłumaczył. 


Co myślą nauczyciele, gdy słyszą słowa marszałka Senatu, że powinno się pracować dla idei? - pytał Marcin Zaborski wiceministra edukacji narodowej w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM. To, o czym mówił marszałek łączyło się z tym, co dotyczy na przykład lekarzy, czyli przysięgi Hipokratesa - mówił Maciej Kopeć. Podobnie jest z nauczycielami. Jest to pewien zawód zaufania publicznego, który nie jest dawną PRL-owską kartą górnika, stoczniowca czy hutnika. (...) To zawód, który zawiera oprócz pakietu socjalnego także pewne obowiązki - dodał.



Marcin Zaborski, RMF FM: Minister edukacji, Maciej Kopeć jest naszym gościem. Mediator pilnie poszukiwany. Strajkujący nauczyciele mówią, że potrzebny jest negocjator zewnętrzny w rozmowach związkowców z rządem i proszą, żebyście go wskazali. Wskażecie mediatora?

Maciej Kopeć: Decyzje zależą od szefowej zespołu negocjacyjnego, którą  jest pani premier Szydło.

Gość: Maciej Kopieć


To ministerstwo nie konsultuje z panią premier, czy to nie jest moment na mediatora?

Wydaje mi się, że to świadczy tylko o tym, że ta formuła, która została przyjęta w dialogu - zwłaszcza pod koniec tych negocjacji - być może ona się nie sprawdziła.

Nie sprawdziła się być może dlatego, że nie ma nowych ofert ze strony rządu?

Nie, nie sprawdziła się chyba z kilku powodów, dlatego, że z jednej strony, można było pod koniec odnieść wrażenie, że i strona pracodawców nie jest obiektywna. Pojawiły się też różne inne pytania. Brakowało też strony samorządowej w tych rozmowach.

Panie ministrze, kto mógłby być mediatorem akceptowanym przez rząd?

To nie jest oczywiście pytanie do mnie.


Dlaczego nie? Jest pan wiceministrem edukacji, który pojawia się przy pani minister na każdej konferencji prasowej, dotyczącej tego strajku.

Proszę też zauważyć, że w tej delegacji była pani premier, była pani minister Rafalska, był pan minister Dworczyk - to była bardzo mocna reprezentacja rządowa. Te różne, szczegółowe kwestie, które dotyczyły bardzo konkretnych spraw merytorycznych, należały do mnie.

Odwołuję się do pana doświadczenia i ministerialnego i związkowego i pytam - kto mógłby być takim mediatorem? Wcześniej padała propozycja, że mógłby to być rzecznik praw obywatelskich, rzecznik praw dziecka mówił też, że jest gotów włączyć się w takie rozmowy. Ma pan pomysł kto mógłby to być?

Ja nie mam nic przeciwko temu, żeby był to rzecznik praw dziecka, bo spór, który jest toczony między związkiem zawodowym, a - z punktu widzenia formalnego - dyrektorem szkoły, najbardziej odbija się na uczniach.

A może któryś z biskupów mógłby wam pomóc negocjować ze związkowcami?

Ja nie chcę się na ten temat wypowiadać. Jak powiedziałem, szefową tej delegacji jest pani premier Szydło.

Panie ministrze, od poniedziałku maraton egzaminacyjny dla ósmoklasistów. Może pan dzisiaj zapewnić każdego ucznia kończącego szkołę podstawową, że w jego szkole w poniedziałek, wtorek i środę egzaminy się odbędą?

Zgodnie z tym, co przekazywali kuratorzy oświaty i wojewodowie na telekonferencji, w której uczestniczyłem, mamy takie zapewnienia, że egzaminy we wszystkich szkołach się odbędą.


Tu jest bezpiecznie. Ale Szef ZNP mówił dziś, że matury są zagrożone, uspokoi pan uczniów, którzy to dzisiaj słyszą?

Jestem bardzo zasmucony tą całą historią. Faktycznie, jeżeli popatrzymy na to, że prezes ZNP nie chce wykonać gestu dobrej woli, chociażby zawieszając strajk, czyli mówi o jego kontynuacji. Równocześnie w przestrzeni, zwłaszcza tej internetowej, pojawia się wiele wypowiedzi, które mówią o tym, żeby nie klasyfikować uczniów - faktycznie, to byłoby wydarzenie, którego trudno byłoby sobie wyobrazić skutki.

Szanuję pana smutek, ale nie o niego tutaj chodzi. Raczej o smutek uczniów, którzy słyszą słowa o tym, że matury są zagrożone, więc pytam pana dzisiaj, czy powie pan dzisiaj - "nie ma żadnego zagrożenia, matury będą w terminie, nawet jeśli będzie trwał strajk".

Ale to proszę się zapytać prezesa Broniarza, przewodniczącego Wittkowicza, bo oni są organizatorami tego strajku.

