Dziwię się greckokatolickiemu arcybiskupowi, który pojednanie polsko-ukraińskie chce zbudować nie na prawdzie, ale na matactwie i krętactwie.

Światosław Szewczuk / Tomasz Gzell /PAP

W tym tygodniu odbędzie się ostatnie przed wakacjami posiedzenie Sejmu RP. Jednym z punktów obrad będzie przyjęcie uchwały, oddającej cześć ofiarom ludobójstwa, które na Polakach i obywatelach polskich innej narodowości w latach 1939 - 1947 dokonali zbrodniarze z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz SS Galizien. Już kilka miesięcy zostały złożone dwa projekty uchwał, autorstwa PiS i i PSL, oraz projekt ustawy, opracowany przez klub Kukiz’15. Wszystkie te projekty nazywają ludobójstwo po imieniu, co dla rodzin ofiar ma ogromne znaczenie. Trzy lata temu bowiem, kluby PO i Ruchu Palikota, pod wpływem nacisków prezydenta Bronisława Komorowskiego, ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i szefa "Gazety Wyborczej" Adama Michnika, słowo "ludobójstwo" zastąpiły kłamliwym określeniem "czystki etniczne o znamionach ludobójstwa".

Już dziś zbierają się dwie komisje sejmowe, kultury i środków masowego przekazu oraz łączności z Polakami za granicą, które mają wypracować wspólny projekt. Głosowanie przewidziane jest na piątek. Nie jest tajemnicą, że PiS w tej sprawie jest mocno podzielony. Głównie za sprawą marszałka Marka Kuchcińskiego, który po spotkaniu z przewodniczącym parlamentu ukraińskiego Andrijem Parubijem i deputowanym Jurijem Szuchewyczem, synem dowódcy UPA Romana Szuchewycza, zablokował przed szczytem NATO pracę nad tymi projektami oraz nie dopuścił do zwołania na dzień 11 lipca br., w rocznicę "Krwawej Niedzieli" na Wołyniu, nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu. Poza tym, część posłów PiS jawnie lub skrycie sympatyzując z nacjonalistami ukraińskimi, jest gotowa sprawę Kresów poświęcić dla dobrych relacji z prezydentem-oligarchą Petro Poroszenko.

Do tego dochodzą też naciski ze strony Ukrainy, która swoją tożsamość narodową buduje na kulcie OUN-UPA która z tego powodu przełamania zmowy milczenia w sprawie ludobójstwa panicznie się boi. Do nacisków dołączyła także, co odnotowuję ze smutkiem, Cerkiew greckokatolicka, kierowana przez arcybiskupa Światosława Szewczuka z Kijowa. W tych dniach ów hierarcha wezwał swoich wiernych (także tych w Polsce), do intensywnej modlitwy za polski Sejm, aby posłowie nie przyjęli "jakiegoś niewłaściwego sformułowania". Oczywiście chodzi o ludobójstwo, które arcybiskup i jego najbliżsi współpracownicy chcą zgodnie z propagandą banderowską nazwać "bratobójstwem" lub "wojną polsko-ukraińską". Jako prawnuk księdza greckokatolickiego dziwię się bardzo zwierzchnikowi Cerkwii, że pojednanie polsko-ukraińskie chce on zbudować nie na prawdzie, ale na matactwie i krętactwie.

Mam nadzieję, że polscy posłowie wezmą przykład z senatorów, którzy 7 lipca br. w swojej uchwale mieli odwagę wyrazić prawdę. Mam też nadzieję, że nie ulegną żadnym obcym naciskom, także tych ze strony duchownych greckokatolickich.