Tomasz J., mężczyzna podejrzany o spowodowanie wybuchu na poznańskim Dębcu, w chwili popełnienia czynu był poczytalny. To opinia biegłych po obserwacji sądowo-psychiatrycznej zatrzymanego. Do wybuchu doszło 4 marca ubiegłego roku. W ruinach znaleziono ciała pięciu osób. Rannych zostało ponad 20. Według ustaleń śledczych Tomasz J. najpierw zabił swoją żonę, następnie, aby zatrzeć ślady, doprowadził do wybuchu gazu. W katastrofie zginęło łącznie 5 osób, ponad 20 zostało rannych.

Obserwacja sądowo-psychiatryczna Tomasza J. zakończyła się pod koniec maja. W czwartek śledczy otrzymali opinię biegłych. 

Z opinii biegłych, jaką otrzymaliśmy wynika, że Tomasz J. w chwili popełnienia czynu był całkowicie poczytalny. Nie ma żadnych przeszkód, aby skierować do sądu akt oskarżenia - zaznaczył rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Poznaniu prok. Michał Smętkowski.

Dodał, że "opinia zawiera tzw. informacje wrażliwe, dlatego nie możemy ujawnić szczegółów jej treści. Natomiast co najważniejsze, główna teza opinii jest taka, że nie ma żadnych podstaw do kwestionowania poczytalności podejrzanego, czyli nie była ona ani zniesiona, ani ograniczona, więc był on zupełnie poczytalny w momencie popełniania zarzucanych mu czynów".

Smętkowski zaznaczył, że "w tej chwili zostanie wyznaczony termin zaznajomienia podejrzanego i obrońcy z aktami postępowania. Mają 7 dni na złożenie ewentualnych wniosków dowodowych i jeżeli będą złożone, będziemy musieli je rozpoznać. Następnie będziemy już kierowali do sądu akt oskarżenia - dodał.

Wskutek wybuchu gazu 4 marca ubiegłego roku zawaliła się część kamienicy na poznańskim Dębcu. W ruinach znaleziono ciała pięciu osób. W katastrofie rannych zostało natomiast ponad 20 osób.

Już pod koniec marca Tomasz J. usłyszał zarzut zabójstwa żony, znieważenia jej zwłok i spowodowania częściowego zawalenia budynku mieszkalnego. Podczas przesłuchania Tomasz J. nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień.

Wybuch w kamienicy w Poznaniu: Próba zatarcia śladów po zabójstwie?

Jedna z kobiet, której ciało znaleziono w gruzach zawalonej kamienicy w Poznaniu, prawdopodobnie została wcześniej zamordowana - dowiedzieli się nieoficjalnie reporterzy śledczy RMF FM. Z ich ustaleń wynika, że eksplozję spowodował prawdopodobnie nie gaz, a materiały wybuchowe. Katastrofa mogła... czytaj więcej

Pod koniec listopada ubiegłego roku prok. Smętkowski poinformował, że "Tomaszowi J. zostały ogłoszone uzupełnione zarzuty w sprawie spowodowania przez niego w dniu 4 marca 2018 r. wybuchu gazu w budynku mieszkalnym położonym przy ul. 28 czerwca 1956 r. w Poznaniu. (...) Wybuch miał na celu zatarcie śladów po dokonanym wcześniej przez niego w tym budynku zabójstwie swojej żony".

Prokurator wskazał, że Tomaszowi J. ogłoszono łącznie cztery zarzuty: "zabójstwa Beaty J. (...); zabójstwa czterech osób i usiłowania zabójstwa 34 osób - mieszkańców budynku - poprzez spowodowanie wybuchu gazu, w wyniku którego doszło do częściowego zawalenia się kamienicy i jednocześnie spowodowanie obrażeń ciała dziewięciu osób, co miało na celu zatarcie śladów przestępstwa; znieważenia zwłok Beaty J. poprzez ich okaleczenie oraz spowodowania w dniu 1 stycznia 2018 r. wypadku drogowego poprzez umyślne naruszenie zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym, w wyniku którego ciężkich obrażeń ciała doznał jego syn Kacper J.".

Podejrzany odmówił ustosunkowania się do przedstawionych zarzutów, jak również odmówił składania wyjaśnień. Tomaszowi J. za zarzucane mu przestępstwa grozi dożywocie.

Po wybuchu w kamienicy 43-letni Tomasz J. został przywieziony do szpitala. W ciężkim stanie trafił na oddział anestezjologii i intensywnej terapii. Miał poparzenia drugiego i trzeciego stopnia na 50 proc. powierzchni skóry: głowy, pleców i rąk. Poparzone miał również drogi oddechowe, a ponadto stłuczone płuco i złamane żebro. Ze względu na obrażenia został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Lekarze wybudzili go w połowie marca. Po przedstawieniu zarzutów prokuratura skierowała wniosek o areszt. Sąd przychylił się do wniosku - od tego czasu Tomasz J. pozostaje w areszcie.

Opracowanie: