Afera z corhydronem w Jelfie, kontrolowanej przez litewskiego producenta leków Sanitas, przeradza się w międzynarodowy skandal. Premier Litwy oczekuje od polskich władz wyjaśnień.

Jesteśmy w najwyższym stopniu zaniepokojeni sytuacją i próbujemy wszystko wyjaśnić kanałami dyplomatycznymi - oświadczył szef litewskigo rządu Gediminas Kirkilas.

Litwa oczekuje jak najszybszych rozstrzygnięć w sprawie wstrzymania produkcji w jeleniogórskiej Jelfie - mówi RMF FM Arunas Jievaltas, radca litewskiej ambasady w Warszawie. Ambasador Litwy rozmawiał już na ten temat z przedstawicielami resortów gospodarki, spraw zagranicznych oraz wiceministrem zdrowia Bolesławem Piechą.

Zwróciliśmy uwagę wiceministra, że zbliża się wizyta premiera Litwy w Polsce. Odbędzie się w sobotę za tydzień. I powiedzieliśmy, że byłoby dobrze, gdyby do tej wizyty sprawa Jelfy została rozwiązana - stwierdził Jievaltas.

Do pomyłki doszło w magazynie Jelfy

Polski resort zdrowia jest przekonany, że do pomyłki, w wyniku której w opakowaniu corhydronu zamiast substancji przeciwalergicznej znalazł się lek zwiotczający mięśnie, doszło w jeleniogórskim magazynie Jelfy.

Podstawą do takich twierdzeń – jak wyjaśniono na specjalnej konferencji prasowej – ma być tajny raport sporządzony w ostatnich dniach przez kontrolerów wysłanych do Jelfy przez Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Pewne nieprawidłowości, o których meldunek otrzymaliśmy wczoraj rano, wskazują na to, że powstały one podczas produkcji - usłyszeli dziennikarze. Niestety ani słowa więcej, bo wszystko jest tajne.

Prokuratura Apelacyjna w Lublinie zapowiedziała, że sprawdzi każdy sygnał o podejrzeniu zgonu pacjentów po podaniu corhydronu. Ewenutalna kontrola ma dotyczyć partii leku, w której znalazły się groźne dla życia substancje zwiotczające mięśnie. czytaj więcej

Z nieoficjalnych informacji wynika, że to właśnie w tym raporcie znalazły się zarzuty dotyczące bałaganu panującego w magazynach. I to właśnie ten bałagan ma być podstawą tezy, że to w Jelfie doszło do zamiany fiolek, choć oczywiście pewności w tej sprawie nikt nie ma. Posłuchaj relacji Agnieszki Burzyńskiej:

Dziennikarz RMF FM Michał Szpak, który przez cały dzień prowadził reporterską kontrolę w jeleniogórskiej Elfie, dowiedział się między innymi, gdzie w zakładzie są miejsca najbardziej narażone na ryzyko podmiany produkowanych tam specyfików. Jeden dyrektorów nie wyklucza wewnętrznego sabotażu w firmie, choć jak podkreśla nie ma na to na razie żadnych dowodów. Posłuchaj:

Z dokumentów Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego wynika, że corhydron był w Jelfie źle przechowywany i niedostatecznie zabezpieczony. Co więcej, kontrola wykazała, że w okresie, kiedy była wytwarzana feralna seria corhydronu, próbki z fiolek do analizy pobierano w magazynie. Zgodnie z prawem, powinno się to robić w specjalnie wydzielonym pomieszczeniu.

Giełdowe manipulacje czy niekompetencja wiceministra zdrowia?

Bolesław Piecha na konferencji prasowej zasugerował, że przed aferą z corhydronem mogło dojść do nagłego wzrostu cen akcji spółki Jelfa z 16 do ponad 90 zł. Jest zaskakującą rzeczą, że od jesieni 2005 r. do wiosny 2006 r. akcje Jelfy wzrosły z 16 do 96 zł. Oczywiście – biorę pełną odpowiedzialność – to są moje spekulacje, a nie oskarżenia, że być może jakieś dziwne działania mogły być – i pewnie prokuratura weźmie to pod uwagę – po to, żeby obniżyć tą cenę do wartości realnej - stwierdził.

Wiceminister zdrowia powinien się znać na zdrowiu, nie musi jednak być ekspertem giełdowym. Dziennikarz RMF FM z redakcji ekonomicznej sprawdził podane informacje i jak się okazało - to, co mówił Piecha, nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. W październiku 2005 r. cena akcji Jelfy wynosiła 70 zł, a wiosną 2006 r. – około 90 zł.

Widocznie ktoś mnie wprowadził w błąd, ale ja to muszę sprawdzić (…) Ja się giełdą nie zajmuję - stwierdził Piecha w rozmowie z Danielem Matoliczem. Posłuchaj: