​Tragiczna śmierć indyjskiego magika. "Czarodziej Mandrake" został spuszczony do wody w zamkniętej klatce. Przed sztuczką zapowiedział, że "jeśli uda mu się uwolnić, to będzie magia, a jak nie - to będzie tragedia". Jego ciało znaleziono po dobie poszukiwań.

40-letni Chanchal Lahiri - znany również jako "Czarodziej Mandrake" - od wielu lat specjalizował się w uwalnianiu z klatek zanurzonych w wodzie. W przeszłości ta sztuczka udawała mu się wielokrotnie. Raz uwolnił się z pudła, które miało pancerne, kuloodporne szyby. Udało mi się to w 29 sekund - opowiadał.

Mężczyzna został zanurzony tym razem w rzece Hugli w Kalkucie. Miał związane i skute ręce oraz nogi, a klatka, w której przebywał, została zamknięta na sześć zamków. Przed występem zapowiedział, że "jeśli uda mu się uwolnić, to będzie magia, a jak nie, to będzie tragedia".

Kiedy jednak "indyjski Houdini" nie wypływał, publika zaczęła panikować. Po 10 minutach wezwano służby, które rozpoczęły akcję poszukiwawczą.

Ciało Lahiriego odnaleziono po 24 godzinach. Zidentyfikował je starszy brat mężczyzny.

Czemu służby zgodziły się w ogóle na tak niebezpieczny performens? Według funkcjonariuszy, Lahiri zapewniał, że "nie będzie kontaktu z wodą". Dlatego mu pozwoliliśmy. Choć wspomniał także o dodatkowej sztuczce, której jednak nie chciał zdradzić. Prowadzimy postępowanie - powiedział jeden z policjantów w rozmowie z indyjskimi mediami.

Opracowanie: