12 lipca w czasie kursu autobusu linii nr 8 w Bielsku-Białej dojrzały mężczyzna wulgarnie zaatakował dwie ukraińskie dziewczynki, każąc im m.in. „wypie**** tam, na swoją Ukrainę”, strasząc, że wie, gdzie mieszkają, oraz wykrzykując, że „wyrosły na naszych pieniądzach”. Agresor został zatrzymany przez policję - jest kierowcą MZK, który od dłuższego czasu przebywa na zwolnieniu chorobowym. Bielski przewoźnik zdecydował się zakończyć z nim współpracę. Sieć zalały natomiast komentarze, że dziewczynki mogły sprowokować tę sytuację, co - jak wynika z oświadczenia Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej - jest nieprawdą.
MZK prostuje fałszywe informacje i opisuje, co wskazuje monitoring
„Nagranie z monitoringu, z zapisem obrazu i dźwięku, zostało zabezpieczone przez policję i stanowi materiał dowodowy w prowadzonym postępowaniu. Z tego względu, a także z uwagi na regulacje o ochronie danych osobowych, spółka nie ma możliwości jego udostępnienia ani publikacji” – zastrzegł przewoźnik w opublikowanym we wtorek stanowisku.
Spółka zdecydowała się jednak – „w związku z pojawiającymi się w przestrzeni publicznej nieprawdziwymi informacjami dotyczącymi przebiegu zdarzenia” - zrelacjonować to, co zarejestrowały kamery.
„Jedna z poszkodowanych wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy. Sytuacja ta – jakkolwiek odstępująca od przyjętych standardów – w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami. Ponadto z analizy monitoringu wynika, że sytuacja ta nie zakłócała komfortu podroży innych pasażerów, gdyż młode pasażerki głównie były zajęte korzystaniem z telefonów komórkowych” – napisał MZK.
Na nagraniu widać, że w pewnym momencie do 11-latek podszedł mężczyzna, „i – jak można domniemywać – zwrócił im uwagę, co spowodowało natychmiastowe przełożenie nóg na podłogę”. Jedna z dziewcząt przesiadła się na siedzenie obok koleżanki.
„Mężczyzna przyglądał się dzieciom bez żadnych reakcji”
Taka sytuacja trwała dłuższą chwilę. Mężczyzna przyglądał się dzieciom bez żadnych reakcji. „Po dłuższej chwili widać, iż niepowodowany żadnym zachowaniem sprawca zaczyna impulsywnie reagować, używając przekleństw i okrzyków” – napisał przewoźnik.
„Rażąca niewspółmierność”
MZK podkreślił, że „wszelkie pojawiające się w sieci komentarze powołujące się na rzekomych świadków, wskazujące, iż poszkodowane miały być prowokujące, są niezgodne z wydarzeniami zaobserwowanymi na nagraniach, a ich rozpowszechnianie godzi w wizerunek spółki”.
„Stanowczo podkreślamy, że w naszej ocenie reakcja sprawcy, dorosłego mężczyzny, w żaden sposób nie może być usprawiedliwiana opisanym wyżej zachowaniem nieletnich, ze względu na rażącą niewspółmierność. Sekwencja zdarzeń w naszej ocenie wskazuje ponadto, iż pomiędzy jedną a drugą sytuacją nie było bezpośredniego powiązania przyczynowo skutkowego. Niezależnie od okoliczności poprzedzających zdarzenie nic nie usprawiedliwia agresji słownej ani zachowań noszących znamiona dyskryminacji” – podkreśliła spółka.
W czasie zdarzenia na krzyki zareagował kierowca autobusu
„Kierowca zwrócił się do agresywnego pasażera, podejmując z nim rozmowę i odwracając jego uwagę od osób poszkodowanych. Następnie, na najbliższym możliwym przystanku, wyprosił sprawcę z autobusu. Sprawca opuścił pojazd, natomiast dziewczynki wysiadły na kolejnym przystanku” – wskazał w poniedziałek MZK.
Rzecznik bielskiej prokuratury okręgowej Małgorzata Moś-Brachowska informowała w poniedziałek, że żywiecka prokuratura rejonowa nadzoruje wszczęte w tej sprawie dochodzenie. Śledczy badają ją pod kątem znieważenia dziewcząt z uwagi na ich przynależność narodową. Chodzi o przestępstwo z art. 257 Kodeksu karnego. Można za to trafić do więzienia na 3 lata.