RMF24 RMF FM RMF MAXX RMF CLASSIC RMF ON
RMF24

Posłanka Chorosińska broni szczekania w Sejmie. „Jedyny język, jaki rozumieją”

Opracowanie: Publikacja: Niedziela, 6 września 2026 (16:28)

Miniony piątek przeszedł do niechlubnej historii polskiego parlamentaryzmu jako dzień, gdy na sali plenarnej słychać było szczekanie. Z relacji mediów i obecnych na sali polityków wynika, że jedną z osób wydających te odgłosy była Dominika Chorosińska - kiedyś aktorka, a obecnie posłanka Prawa i Sprawiedliwości. Dziś na portalu X opublikowała wpis usprawiedliwiający swoje zachowanie.

Chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24? dodaj w Google
Posłanka Chorosińska broni szczekania w Sejmie. „Jedyny język, jaki rozumieją”
Posłanka PiS Dominika Chorosińska (fot. Albert Zawada) /PAP

Dominika Chorosińska usprawiedliwia szczekanie

„Jedyny język jaki rozumieją Donald Tusk i Władysław Kosiniak-Kamysz to szczekanie psów z Kłodzka” - napisała dziś na portalu X Dominika Chorosińska. Choć posłanka Prawa i Sprawiedliwości nie stwierdziła tego wprost, można się domyślić, że nawiązała w swoim wpisie do bulwersującej historii, związanej z krzywdzeniem dzieci i zwierząt, która od miesięcy jest wykorzystywana także jako oręż w walce politycznej. 

W marcu Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał na 6,5 roku pozbawienia wolności 41-letnią Kamilę L., która nie udzieliła pomocy małoletniej doświadczającej przemocy seksualnej. Kobieta odpowiadała też za znęcanie się nad zwierzętami - była świadkiem czynów o charakterze zoofilskim. Ich sprawcą był jej 45-letni mąż. Mężczyzna odpowiadał m.in. za gwałt, podawanie ofiarom substancji odurzających, utrwalanie i posiadanie treści pornograficznych, a także znęcanie się nad zwierzętami. Został skazany na 25 lat więzienia.

Prokuratura Okręgowa w Świdnicy złożyła w maju apelację od wyroku sądu dla Kamili L. Sprawa zyskała kontekst polityczny, bo kobieta była w przeszłości członkinią Koalicji Obywatelskiej. Politycy prawicy prezentowali jej zdjęcia z ważnymi politykami KO, sugerując nawet „głębszą znajomość z premierem”.

Co wynika z sejmowych stenogramów?

Co ciekawe, w sejmowym stenogramie z burzliwego piątkowego posiedzenia „hau, hau” słyszalne z ław poselskich nie jest przypisane do konkretnej osoby lub osób - widnieje przy nim adnotacja „głos z sali”. Trudno więc jednoznacznie rozstrzygnąć, czy partyjni koledzy pomagali Dominice Chorosińskiej w obszczekiwaniu Władysława Kosiniaka-Kamysza. 

Pierwszy raz „hau, hau” padło już na początku wystąpienia wicepremiera Kosiniaka-Kamysza. Krytykował on szefa kancelarii prezydenta Nawrockiego - Zbigniewa Boguckiego - za to, że próbuje wpłynąć na suwerena, przedstawicieli narodu i zabiera głos w tej Izbie, żeby zablokować demokratyczny wybór sędziego Trybunału Konstytucyjnego". 

Po pierwszym szczekaniu z sali padło zasadne pytanie: „Co to ma być?”. Polityk, który je zadał, nie został zidentyfikowany z nazwiska. 

Komu ma służyć ta dzisiejsza debata? Komu ma służyć ten dzisiejszy wybór? I komu miał służyć pana głos? Pana głos miał służyć tylko i wyłącznie ochronie politycznych interesów pańskiego środowiska - mówił lider Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz, nawiązując do słów Zbigniewa Boguckiego. Pański głos wynika z potwornego strachu - dodał, po czym z sali znów rozległo się „hau, hau”. 

Do zwierzęcych odgłosów odniósł się w swoim późniejszym wystąpieniu premier Donald Tusk. Możecie tutaj nie wiadomo jakie cuda wymyślać na mównicy, możecie wykrzykiwać. Jedna z pań posłanek np. szczekała, pan prof. Czarnek wyzywał jednego z ministrów od baranów - relacjonował.


Źródło: RMF24

Najważniejsze Fakty

Zobacz również

Dalsza część artykułu pod materiałem video: