Brytyjscy uczeni umieszczą czujniki pod dwukilometrową warstwą lodu na Grenlandii. Zbadają w ten sposób wpływ topniejącej lodu na szybkość poruszania się całej skorupy wyspy. Sprawdzą także strukturę szczelin, którymi woda spływa z powierzchni w głąb lodowca.

Dotychczasowe badania wnętrza lodowca nie przyniosły rozstrzygających rezultatów. Największym wyzwaniem dla uczonych na tym etapie jest sposób przesyłania danych i zasilanie przyrządu.

Nasza sonda jest wielkości grejpfruta. Składa się z czujnika, nadajnika radiowego i miernika do badania przewodnictwa elektrycznego wody - mówi dr Liz Bagshaw z uniwersytetu w Cardiff.

W początkowej fazie realizacji projektu naukowcy sprawdza skuteczność mechanizmu i żywotność baterii. Sonda wysyłać będzie sygnały krótkim strumieniem z dużymi przerwami, po czym zapadać będzie w stan elektronicznej hibernacji. Wewnętrzny zegar będzie ją budził, skłaniał do pracy, a  następnie ponownie usypiał. To pozwoli uczonym na przedłużenie badań co najmniej do miesiąca. Docelowo umieszczony w lodowcu przyrząd mógłby działać nawet do roku.

Istnieją obawy, że woda, która w wyniku zmian klimatycznych spływa pod warstwę lodu, przyspiesza jego poruszanie się w cieplejsze regiony Atlantyku. Gdyby lodowa czapa Grenlandii stopniała, poziom mórz i oceanów podniósłby się aż o 7 metrów.

Brytyjscy uczeni nawiązali także współpracę z firmą wykonującą obecnie na Grenlandii odwierty wrzącą wodą. Prace osiągnęły już głębokość 1800 m. Gdy eksperci przewiercą skorupę na wylot, czujniki uczonych z łatwością znajdą się całkowicie pod powierzchnia lodu.