Od rana w Tajlandii trwa akcja wyciągania z jaskini 12 młodych piłkarzy i ich trenera. Na początek płetwonurkowie mają wyciągnąć cztery osoby. Nastolatkowie będą ewakuowani pojedynczo. Każdy będzie eskortowany przez dwóch płetwonurków, jednego z zagranicy i jednego z Tajlandii. Doświadczony płetwonurek kpt. Mariusz Zakrzewski, koordynator ds. ratownictwa wodnego Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Olsztynie, podkreśla w rozmowie z RMF FM, że kluczowe będzie zachowanie spokoju. "Jeżeli dojdzie do paniki, to najczęściej u nurka taka osoba jest praktycznie nie do opanowania pod wodą. Często zdziera z siebie sprzęt, wypluwa ustnik automatu oddechowego" - mówi Zakrzewski.

Butle z tlenem są już przygotowane. Skorzystają z nich uwięzione w jaskini dzieci oraz ich opiekun. /PONGMANAT TASIRI /PAP/EPA
Kluczowa akcja. Uwięzieni w jaskini będą ewakuowani jeden po drugim

12 chłopców z drużyny piłkarskiej i ich trener zostaną ewakuowani z jaskini w prowincji Chiang Rai na północy Tajlandii pojedynczo. Rozpoczęta w niedzielę rano akcja ratunkowa potrwa od dwóch do trzech dni - poinformował jeden z jej dowódców. czytaj więcej

Akcja jest trudna ze względu na kilka czynników. Po pierwsze tych chłopców trzeba wyprowadzić z jaskini, która ma długość prawie 4 kilometry. Dla doświadczonego nurka jest to już zadnie trudne, a co dopiero dla osób, które nigdy nie nurkowały, nigdy nie miały do czynienia z nurkowaniem. Druga rzecz - widoczność w tej jaskini jest praktycznie zerowa. Woda, która się tam znalazła, jest to woda opadowa, w związku z czym niesie ze sobą duże ilości substancji mineralnych, które tą widoczność ograniczają praktycznie do zera - mówi w rozmowie z naszym dziennikarzem Piotrem Bułakowskim doświadczony płetwonurek kpt. Mariusz Zakrzewski, koordynator ds. ratownictwa wodnego Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Olsztynie.

Są tam co najmniej dwa przejścia, w których zmieści się tylko jedna osoba, czyli też możliwości asekuracji chłopców w pewnym momencie będą mocno ograniczone. Fakt jest też taki, że są tam miejsca, gdzie można się bezpiecznie wynurzyć i pod nami będzie poduszka powietrzna - to będzie pewne ułatwienie. Natomiast trzeba mieć też świadomość, że powietrze, które będzie się tam znajdowało prawdopodobnie nie będzie nadawało się do oddychania, ponieważ będzie tam za mało tlenu. Poniżej 16 proc. tlenu dochodzi do hipoksji, czyli niedotlenienia, i kończy się to utratą przytomności - wyjaśnia Zakrzewski.

I dodaje, że "sama bariera psychiczna to jest jedna z najtrudniejszych rzeczy do pokonania". Tutaj oczywiście docierają do nas szczątkowe informacje na temat tej akcji, natomiast mamy tego świadomość, że sprzęt, którym będą oni dysponowali będzie to sprzęt najlepszy. Kwestia jego obsługi - prawdopodobnie przez dwa, trzy dni udało im się w sposób minimalny opanować, ale już sama psychika nurkowania w przestrzeni zamkniętej to jest najtrudniejsza rzecz z tego względu, że tego się nie da wyuczyć ­- mówi w rozmowie z RMF FM.

Nurkowie, którzy nurkują w jaskiniach uczą się tego całe życie. To jest kwestia zachowania spokoju pod tą wodą, opanowania, kwestia zapobiegania powstania paniki pod wodą. Iutaj można sobie wyobrazić, że stres, który jest - pomaga, ale jeżeli dojdzie do paniki, to najczęściej u nurka trudno już go opanować. Taka osoba jest praktycznie nie do opanowania pod wodą. Często to się kończy tym, że zdziera ona sprzęt, wypluwa ustnik automatu oddechowego, itd. Także to jest największe zagrożenie w tym wszystkim - tłumaczy koordynator ds. ratownictwa wodnego Komendy Wojewódzkiej Straży Pożarnej w Olsztynie.

