Piszę ten tekst z perspektywy świeckiego katolika, wierzącego, praktykującego, zaangażowanego w życie Kościoła od wielu lat. Chcę dzisiaj powiedzieć: Wstydzę się za swoich biskupów, wstydzę się za swój Kościół.

Piszę ten tekst z perspektywy świeckiego katolika, wierzącego, praktykującego, zaangażowanego w życie Kościoła od wielu lat. Chcę dzisiaj powiedzieć: Wstydzę się za swoich biskupów, wstydzę się za swój Kościół.
Zdjęcie ilustracyjne /pixabay.com /Pixabay

To, co najbardziej przeraża po obejrzeniu filmu Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu", to grzech strukturalny Kościoła. Grzech ukrywania, zatajania przestępstw seksualnych księży. To przenoszenie z parafii na parafię, to zmiany diecezji, to brak jawności procesów kościelnych.

Każda z przedstawionych w filmie historii jest równie przerażająca i woła o pomstę do nieba, ale zło, którym przeżarte są diecezje i władze zgromadzeń zakonnych, porusza najbardziej.

W jednym szeregu z gwałcicielami

Za ten grzech w pełni odpowiedzialni są biskupi. Każdy z nich, który choć raz przymknął oko na nadużycia seksualne księdza ze swojej diecezji. Każdy z nich, który choć raz nie zgłosił przypadku molestowania organom ścigania - stoi w jednym szeregu z pedofilami i gwałcicielami.

Zbrodnia nadużycia seksualnego kładzie się cieniem na zbrodni zaniechania.

Mnie, jako świeckiemu katolikowi, zaangażowanemu w życie swojego Kościoła, jest wstyd za moich biskupów. Brzydzę się takim zachowaniem przedstawicieli mojego Kościoła.

Skąd bierze się zło?

Przyczyn takiego postępowania polskich hierarchów jest wiele, ale chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz, która wydaje się być istotna.

Już na etapie seminariów duchownych (sam kiedyś byłem w seminarium), mimowolnie w młodych klerykach kształtuje się postawa wyższości i dominacji nad świeckimi członkami Kościoła. Przyszli księża mają okazję słyszeć, że są wybrani, wyjątkowi i mają "lepszy" dostęp do tajemnic wiary.

Nie jest to oczywiście twierdzenie dominujące i nie każdy mu ulega, ale niektórzy mogą w ten sposób postrzegać rzeczywistość. To prowadzi później do moralizatorstwa z ambony, do łatwego osądzania świeckich, ale przede wszystkim do ukrywania przestępstw seksualnych duchownych. "Bo my przecież wiemy lepiej, co nam będzie jakiś świecki mówił, co mamy robić".

To nie czas konferencji prasowych

W Kościele przyszedł teraz czas na realne działania. Przyszedł czas na przyznanie się do winy i radykalne samooczyszczenie.

Minął już czas konferencji prasowych z suchymi liczbami, pokrętnymi tłumaczeniami i dywagacjami na temat grzechu pierworodnego. Minął już czas nabożeństw pokutnych i mówienia "przepraszam".

To czas działania. To czas przejrzystych działań, to czas dekretów, to czas zgłaszania przypadków molestowania do prokuratury, to czas przenoszenia do stanu świeckiego księży skazanych za pedofilię, to czas natychmiastowego egzekwowania nakazów sądowych. Jako świecki katolik - żądam tego od swoich biskupów.

Myślę też, że niektórzy biskupi przymykający oczy na przypadki molestowania w swoich diecezjach, powinni rozważyć dymisje. Nie jestem jednak naiwny i wiem, że jest to bardzo mało prawdopodobne. Niech chociaż teraz pokażą, że stać ich na realne działanie.