W zamachu w Manchesterze zginęło dwoje poszukiwanych dotąd Polaków. "(Ich córki) dorosła i nastolatka uczestniczyły w koncercie (Ariany Grande). Rodzice przyjechali, by odebrać je po koncercie. Niestety dzisiaj rano dotarła do nas wiadomość, że nie przeżyli tego wybuchu" - poinformował w Porannej rozmowie w RMF FM szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski. Jak zaznaczył: "Dzieci są bezpieczne, są pod opieką służb brytyjskich i polskiego konsulatu". Waszczykowski podał także, że Polak, który został ranny w eksplozji w Manchester Arena, to "ojciec rodziny, która była na koncercie". "Jest w szpitalu, po ciężkiej operacji, ale wszystko wskazuje, że będzie żył" - powiedział. O zamachach terrorystycznych z ostatnich lat szef polskiej dyplomacji mówił, że "są wymierzone w nasz sposób życia, naszą cywilizację", a jako przykłady wymienił jarmark bożonarodzeniowy w Berlinie i obchody Dnia Bastylii w Nicei. "Teraz jest pytanie, czy mamy zrezygnować z tego sposobu życia poprzez drastyczne ograniczenie np. tego typu masowych imprez, czy jednak się bronić. To jest dylemat państw demokratycznych: ile wolności, a ile restrykcji" - mówił. Pytany zaś przez Roberta Mazurka, czy Polska jest bezpieczna, odparł: "Środowiska, z których wywodzą się zamachowcy, są u nas bardzo nieliczne. To jest po pierwsze. Po drugie, ci zamachowcy, szerząc terror, chcą robić to w spektakularnych miejscach, miejscach, które są obserwowane przez świat - Polska nie jest aż tak mocno obserwowana przez wielkie światowe media".

Robert Mazurek: Dzień dobry, Witold Waszczykowski naszym gościem, dzień dobry panie ministrze, chociaż ten dzień nie jest przesadnie dobry.

Witold Waszczykowski: Rzeczywiście przyniosłem złą wiadomość do studia, przed chwilą ją państwo nadaliście - niestety dwójka Polaków, których poszukiwaliśmy, nie przeżyła tego wypadku.

24.05 Gość: Witold Waszczykowski

Wiemy o nich niewiele - to rodzice dzieci, które uczestniczyły w koncercie.

Dwie dziewczynki - jedna z nich dorosła, druga nastolatka - uczestniczyły w koncercie. Rodzice przyjechali po koncercie odebrać swoje córki. Niestety, dzisiaj rano doszła do nas wiadomość, że nie przeżyli tego wybuchu.

Dzieci są bezpieczne.

Dzieci są bezpieczne, pod kontrolą wszelkich służb, zarówno brytyjskich, jak i polskiego konsulatu. Jedna z nich jest nieletnia, więc jest również pod kontrolą służb rodzinnych.

Wśród rannych jest również jeden Polak.

Tak, jest również ojciec rodziny, która była na koncercie. Jest w szpitalu, po ciężkiej operacji, ale wszystko wskazuje na to, że będzie żył.

To są przerażające informacje, nie tylko te dotyczące Polaków, ale w ogóle. To jest tym bardziej bolesne, brutalne i okrutne, bo jest wymierzone w dzieci i młodzież, która była na tym koncercie.

Ten zamach tak. Natomiast jeśli popatrzymy szerzej na te zamachy z ostatnich lat, to one są wymierzone w nasz sposób życia, w naszą cywilizację. Zamach w Berlinie przed Bożym Narodzeniem - ciężarówka, która taranowała jarmark, gdzie sprzedawano różnego rodzaju towary, zabawki, prezenty bożonarodzeniowe. Również ciężarówka, która przejechała przez bulwar w Nicei. To są zamachy na nasz sposób życia. Teraz jest pytanie, czy mamy zrezygnować z tego sposobu życia przez drastyczne ograniczenie właśnie tego typu masowych imprez, czy jednak się bronić. To jest dylemat państw demokratycznych - na ile wolności, na ile restrykcji.

Jest też inne pytanie - skąd wiemy, że my, Polacy jesteśmy bezpieczni. Owszem, na razie nic u nas nie wybuchło. Jeżeli Anglicy, Francuzi, Niemcy nie są w stanie uchronić się przed takimi zamachami, to skąd wiara, że akurat polskie służby dadzą radę?

