Do przesłuchania jest 174 świadków. Ani ordynator, ani oddziałowa nie przyznają się do winy. Lekarz chciał dobrowolnie poddać się karze, ale prokuratura się na to nie zgodziła.
Prokuratura oskarżyła ich o nieprzestrzeganie reżimu sanitarnego w procesie dializy i sprowadzenie przez to zagrożenia epidemiologicznego, niebezpiecznego dla zdrowia i życia dializowanych osób. Grozi im do ośmiu lat więzienia.
Według prokuratury, oskarżeni wykonywali zabiegi medyczne bez użycia jednorazowych rękawiczek, łamali zasady właściwego podziału wirusologicznego pacjentów oraz w sposób niedopuszczalny, z medycznego punktu widzenia, wpuszczali krew do krwioobiegu chorych niewymienianą i zainfekowaną rurką kapilarną.
Stanisław T. mówił przed sądem, że zarzuty wstrzykiwania chorym skażonej krwi i wielokrotnego stosowania jednorazowych rurek kapilarnych są absurdalne. Kapilary były wymieniane, bo nie nadają się do ponownego użycia. Skrzepnięta krew powoduje niedrożność rurki już po pierwszym zabiegu - tłumaczył były ordynator.
W trakcie śledztwa powołano biegłych z dziedziny nefrologii i chorób zakaźnych. Przesłuchano ponad 170 świadków, zgromadzono 10 tomów materiałów procesowych i około 10 tomów materiałów dokumentacyjnych. Od samego początku śledztwo nadzorowała Prokuratura Krajowa.