Najwyraźniej rzeczywiście chodzi o wprowadzenie w sieci cenzury, co - niestety dla autorów - wydało się i stało się głośne. Na szczęście dla wszystkich tak głośne, że i premier zorientował się wczoraj, że rząd przeholował. Obiecuję rzetelnie sprawdzić każdy przepis i jeśli nie będzie żadnej europejskiej albo publicznej potrzeby, aby przepisy niepokojące obrońców internetu znalazły się w ustawie - będę proponował senatorom aby je uchylili - mówił Tusk.
Żebyśmy się nie dali nabrać warto jednak przypomnieć, że to rząd Tuska najpierw zwlekał z ustawą, która powinna być gotowa już w 2009, a potem ją z próbą cenzury przygotował i w trybie pilnym uchwalił w Sejmie.