Po pierwsze - środowiska, z których wywodzą się dotychczasowi zamachowcy, są bardzo nieliczne. Po drugie - ci zamachowcy, szerząc terror, chcą zrobić to w spektakularnych miejscach, które są cały czas obserwowane przez świat. Polska nie jest aż tak mocno obserwowana przez wielkie media światowe. W związku z tym, jeśli chce się dokonać spektakularnego zamachu - tak jak Państwo Islamskie przyznało się, że chcieli ugodzić w krzyżowców, to szukają państw, stolic, miast tych bardziej spektakularnych.

Pan sam powiedział o tym, że nie ma u nas środowisk fundamentalistów islamskich, którzy przyjeżdżają do Europy. Pan w wywiadzie dla "Die Welt" 19 maja, czyli w ostatni piątek, powiedział, że rząd RP pozostaje otwarty na przyjęcie uchodźców z terenów wojny, jeśli dotrą do naszych granic.

Mówiłem, jak wygląda stan prawny. Polska jest zobowiązana prawem międzynarodowym, że jeśli na granicy pojawi się człowiek czy większa grupa, która twierdzi, że pochodzi z terenów objętych wojną - mają prawo złożyć podanie o azyl.

To jest stan prawny.

Oczywiście Polska ma obowiązek rozpatrzyć to podanie o azyl, niekoniecznie przyznać, bo może uznać, że podstawy do azylu są za słabe, albo może uznać, że ci ludzie mieli prawo albo obowiązek ubiegania się o azyl jako uchodźcy polityczni bądź wojenni w pierwszym państwie, do którego uciekli z obszaru wojennego. Jeśli więc przeszli przez pół Europy, dotarli do nas, to znaczy, że wybrali sobie państwo, w którym chcieliby żyć ze względu na jakieś benefity socjalne.

Czyli jeśli przyjdą do nas - co się na razie nie zdarza i co dotychczas wykluczaliśmy, uważając - pewnie słusznie - że nie mamy im zbyt wiele do zaoferowania, to co zrobi polski rząd?

Jeśli na granicy pojawi się człowiek, który będzie utrzymywał, że pochodzi z obszaru objętego wojną czy z obszaru prześladowań politycznych, to ma prawo ubiegać się o azyl. Polski rząd ma obowiązek taki wniosek rozpatrzyć, natomiast nie ma obowiązku tego azylu przyznać.

A czym to się różni od dyskusji od uchodźcach? Rozumiem, że tym, iż nie będzie przyjmować uchodźców z rozlokowania?

Różni się w naturalny sposób. Decyzje z września 2015 roku nakazują siłową relokację, siłowe przesiedlenie tysięcy ludzi. Ludzi, którzy nie wyrażają woli przyjazdu do Polski, osiedlenia się tu. Pytanie: kto miałby dokonać takiej selekcji, w jaki sposób miałby ich siłą przywieźć do Polski, kto siłą miałby ich zatrzymać w Polsce?

Panie ministrze, to nie jest zmiana stanowiska polskiego rządu? Owszem, tych z relokacji nie będziemy przyjmować, ale jak ktoś sam przyjedzie do Polski, to...

Nie, to jest prawo międzynarodowe, którego przestrzegamy. Jeżeli do Polski docierają ludzie - to są nieliczni, którzy docierają, bo jesteśmy dość oddaleni od obszaru wojny.

Chyba, że by próbowali się do nas dostać przez Ukrainę.

Jeśli Ukraińcy do nas trafiają i utrzymują, że są prześladowani, to też ich podania są rozpatrywane. Jest to grupa stosunkowo nieliczna w porównaniu z tysiącami tych, którzy żyją na wyspach i czekają na relokację. Polska oczywiście przyjmuje uchodźców politycznych. Poza tym jedna uwaga - przecież my przyjmujemy też ogromną grupę migrantów. W ubiegłym roku Polska wydała milion 267 tys. wiz tylko dla Ukraińców, z czego 650 tys. wiz było z prawem do pobytu i pracy w Polsce. Musimy też przypominać o tym Europie.

Przypomnieliśmy również, że przyjmujemy imigrantów, ale imigrantów, o których mówi wicepremier Morawiecki, że bez nich polska gospodarka przeżywałaby potężny kryzys, jeśli nie załamanie. To nie jest jednak pomoc humanitarna.

