Społeczeństwo ma skłonność do opatrywania nas etykietami, małe dzieci wciąż dostają do ręki różowe i niebieskie zabawki, uważa, że dziewczynki nie powinny bawić się samochodzikami a chłopcy lalkami, a to jest nonsens. Jeśli mamy stać się dobrym społeczeństwem, dobrze ze sobą współpracować, powinniśmy zachęcać wszystkich, by zajmowali się tym, co daje im zadowolenie, w czym są najlepsi – mówi RMF FM Libby Jackson z Europejskiej Agencji Kosmicznej, autorka książki „Kosmiczne dziewczyny”, w której opisuje losy 50 kobiet, które miały wielkie zasługi w dziedzinie lotów kosmicznych. Myślę, że dyskryminację ze względu na płeć od wielu lat mamy za sobą. To, że ktoś nie dostawał danej pracy, bo jest kobietą. Wyzwaniem pozostaje zachęcenie dziewcząt do tego, by rzeczywiście rozważyły karierę naukową, czy inżynierską, jako swoją przyszłość – mówi Grzegorzowi Jasińskiemu Jackson. Jej zdaniem powinniśmy dbać o to, żeby młodzi ludzie wiedzieli, że każda droga kariery jest dla nich otwarta. Także droga badań kosmicznych.

Mieliśmy dla Was książki „Kosmiczne dziewczyny” autorstwa Libby Jackson! Z osobami, którym je prześlemy, skontaktujemy się telefonicznie

Grzegorz Jasiński: Pani książka "Kosmiczne dziewczyny" to książka dla dziewcząt?

Libby Jackson: Nie, to książka dla wszystkich, która opowiada o tym, że kobiety odegrały istotną rolę w historii załogowych lotów kosmicznych. Warto tę rolę docenić. Gdy myślimy o lotach kosmicznych, o astronautach, wielu przychodzi do głowy nazwisko Neila Armstronga, Buzza Aldrina, pamiętamy o Juriju Gagarinie, pierwszym człowieku w kosmosie, ale nie myślimy o kobietach, które też w tym uczestniczyły. Dlatego właśnie uważam, że powinniśmy celebrować te kobiety, którym przez te wszystkie lata załogowe loty kosmiczne też miały wiele do zawdzięczenia. To pokazuje wszystkim, że kosmos jest dla wszystkich, że każdy może w przemyśle kosmicznym pracować, niezależnie kim jest, jak wygląda, skąd pochodzi...

POSŁUCHAJ ROZMOWY GRZEGORZA JASIŃSKIEGO Z LIBBY JACKSON

To jest oczywiście książka dla młodszego odbiorcy, widzimy to choćby dzięki pięknym ilustracjom. Jak sądzę miała być, tak zapewne została pomyślana, pewną inspiracją...

Absolutnie tak, to było moim celem, mam nadzieję, że taką inspiracją będzie. Chciałabym, by dotarła do czytelników z przekazem, że w życiu ważne by znaleźć coś, co daje zadowolenie, co jest pasją, by podążać za swoimi marzeniami. Mocno wierzę, że ciężka praca i determinacja sprawia, że wszystko jest możliwe. Społeczeństwo ma skłonność do opatrywania nas etykietami, małe dzieci wciąż dostają do ręki różowe i niebieskie zabawki, uważa, że dziewczynki nie powinny bawić się samochodzikami a chłopcy lalkami, a to jest nonsens. Jeśli mamy stać się dobrym społeczeństwem, dobrze ze sobą współpracować, powinniśmy zachęcać wszystkich, by zajmowali się tym, co daje im zadowolenie, w czym są najlepsi. Moją książkę napisałam przede wszystkim z myślą o dzieciach w wieku od 8 do 14 lat, ale dorośli mogą ją czytać młodszym dzieciom, sami też znajdą tam coś ciekawego. Oprócz tego, że poszczególne historie opowiadają o kobietach i o tym co zrobiły dla podboju kosmosu, w każdej znajdziemy nieco informacji o kosmosie i lotach kosmicznych, o tym, jak się tam żyje, jak się tam dostać i jakie są tam zagrożenia. A każda historia jest faktycznie pięknie zilustrowana przez studentów London College of Communications. Świetnie się z nimi pracowało, to była ich pierwsza okazja by swoją pracę opublikować, mamy tu bardzo różne style, wszystkie oszałamiająco piękne.

Jak ważne były dla pani "Ukryte działania", książka, a potem nominowany do Oscara film?

Czytałam książkę, oglądałam film, i jedno i drugie jest bardzo ważne. To wspaniałe, gdy pokazuje się wreszcie pracę osób wcześniej niedocenianych. Niektóre z tych, uczestniczących w programie kosmicznym kobiet, są opisane także w mojej książce. Te Afroamerykanki przełamały w NASA bariery, wykonały dla załogowych misji kosmicznych, dla lotów na Księżyc, bardzo wiele niezbędnej pracy, o której się długo nie mówiło. Czytałam o tym, oglądałam film i włączyłam historie Katherine Johnson i Mary Jackson do swojej książki.

Książkę świetnie się czyta między innymi dlatego, że - jak już pani wspomniała - w indywidualne historie wpleciono wiedzę o samym podboju kosmosu. Możemy ją poznawać przez indywidualne historie tych kobiet.

Tak właśnie chciałam. Historia podboju kosmosu jest wspaniała, wywodzi się z powojennej rywalizacji Stanów Zjednoczonych i Związku Radzieckiego o to, kto jest lepszy, kto to potrafi udowodnić. Z tej konkurencji wyrosły wspaniałe badania naukowe, cudowne obrazy, które inspirują nas do dziś. Teraz różne kraje współpracują w kosmosie, szczególnie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, ale też w przypadku wielu innych misji kosmicznych. Kosmos to olbrzymia przestrzeń, dotarcie tam jest bardzo kosztowne, to trudne dla pojedynczych krajów, nawet z wielkimi ambicjami, lepiej współpracować. To dla mnie zaszczyt móc opowiadać tę historię przez indywidualne losy tych wspaniałych kobiet...

Pokazała pani bardzo różne historie kobiet, naukowców, inżynierów, astronautów, prawników, pielęgniarek. Wszystkie one miały gigantyczny wpływ na program kosmiczny...

Tak jest dziś i tak było wcześniej, w tym programie można było odgrywać ważną rolę będąc zarówno lekarzem, jak i prawnikiem, piszę nawet o aktorce. Zwykle myślimy tu głównie o tych, którzy faktycznie lecą w kosmos, o astronautach, ale to wierzchołek piramidy którą podtrzymuje mnóstwo ludzi, z bardzo różnych środowisk. Jeśli kosmos jest twoją pasją, masz bardzo wiele różnych sposobów, by włączyć się w jego badania. Polska jest tego częścią. Polska ma swoją agencje kosmiczną, jesteście częścią Europejskiej Agencji Kosmicznej. Te możliwości otwierają się dla wszystkich.

Które z opisanych historii były największą inspiracją dla pani osobiście?

Jest ich w książce bardzo wiele, trudno wybrać. Ale chciałabym opowiedzieć historię, której w samej książce nie ma, ale pokazuje, dlaczego ją napisałam. To jakby 51 historia o pierwszej osobie na Marsie. Tej historii jeszcze nie opowiedziano, ale wśród nas prawdopodobnie żyje już ktoś, kto pewnego dnia będzie pierwszym człowiekiem na Marsie. Jest to zapewne bardzo młoda osoba, być może przeczyta tę książkę. To właśnie po to chciałam ją napisać by inspirować to nowe pokolenie, to historia ekscytującej przyszłości i zawartej w niej obietnicy, którą młode pokolenie nam zaoferuje.

W książce opowiada pani między innymi historię niespodziewanego nieco, zbiorowego bohatera, żon astronautów programu Mercury 7...

Chciałam o nich napisać, bo o ile w przypadku wielu innych historii mamy do czynienia z ludźmi, którzy wybrali tę karierę, to przecież mieli jeszcze wsparcie swego otoczenia, partnerów, rodzin, sąsiadów, ciotek, wujków. Zawsze jest ten ktoś obok, kto pomaga, wspiera. Żony tych astronautów nagle znalazły się w świetle jupiterów, gdy NASA wybrała tę pierwszą siódemkę, nazwaną Mercury 7. Wszyscy wiedzieli, że media skoncentrują się na samych astronautach, oni byli szkoleni, przygotowywani także na to. Nikt nie myślał  o rodzinach, a one znalazły się także pod olbrzymią presją. Żony uśmiechały się, dzielnie przez to przeszły, bo zdawały sobie sprawę, jak wysoka jest stawka, jak ważne jest to, co robią ich mężowie. One także odegrały swoją rolę. Oczywiście osoby, które wspierają nas także dziś w pracy raczej nie domagałaby się szczególnego uznania, ale moim zdaniem warto docenić rodziny i przyjaciół, które przyczyniają się do sukcesów swoich bliskich. Niczego nie robi się całkiem samemu, zawsze jest ktoś, kto nas wspiera, rodzice, partnerzy, dzieci. Życie bez tych wspaniałych ludzi wokół nas nie byłoby tak dobre.