Pytam pana, bo jest pan wiceministrem edukacji, panie ministrze.  

Nie, dlatego że klasyfikacja, zgodnie z prawem, jest podejmowana przez radę pedagogiczną, czy inaczej mówiąc - nie może minister edukacji narodowej dokonać klasyfikacji uczniów. Dyrektor, jako przewodniczący rady pedagogicznej, powinien ją zwołać, a nauczyciele, jako członkowie rady pedagogicznej, powinni w niej uczestniczyć.

Czyli, krótko mówiąc. Nie ma ocen, więc nie można pisać matury, ale żeby były oceny muszą się odbyć rady pedagogiczne. I teraz pytanie - czy w czasie strajku nauczyciele mogą brać udział w radach pedagogicznych?

Nauczyciele wtedy, gdy biorą udział w strajku nie podejmują innych czynności, czyli inaczej mówiąc - istota rzeczy polega na tym, żeby po prostu na ten czas strajk zawieszono, żeby można było dokonać klasyfikacji uczniów.

Czyli dopóki strajkują, nie mogą wziąć udziału w radach pedagogicznych?

Dopóki biorą udział w strajku nie mogą podejmować innych czynności, natomiast dyrektor szkoły jest zobowiązany i zgodnie z prawem rada klasyfikacyjna jest wymiena wprost w ustawie jako ta, która musi się odbyć.

Ale dyrektor nie może zmusić strajkujących nauczycieli, żeby wzięli udział w radzie pedagogicznej, dobrze rozumiem?

Jeżeli przystąpili do strajku, to niestety też ponoszą odpowiedzialność za to, co się wydarzy, to jest tak, że to jest ich decyzja.

Zmusić ich nie można panie ministrze, żeby w czasie strajku wzięli udział.

Tak, ale podejmują świadomą decyzję.

Ja pytam o stan prawny, nie o ocenę. Stan prawny jest taki, że zmusić ich nie można, dobrze rozumiem?

Stan prawny też jest taki, że mamy jeszcze inne przepisy, czyli inaczej mówiąc, jest to kwestia i ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, i artykułu 17.3, który mówi o adekwatności skutków podejmowanej akcji protestacyjnej strajku.

Wyjaśnijmy, żebyśmy nie wprowadzali w błąd naszych słuchaczy. Na etapie podejmowania decyzji o ogłoszeniu strajku - to jest już zupełnie inny moment, jesteśmy w innym momencie tego strajku.

Ale to jest pytanie, jakie będą dalsze konsekwencje.

Możemy żonglować przepisami, ale chyba nie o to chodzi. Ja bym wolał, żebyśmy rozmawiali o rozwiązaniach i o tym, co się wydarzyć może, bo słuchają nas pewnie maturzyści, więc pytanie, czy możliwa jest taka zmiana przepisów, która pozwoli wystawić uczniom oceny, na przykład przez dyrektorów szkół, obok, czy poza nauczycielami. Są oceny w dzienniku ... dyrektor przychodzi i wpisuje oceny na podstawie tego co widzi w dzienniku

To jest kwestia interpretacji różnych przepisów. Natomiast wiemy , że rada pedagogiczna musi podjąć uchwałę, a zwołać ją może dyrektor szkoły.

Jaki macie plan B na wypadek takie sytuacji ?

Na razie jedynym planem B jest plan Broniarza zablokowania matur i on jest konsekwentnie realizowany.

Słyszę od polityków PiS, że macie plan B na maturę i na to, że matura się jednak na pewno odbędzie, cokolwiek by się nie działo. Odbędzie się ?

Ja mówię, że na razie jedynym planem B jest plan, który proponuje prezes ZNP i ci, którzy starają się go wykonać.

Będziecie wzywać posiłki na maturę, zapraszając na przykład emerytowanych nauczycieli do pracy przy maturze?

To dwie różne rzeczy. Rada pedagogiczna i dyrektor szkoły, a czym innym są zespoły nadzorujące egzamin.

Ja to rozumiem, ale co dalej. Czy jeśli będzie kłopot z nauczycielami którzy strajkują, będziecie zapraszać, podobnie jak w przypadku egzaminów gimnazjalnych, nauczycieli emerytowanych do pracy?   

Można sobie wyobrazić każde działanie. Przypomnę, że za ocenę odpowiadają nauczyciele uczący danego przedmiotu. A więc ci, którzy tam są i trudno sobie wyobrazić taką sytuację o jakiej pan mówił.

Wyobrazić można sobie wiele, pytanie jakie ministerstwo edukacji ma plan na wypadek tego, o czym rozmawiamy.

Odpowiedzialność za strajk i jego konsekwencje podejmują ci, którzy do niego przystąpili. Tak czy inaczej, mówiąc muszą być tego świadomi. Muszą też pamiętać, że są nauczycielami. To też ich do pewnych kwestii zobowiązuje.