Pat w negocjacjach między Komisją Europejską a Polską w kwestii praworządności trwa. To wniosek po zakończeniu spotkania unijnych ministrów z wiceszefem Komisji Fransem Timmermansem na temat Polski.

Frans Timmermans /OLIVIER HOSLET /PAP/EPA

Ustąpić musi i Polska, i Komisja Europejska. W przeciwnym razie kompromis, który jest w zasięgu ręki, może "wylecieć w powietrze".

Kraje UE liczą, że dojdzie do porozumienia. Po raz pierwszy duża grupa krajów zauważyła także wysiłek i starania Polski. To duże wsparcie przede wszystkim dla Warszawy, ale i dla Timmermansa. To sygnał, że nie można stracić tej okazji na porozumienie, gdyż nowa może się szybko nie pojawić.

Kompromis wydaje się bliski. Przełomową datą może stać się 14 maja, czyli termin kolejnej Rady UE. Mam nadzieję, że będziemy mogli wyciągnąć wnioski do następnego spotkania Rady 14 maja - mówił wiceszef KE Frans Timmermans. Negocjacje obecnie wciąż są jednak trudne, a atmosfera napięta.

Komisja Europejska oczekuje dalszych ustępstw, a polski rząd  uważa, że ze strony KE jest "niewystarczające uznanie dla tego, co stało się do tej pory".  Zdaniem jednego z polskich dyplomatów oczekiwania KE są jednak wciąż dosyć "nieokreślone". Po stronie Warszawy istnieje obawa, że rząd znowu ustąpi, a KE znowu powie, że to niewystarczające. I tak w kółko można przesuwać linię kompromisu - obawia się ów dyplomata. 

Ruch po stronie Warszawy wciąż jest jednak możliwy. Nieoficjalnie mówi się, że na stole leży "sprawa wycofania skargi nadzwyczajnej, uregulowania przedłużenia mandatów sędziów Sądu Najwyższego i uporządkowanie KRS". Komisja Europejska także będzie musiała zdecydować w najbliższych dniach, jakie może zaoferować ze swoje strony ustępstwo, czyli jak zakończyć procedurę art. 7. Traktatu UE, którą wszczęła wobec Polski w grudniu zeszłego roku. Niektórzy mówią o "wycofaniu", inni wolą słowo "wygaszanie" procedury. Chodzi o to, żeby także Timmermans mógł zachować twarz. 

(mpw)