Otylia Jędrzejczak jest wyraźnie zmęczona chorobą, ale mimo to trenuje. Nie może pływać, bo w przedramieniu ma wenflon - plastikową rurkę umieszczoną w żyle, do której podłącza się kroplówkę. Otylia ćwiczy więc na lądzie - lekko, bo wycieńczony chorobą organizm nie jest w stanie znosić dużego wysiłku. Tym bardziej że kilka godzin po zajęciach delfinistka musi jechać do szpitala na kolejną kroplówkę.
W ogóle nie powinnam trenować, ale za cztery tygodnie w Eindhoven mam walczyć o nominację olimpijską - wciąż wierzy w swoją siłę Jędrzejczak.
Jeśli jeszcze tydzień Otylia będzie chora, o zawodach trzeba zapomnieć - martwi się trener. Jego zdaniem, już teraz wiadomo, że w Holandii zawodniczka nie będzie w szczytowej formie. Jednak o kwalifikację się nie boi. Otylia w tym roku uzyskała już wynik lepszy od minimum wyznaczonego przez Polski Związek Pływacki. Ostatecznie może więc zwrócić się o jego uznanie lub wyznaczenie innych zawodów. Jednak w Holandii mogła po raz czwarty z rzędu zdobyć złoty medal na 200 m motylkiem.