Wydaje się, że ministerstwo liczy siły na zamiary, a nie zamiary na siły – stąd też brak entuzjazmu. Resort chłodno podchodzi do tego przedsięwzięcia i wymienia cały szereg przeszkód. Po pierwsze: protesty społeczne, po drugie – ogromne koszty, nawet 12 mld dolarów na budowę jednej elektrowni, i wreszcie czas, jaki potrzebny jest na taką inwestycję.
Realizacja tego przedsięwzięcia nie będzie szybsza niż przed rokiem 2016, a ja bym się skłaniał ku bardziej odległym terminom. Jako bardziej realnym - tłumaczył dziś wiceminister gospodarki Tomasz Wilczak.
Biorąc pod uwagę ten chłód i dystans trudno uwierzyć, że elektrownie atomowe nie zostaną tylko w sferze niezrealizowanych planów tego rządu.