Spotyka się pani z młodymi ludźmi, w tym z dziewczynkami, oni wszyscy mają teraz zdecydowanie więcej szans, niż kiedyś, czy jednak bardziej też im się chce. Niektórzy twierdzą, że pokolenie millenialsów i pokolenie młodsze interesuje się głównie tym, co w ich smartfonach, na portalach społecznościowych, raczej nie tymi gwiazdami, które są nad naszymi głowami.

Myślę, że Wszechświat ma tę cudowną zdolność inspirowania wszystkich. My, zajmujący się programem kosmicznym mamy to szczęście, że możemy te wszystkie technologiczne nowinki wykorzystywać, a na ekranach smartfonów także opowiadać o pięknie kosmosu, o tym, co badania kosmosu mogą nam wszystkim dać. Każde pokolenie spogląda nieufnie na to, co robi to następne. Ja pamiętam, że w dzieciństwie używałam walkmana i komputer w sposób, którego moje wnuki zapewne już nie zrozumieją. Ale nie mam wątpliwości, że młodzi dadzą sobie radę, także korzystając z technologii w nowy i ekscytujący sposób.

Mam wrażenie, że przez ostatnią dekadę pozom emocji związanych z załogowymi lotami kosmicznymi się ustabilizował na stałym poziomie, ot załogi wyruszały na Międzynarodową Stację Kosmiczną i wracały, dla zwykłego obserwatora nie było w tym niczego niezwykłego, ekscytującego. Teraz to się zmienia z nowymi planami powrotu na Księżyc, wyprawy na Marsa. Czy więc zmierzamy ku nowym kosmicznym emocjom?

Jestem tego pewna, to naprawdę bardzo podniecające. Ja mam 37 lat i nie widziałam na własne oczy lądowania na Księżycu. Dziś zaskakuje mnie to, że urodziłam się tylko 9 lat po tym, jak ostatni człowiek po Srebrnym Globie spacerował, w dzieciństwie wydawało mi się, że upłynęło prawie stulecie. Teraz zbliżamy się do 50 rocznicy lądowania na Księżycu. Ale czasy się zmieniają. NASA, Europejska Agencja Kosmiczna i inni zaczynają na serio budować pojazd kosmiczny, który będzie mógł wreszcie wyjść poza to co nazywamy niską orbitą wokółziemską, tam gdzie jest Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, na wysokości około 400 kilometrów. Od 1972 roku tego nie robiliśmy. Chcemy też zbudować małą stację na orbicie Księżyca, tzw. Gateway. W planach powrotu na Księżyc i podróży na Marsa stawiamy już konkretne kroki. Od półwiecza mówiło się, że to za 20-30 lat nastąpi, ale teraz nagle ta perspektywa się nieco przybliża. To wciąż jeszcze daleko, wciąż bardzo wiele pracy przed nami, ale wyrwaliśmy się z bloków startowych do biegu, postawiliśmy pierwszy, czy drugi krok. Do tego obserwujemy też wszystko to, co wiąże się z komercyjnymi lotami kosmicznymi. Myślę, że w nieodległej perspektywie będziemy świadkami załogowych lotów komercyjnych takich firm jak Virgin Galactic, Blue Origin, czy Space X. Mówię to młodym ludziom - i głęboko wierzę w to co mówię - że jeśli zaczną już teraz oszczędzać, nawet drobne sumy, to po pewnym czasie, kiedy będą mieli 30,40,50 lat, będą w stanie wykupić sobie lot w kosmos. Gdy ja byłam mała patrzyłam na Concorde, ten cudowny ponaddźwiękowy samolot pasażerski, który przelatywał Ocean w kilka godzin i marzyłam, że któregoś dnia nim polecę. To było kosztowne marzenie bo lot Concordem był bardzo drogi, ale było to marzenie możliwe do spełnienia. Myślę, że dla młodych ludzi takim marzeniem może być dziś podróż w kosmos. Mam nadzieję, że jeśli dożyję odpowiedniego wieku, podróże kosmiczne będą już osiągalne dla nas wszystkich. I będziemy też widzieć ludzi lądujących na Marsie.

Wspomniała pani, że podbój kosmosu przestaje być ograniczony tylko do państwowych agencji, swoją rolę zaczynają odgrywać firmy prywatne. Czy tam tych szans pracy i kariery dla dziewcząt, kobiet, będzie pani zdaniem więcej?

