Od początku swojej prezydentury Donald Trump nie ukrywał, że Ameryka Łacińska znajduje się w centrum jego zainteresowań. W ostatnich latach Biały Dom poświęca krajom tego regionu więcej uwagi niż jakakolwiek inna administracja w ciągu ostatnich czterech dekad. Priorytety są jasne: ograniczenie nielegalnej migracji, zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego oraz dostęp do cennych metali ziem rzadkich. Kluczowym celem jest również powstrzymanie rosnących wpływów Chin na kontynencie.
Trump postanowił reaktywować liczącą ponad 200 lat doktrynę Monroe’a, która określa półkulę zachodnią jako strefę wpływów USA. Jego działania są jednak wyjątkowo zdecydowane i często kontrowersyjne. Prezydent nie waha się używać siły militarnej, grozić odzyskaniem Kanału Panamskiego, a także publicznie wspierać konserwatywnych kandydatów w wyborach w krajach regionu.
Spektakularne akcje i wsparcie dla sojuszników
Jednym z najbardziej spektakularnych wydarzeń ostatnich miesięcy było porwanie przez siły amerykańskie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro. Akcja ta spotkała się z ogromnym entuzjazmem Trumpa. Mamy najpotężniejsze wojsko na świecie (...). 48 minut i teraz nasze stosunki z Wenezuelą są znakomite – podkreślał prezydent.
Trump nie ogranicza się jednak tylko do Wenezueli. Wspierał finansowo, politycznie i wojskowo swoich ideologicznych sojuszników w całym regionie. W ubiegłym roku Waszyngton przyznał Argentynie pakiet ratunkowy o wartości 20 miliardów dolarów, co powszechnie odczytano jako próbę wzmocnienia pozycji prawicowego prezydenta Javiera Milei przed wyborami parlamentarnymi. W Ekwadorze amerykańskie oddziały wspierały walkę z kartelami narkotykowymi, a w Hondurasie dzięki poparciu Trumpa wybory wygrał Nasry Asfura, który wcześniej nie był faworytem sondaży – zajmował trzecie miejsce.
Krótkoterminowe sukcesy, długoterminowe zagrożenia
Twarda polityka Trumpa przyniosła pewne efekty – wiele krajów zaoferowało współpracę, zwłaszcza w zakresie ograniczania migracji. W Chile, Peru i Kolumbii do władzy doszli sojusznicy amerykańskiego prezydenta. Jednak eksperci ostrzegają, że takie działania mogą wywołać skutki odwrotne od zamierzonych.
„Polityka ciężkiej ręki i częste wymuszenia” – jak określa to Brian Winter, redaktor naczelny magazynu „Americas Quarterly” – mogą na dłuższą metę doprowadzić do odrodzenia się powszechnej niechęci do Stanów Zjednoczonych. W XX wieku podobne działania USA przyczyniły się do wyniesienia do władzy takich przywódców jak Fidel Castro na Kubie czy Juan Peron w Argentynie. Dziś, w XXI wieku, istnieje realne ryzyko, że Ameryka Łacińska zwróci się w stronę Chin.
Coraz więcej mieszkańców Ameryki Łacińskiej wyraża frustrację wobec działań Waszyngtonu. „Zdjęcia uśmiechniętych przywódców z tego regionu z Trumpem często kryją głęboki i rosnący resentyment wywołany tym, jak dalece jego administracja nie szanuje suwerenności nawet tych krajów, które są jego sojusznikami” – zauważa Winter.
Według wielu analityków, jeśli obecna polityka się utrzyma, Stany Zjednoczone mogą nie tylko utracić wpływy w regionie, ale wręcz przyczynić się do zacieśnienia współpracy krajów Ameryki Łacińskiej z Chinami. To zaś mogłoby oznaczać poważne osłabienie pozycji USA na arenie międzynarodowej.