Częściowo tak, dlatego że ci imigranci, pracujący w Polsce, generują i wysyłają na Ukrainę ok. 5 miliardów euro. Tak jak nasi emigranci, kiedyś pracujący np. w Niemczech czy Wielkiej Brytanii, przysyłali miliony czy miliardy również do Polski.

"Jeżeli będę rządziła, na pewno 7 tysięcy osób rozlokuję w naszym kraju". To powiedziała wczoraj w naszym studiu Małgorzata Kidawa-Błońska, wicemarszałek Sejmu. Platforma mówi tak: "te 7 tysięcy, na które się zgodziliśmy, to jest do przyjęcia".

Będziemy robić wszystko, żeby pani Kidawa-Błońska nie rządziła jednak w Polsce jeszcze przez długie lata.

O tym będą akurat decydować wyborcy, nie PiS.

Ale my będziemy przekonywać wyborców właśnie, żeby takim ludziom władzy w Polsce nie oddać.

Przekonywać, że 7 tysięcy osób w 40-milionowym kraju zrobi na tyle zamieszania, że...

Przypomnę, że te 7 tysięcy było połączone ze stałym mechanizmem. To była tylko pierwsza transza, dlatego że rząd Platformy zgodził się zarówno na tę kwotę, jak również na stały mechanizm. Czyli następne fale uchodźców miały być relokowane, czyli przesiedlane siłą, według tego mechanizmu. Czyli te 7 tysięcy by się multiplikowało.

Czyli te 7 tysięcy to początek, tak?

To był początek, to była tylko pierwsza - brzydko się tak mówi się o kwotach, transzach, jakkolwiek to nazwać.

Krótkie pytanie i liczę na zdecydowaną odpowiedź. Czy rząd Beaty Szydło twardo obstaje przy tym, że nie przyjmujemy nikogo?

Nie, nie. Przyjmujemy, jak powiedziałem, bo przyjmujemy olbrzymią falę migrantów ze wschodu, również z Białorusi. Ale jeśli pojawi się na granicy człowiek, który utrzymuje, że jest prześladowany politycznie czy w jakikolwiek inny sposób, to też rozpatrujemy jego podanie. Chcemy w tej chwili, zastanawiamy się...

Nie przyjmujemy imigrantów, którzy dotarli do Europy i są w obozach dla uchodźców...

I których Europa siłą chce rozlokować po całej Europie niezgodnie z ich wolą. To mówimy dokładnie. Natomiast my poważnie w tej chwili rozpoczęliśmy rozmawiać, już rozmawiamy też z kręgami kościelnymi na temat tzw. korytarzy humanitarnych.


Waszczykowski o słowach europosła PiS: Jeżeli kiedykolwiek przegramy wybory, to w wyniku takich komentarzy

"Jeśli kiedykolwiek przegramy wybory, następne czy jeszcze następne, to nie z rywalem z innej partii, ale być może w wyniku takich komentarzy" - stwierdził w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Witold Waszczykowski, odnosząc się do słów europosła PiS Zdzisława Krasnodębskiego, który stwierdził, że niektórzy ministrowie są obciążeniem dla rządu Beaty Szydło.

Szef MSZ zadeklarował również głosowanie przeciw wnioskowi opozycji o wotum nieufności dla ministra obrony Antoniego Macierewicza. "Nie zamierzam w ogóle brać udziału w tej dyskusji. Uważam, że jest niepotrzebna, niesłuszna - szczególnie teraz, kiedy jesteśmy w tak trudnych sytuacjach międzynarodowych. Potrzebna nam jest stabilna polityka ministerstwa obrony i taką politykę minister Macierewicz zapewnia" - przekonywał.

Waszczykowski zapowiedział także, że podczas jutrzejszego szczytu NATO w Brukseli chce doprowadzić do spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z prezydentem USA Donaldem Trupem "chociaż na chwilę".

"Nie jesteśmy 'troublemakerem' w NATO. Polska wydaje 2 procent PKB na zbrojenia, Polska uczestniczy w operacji przeciwko Państwu Islamskiemu" - podkreślał ponadto szef polskiej dyplomacji.

Zobacz internetową część Porannej rozmowy w RMF FM!