Bartoszewski porównał wówczas tego kandydata do "ojca rodziny", zaś o jego głównym konkurencie - szefie PiS Jarosławie Kaczyńskim powiedział, że ma "doświadczenie jedynie w hodowli zwierząt futerkowych".
Bartoszewski powiedział w Zielonej Górze, że anonimowe listy z pogróżkami nie trafiały bezpośrednio do niego. Odbierali je moi pracownicy i przekazali do odpowiednich władz - wyjaśnił. Dodał, że te władze przeprowadziły "ekspertyzy i badania".
O decyzji ministra spraw wewnętrznych i administracji o przydzieleniu mu ochrony, Bartoszewski dowiedział się na początku czerwca. Jako pracownik kancelarii premiera musiałem się podporządkować, że będą korzystał ze stałej ochrony osobowej, ponieważ moje życie i zdrowie jest zagrożone. Zapytałem się na czym to polega, i dowiedziałem się, że są wystarczające przesłanki - powiedział Bartoszewski. Zaznaczył, że mimo tych anonimów nie zmieni swojego postępowania "ani o jotę" i nadal będzie wykonywał swój program.
"Gazeta Wyborcza" napisała, że zatrudniająca Bartoszewskiego kancelaria premiera otrzymała ponad 100 anonimowych listów z pogróżkami pod adresem tego polityka. Były one podpisane m.in. "prawdziwy patriota" czy też "prawdziwy Polak".