Myślę, że dziś już niezależnie od tego, czy w agencjach państwowych, czy w kosmicznych firmach prywatnych, kobiety są równie mile widziane jak mężczyźni. Myślę, że dyskryminację ze względu na płeć od wielu lat mamy za sobą. To, że ktoś nie dostawał danej pracy, bo jest kobietą. Wyzwaniem pozostaje zachęcenie dziewcząt do tego, by rzeczywiście rozważyły karierę naukową, czy inżynierską, jako swoją przyszłość, a chłopców, by zajmowali się też innymi dziedzinami, choćby związanymi z opieką. Tu mamy wciąż brak równowagi. Moje doświadczenie jest takie, że teraz jakąkolwiek karierę się wybierze, jest się mile widzianym, ja sama nigdy nie miałam problemów w związku z tym, że jestem kobietą w przemyśle kosmicznym. Wciąż zdarza mi się zasiadać do narady z grupą 6, czy 10 mężczyzn, ale nie mam wrażenia, że ktokolwiek ocenia mnie i uznaje, że nie powinno mnie tam być, bo jestem kobietą i powiem coś głupiego. Ale powinniśmy dbać o to, by każdy miał takie szanse. Teraz moim zdaniem nie hamują nas już uprzedzenia osób, które przyjmują do pracy, ale społeczeństwo, które wciąż etykietuje młodych ludzi i przeznaczone dla nich zabawki. Przekonanie, że mężczyźni nie powinni zajmować się opieką, że chłopcy nie mogą bawić się wózkami z lalkami jest szalone. Powinniśmy dbać o to, żeby młodzi ludzie wiedzieli, że każda droga kariery jest dla nich otwarta. A jest...

Porozmawiajmy o pani karierze w Europejskiej Agencji Kosmicznej, pracowała pani w europejskim centrum kontroli lotu Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, była pani dyrektorem misji modułu Columbus, teraz nosi pani długi tytuł Human Spaceflight and Microgravity Program Manager for UK Space Agency. Jakie są w związku z tym pani najbliższe plany. Czy będzie pani miała swój udział w przygotowaniu misji na Księżyc, na Marsa? Będzie pani może kierownikiem lotu w takim przypadku...?

Pracuję w kosmicznym programie załogowym przez większość mojej kariery zawodowej, ponad 10 lat, nie zamierzam się z tym rozstawać, na pewno chciałabym być uczestnikiem tych ekscytujących programów. Bardzo dużą radość sprawiło mi też pisanie książki, bardzo lubię spotkania z młodymi ludźmi, cenię szansę opowiadania o kosmosie i wskazywania im na stojące przed nimi możliwości. Chcę zajmować się tym nadal. Miałam olbrzymie szczęście, bo jako mała dziewczynka marzyłam o tym, by pracować przy kosmicznym programie załogowym, być kierownikiem lotu, ale marzenie wydawało mi się szalone i niemożliwe do spełnienia. Ale nie zapomniałem nigdy o tym marzeniu, w życiu zawodowym krok po kroku zbliżałam się do jego realizacji, miałam szczęście, że udało mi się to osiągnąć. Potem zadałam sobie pytanie, co będzie dalej. Nie robię wielkich planów, przyglądam się szansom, które się otwierają, staram się je wykorzystywać i cieszyć się tym, co dzięki temu osiągam.

Współpracowała pani z wykonującymi misje kosmiczne astronautami, kobietami i mężczyznami, czy była jakakolwiek różnica?

Absolutnie nie, kobiety i mężczyźni tak samo sprawdzają się jako astronauci, współpracowałam z astronautami różnych narodowości, płeć nigdy nie miała żadnego znaczenia, każdy znakomicie robił to, co do niego należy.

Jeśli myślimy o długotrwałych lotach, nawet podróży na Marsa, jest oczywiste, że załoga będzie się składała z kobiet i mężczyzn, na razie może jeszcze trudno dyskutować o tym, czy w podróż kosmiczną polecą pary, ale to w końcu może się to wydarzyć, jeśli będziemy chcieli lecieć jeszcze dalej i dalej. Czy się jakoś na to przygotowujemy?

Przygotowujemy się do tego wielkiego wyzwania, jakim jest lot na Marsa, podróż tam potrwa co najmniej 9 miesięcy, pobyt może potrwać rok i znowu 9 miesięcy powrotu. Będziemy potrzebować doświadczonej, świetnej załogi, właściwych ludzi na właściwym miejscu. To na pewno będzie mieszana załoga, ale kluczowe znaczenie będzie miało to, czy się do wykonania tego zadania nadają, jak w każdej innej pracy. Tym powinniśmy się kierować.