Początkowo zakładano, że uda się skończyć operację dziś w nocy. Niestety, trzeba ją było przerwać, ściągnięto jedynie połowę składu. Zniszczenia okazały się bowiem większe, niż sądziły ekipy techniczne. Zniszczone cysterny były tak sklejone, że trudniej było je rozszczepić - mówi Jerzy Wojtkowiak, szef zakładu linii kolejowych w Białymstoku.
Dźwig podnoszący wagony z torów znów pracuje, ale wiele tych połamanych, pogiętych cystern wciąż leży na torach. To wielkie kłębowisko osmalonego metalu. Kolejarze liczą na to, że dziś skończą już operację usuwania spalonych pociągów i będą mogli przystąpić do remontu torów. Na pytanie, kiedy otworzą dla ruchu choć część spalonego torowiska wolą jednak na razie nie odpowiadać.