Polska jest gotowa do poparcia celu neutralności klimatycznej na 2050 r., ale tylko na poziomie UE, a nie poszczególnych państw. Polscy dyplomaci chcą, żeby nasz kraj mógłby dochodzić do neutralności po 2050 r. Ponadto Polska chce we wnioskach szczytu UE konkretniejszych zapisów dotyczących ponoszenia kosztów transformacji energetycznej.

Jak informuje korespondentka RMF FM, Polska stawia warunki. Gotowa jest do kompromisu, ale pod pewnymi warunkami. nieoficjalnie dyplomaci twierdzą, że Warszawa byłaby skłonna do poparcia celu neutralności klimatycznej, ale tylko na poziomie UE, a więc ogólnie. Natomiast uważa, że inny, bardziej odległy cel należy wyznaczyć krajom, które - ze względu na opóźnienia gospodarcze czyli gorszy punkt startu - nie będą w stanie osiągnąć neutralności klimatycznej w 2050 roku. 

Przyjęcie tego zapisu nie jest pewne - dyskusja dotycząca neutralności wciąż trwa. Wprawdzie współpracownicy przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela zapowiadali, że ma ona się zakończyć przed kolacją o godz. 19, ale dyplomaci spodziewali się przedłużenia rozmów do późna. W optymistycznej wersji zakończymy nad ranem - mówił dziennikarzom wysłannik jednego z rządów.

Obecnie żadne z państw nie chce wetować celu neutralności na 2050 r. Sceptycznie nastawieni liczą na to, że w dyskusji uda się wypracować kompromis. Nie idziemy na weto, tylko na to, żeby przyjęto nasze poprawki - zapewnił polski dyplomata.

Obawy polskich dyplomatów. Chcą bardziej konkretnych zapisów

Już teraz w projekcie wniosków są zapisy wskazujące na różne punkty startowe różnych państw członkowskich, ale dla Polski to za mało. Warszawa obawia się, że ogólne sformułowania zostaną tak zinterpretowane przez Komisję Europejską, która będzie przygotowywała odpowiednie projekty legislacyjne, że przepisy wdrażające porozumienie będą niekorzystne z punktu widzenia naszego kraju.

Polska domaga się też, by we wnioskach ze szczytu znalazły się bardziej konkretne zapisy dotyczące kosztów transformacji energetycznej. W tej chwili na stole jest suma 100 mld euro, które miałyby zostać zmobilizowane na transformację na 2021-2027. Na razie nie ma jednak kompromisu w sprawie wieloletnich ram finansowych, a fundusz ten miałby wynikać z unijnego budżetu.

100 mld euro nic nie znaczy. Chcielibyśmy wiedzieć, z jakich źródeł będzie finansowany Fundusz Sprawiedliwej Modernizacji i jak to będzie funkcjonowało - powiedział polski dyplomata.

Komisja Europejska do tej pory nie przedstawiła szczegółów dotyczących Mechanizmu Sprawiedliwej Transformacji, który miałby wspierać mobilizowanie 100 mld euro. Nie jest zatem jasne skąd będą pochodziły środki na gwarancje na finansowanie inwestycji.

Polsce zależy też na tym, aby środki na ten fundusz nie spowodowały uszczuplenia budżetu na politykę spójności czy na rolnictwo. Jest to jeden z granicznych warunków polskiej delegacji w Brukseli
.

Dyplomaci wskazują, że jednym ze źródeł finansowania transformacji mógłby być wpływ z tzw. cła węglowego, które pobierane byłoby od towarów wyprodukowanych poza UE.

Polska wspiera również - jak informowało źródło PAP - zastrzeżenia Czech do wniosków. Praga chce zagwarantowania wsparcia dla energetyki jądrowej. Polski rząd kilkakrotnie podkreślał, że transformacja energetyczna nie może w niektórych krajach opierać się na prostym przejściu z energetyki opartej na węglu do OZE, lecz z udziałem m.in. gazu i właśnie energetyki jądrowej.

Swoje zastrzeżenia do wniosków mają też Węgry, które również domagają się, by porozumienie gwarantowało, że biedniejsze kraje nie będą ponosiły kosztów redukcji CO.