Najważniejsze informacje:

12 chłopców i ich trener weszli w sobotę 23 czerwca do jaskini Tham Luang Nang Non w prowincji Chiang Rai na północy Tajlandii, gdzie zostali odcięci od świata przez ulewne deszcze.

W poniedziałek 2 lipca w głębi jaskini grupę odnaleźli brytyjscy nurkowie.

W akcji ratunkowej uczestniczy ponad 1000 osób z całego świata.

Prawdopodobnie już dziś - około godziny 16:00 polskiego czasu - na powierzchni pojawi się pierwszy z uwięzionych chłopców. Pozostali będą wydobywani na powierzchnię jeden po drugim w ciągu 2-3 dni.

Piotr Bułakowski, RMF FM: No i tutaj też zagrożenie dla ratownika jeżeli taka osoba wpadnie w panikę.

Mariusz Zakrzewski: Obserwując dzisiaj od rana tę akcję nurkową i widzę, że tam została ściągnięta taka "śmietanka" nurków jaskiniowych z całego świata - miejmy świadomość, że takich ludzi, którzy mogą podjąć taką akcję, jest niewielu. Naprawdę trzeba mieć silną psychikę jako nurek ratownik. Wiadomo, że samo zagrożenie dla tych nurków, którzy tam są też jest bardzo duże, bo odpowiadają za siebie i dodatkowo za tą niedoświadczoną osobę. I tutaj też znajdują się pod dużą presją psychiczną.

Jakie informacje ci ratownicy mogli przekazać tym chłopcom, żeby dali radę wytrzymać pod wodą? Co tutaj w pierwszej kolejności musieli przekazać?

Na pewno obsługę sprzętu, w którym będą płynęli. Nie wiem, w jakim typie sprzętu będą nurkowali, bo w nurkowaniu wyróżniamy dwa rodzaje źródeł zasilania nurków: obieg otwarty oraz obieg zamknięty. Podejrzewam, że oni tutaj będą wynurzali się na obiegu otwartym, czyli powietrze, które wdychają później wydychają na zewnątrz, i na pewno zostali nauczeni obsługi tego sprzętu.

Poza tym na pewno pracowali nad ich psychiką. Tłumaczyli, jak mają się zachować w danej sytuacji, żeby nie spanikowali. To jest najtrudniejsza część tego zadania do pokonania. Patrząc na to, jaki tam jest sztab ludzi, to śmiem twierdzić, ze akcja jest dopracowana w każdym elemencie, że raczej nie powinno zabraknąć im powietrza, czy tam gazu, którym będą oddychali pod wodą. Natomiast - co jeszcze raz podkreślam - żeby oni wytrzymali to psychicznie.

Pan jako ratownik płetwonurek jak pan patrzy na tę akcję?

Na pewno jako bardzo trudną i bardzo ciężką, która wymaga zaplanowania jej w każdym szczególe.

Tutaj też jest presja czasu.

Jest presja czasu, bo w każdej chwili mogą tam się zacząć odpady, woda może się podnieść. W momencie, kiedy zaczynają się opady, to miejmy tego świadomość, że pod wodą dochodzi do występowania silnego prądu, który będzie znacznie utrudniał przemieszczanie się i ratownikom i osobom, które tam będą w środku. W prądzie, praktycznie, płynięcie jest bardzo trudne i tutaj może być na pewno wielki problem.

Te osoby też są bardzo osłabione.

Dokładnie. Miejmy nadzieję, że przez te kilka dni od momentu, kiedy zostały odnalezione, to były cały czas wzmacnianie, tak żeby ich kondycja fizyczna się poprawiła. Nad tym pracował sztab lekarzy, którzy tam byli i podwali wysokobiałkowe, wysokoenergetyczne pożywienie, które pozwoliło odbudować im tę kondycję fizyczną.

(ł)