"To jest problem, sytuacja jest trudna" – przyznaje Tadeusz Cymański, pytany o nowego szefa Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banasia. "Rzeczpospolita” donosi, że jeden z najbliższych współpracowników Mariana Banasia z czasów jego pracy w Ministerstwie Finansów miał współpracować z mafią VAT-owską. Wcześniej TVN ujawnił, że w należącej do szefa NIK kamienicy w Krakowie prowadzony jest przez najemców hotel z pokojami wynajmowanymi na godziny. "Tu w tej sprawie mamy pewne problemy, bo ta sprawa kładzie się dużym cieniem. To jest problem, co dalej zrobić, bo sytuacja jest trudna" – mówił Cymański, gość Porannej rozmowy w RMF FM. I dodał: "Nie umywamy rąk, został wybrany (Marian Banaś na szefa NIK- red.), wiemy czyimi rękami". Czy Marian Banaś powinien podać się do dymisji? "Może by ułatwił wszystkim tę sytuację. Okoliczności są fatalne, ponieważ cień podejrzenia na niego padł" – stwierdził poseł Solidarnej Polski.

Tadeusz Cymański: Ziobro nie jest zainteresowany teką wicepremiera

"Zbigniew Ziobro zakomunikował prezesowi Kaczyńskiemu, że nie jest zainteresowany wicepremierem" - poseł Solidarnej Polski Tadeusz Cymański ujawnia w RMF FM kulisy wczorajszego posiedzenia wyjazdowego PiS w Ożarowie. "Oczekujemy (Solidarna Polska - red.) tylko i wyłącznie adekwatnej pozycji do wcześniejszych umów. Nowe umowy będą wynegocjowane, będą dogadane, nie ma żadnych warunków, żadnej presji, żadnego szantażu" - przekonywał gość Roberta Mazurka w Porannej rozmowie w RMF FM.

Cymański zapewnia, że jego ugrupowanie "nie rzuca się na stanowiska". "Mamy oczekiwania, mamy propozycje i chcemy swojej pozycji. Nic więcej" - dodał - "Jarosław Kaczyński rządzi tak, że nikt się nie przemknie". 

Cymański: Zabroniłbym „Tęczowych piątków”. Pod sankcją jeszcze

"Zabroniłbym 'Tęczowych piątków'. Pod sankcją jeszcze. Czym innym jest tolerancja, a czym innym promocja" - powiedział Tadeusz Cymański w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM. Dziś w wielu szkołach w Polsce Kampania Przeciw Homofobii organizuje akcję, której celem jest wspieranie równości i solidarności z uczniami LGBT. Robert Mazurek zapytał też swojego gościa, znanego z talentów wokalnych, czy pojechałby na festiwal Opener. "Ja nie jestem taki, żeby sprzedawać. Mam dobre biesiadne zacięcie, lubię towarzycho, ale nie robię z tego widowiska" - odpowiedział Cymański.

W puli tematów na piątek znalazło się też to dotyczące seriali. Tadeusz Cymański, przedstawiciel "szkoły konserwatywnej" preferuje książki. "Nie oglądam seriali, wolę czytać" - mówi. "Tracę w oczach, bo dzisiaj trzeba mówić- to znam, to oglądam. Przyznać się, że to mnie nie interesuje albo tego nie wiem. I gasnę tak, gasnę - taki cienias" - dodał Cymański.

Posłuchaj rozmowy Roberta Mazurka z Tadeuszem Cymańskim

Robert Mazurek: Dzień dobry, zapraszamy Państwa na występy posła Tadeusza Cymańskiego, posła PiS. 

Tadeusz Cymański: Taka prowokacja na początek... Występy... No dobra, niech będzie.

Wszystkiego najlepszego z okazji poniedziałkowych imienin.

Bardzo dziękuję, jestem wzruszony i pozdrawiamy wszystkich Tadeuszy... Tadeusze dobre dusze, przed Tadeuszem kapelusze... 

Tadeusza nic nie rusza, to również znamy.

Też super, w dechę.

O tym porozmawiamy, czy nic nie rusza... Zanim pana spytam o to, co było wczoraj, czyli o posiedzenie klubu PiS w Ożarowie, to informacje z dzisiejszej gazety, znowu historia pt. Marian Banaś i jego przyjaciele. Tym razem chodzi o Arkadiusza B., byłego dyrektora (Krajowej Szkoły Skarbowości - przyp. red.). Pytanie jest proste: Czy wy się tak naprawdę nie boicie, że ciągle będzie jakaś historia z Banasiem? Teraz oczywiście Banaś mówi, że nic nie wiedział, za chwilę będzie co innego i później jeszcze co innego... 

Prosta odpowiedź, zasada jest stara jak świat: ten się boi, kto broi. W tej sprawie mamy pewne problemy, oczywiście, bo ta sprawa kładzie się dużym cieniem, to jest problem w ogóle, co dalej zrobić, bo sytuacja jest bardzo trudna. Natomiast nie ma litości dla nikogo...

Jak to nie ma litości, człowiek został prezesem NIK-u i może sobie w tej chwili robić, co zechce...

Panie redaktorze, faktom nie zaprzeczamy. Gdyby ktokolwiek wiedział, i był przekonany, ktoś odpowiada za wszystko... My nie umywamy rąk, został wybrany. Wiemy, czyimi głosami. No ale zaraz, wiemy, którymi głosami. A co pan proponuje?

Ja najpierw proponuję przyjrzeć się dokładnie temu, kogo wybieramy...

A OK...

Bo jeżeli pan mi mówi, że po 4 latach rządów nie jesteście w stanie sprawdzić, kogo powołujecie na stanowisko szefa NIK-u, to ja panu powiem: No nie krasnoludki na niego głosują.

Ale panie redaktorze. Ale pan ma rację, bo mądrość się poznaje po pytaniach, a inteligencję po odpowiedziach. 

Sprawdzimy teraz, jak moja mądrość i pana inteligencja...

No więc zadał mądre pytanie: Jak do tego doszło? I to jest najtrudniejsze i najważniejsze pytanie.

Krótkie pytanie, proszę o krótką odpowiedz: Czy Marian Banaś powinien podać się do dymisji?

Jego decyzja, bo on wie, jaka jest prawda.

Czy pańskim zdaniem Marian Banaś powinien podać się do dymisji?

Może by ułatwił wszystkim tę sytuację, okoliczności są fatalne, ponieważ cień podejrzenia na niego padł, ale jeżeli on nie podaje się, a na ile ja go znam, na ile mam wyobrażenie, bo to tak się fajnie, wszyscy wie pan, "huzia na Józia".


Jaka "huzia na Józia"? Ja po prostu pana pytam o opinię, ja nie przesądzam. Tylko wie pan, mam takie poczucie...

Dobrze, że pan pyta mnie o opinię, a opinia z czego wynika - z mojej wiedzy, z mojego doświadczenia. Mam swoje lata, znałem pana Mariana Banasia tyle lat i nie jestem z tych, że jak coś się robi fatalnego wobec człowieka, to od razu go o tak. Proszę pana, wydać sąd o człowieku definitywny, sprawa jest niezamknięta.

To jest bardzo dobre pytanie, jak długo będzie jeszcze trwała i od tego zacząłem.

Mam nadzieję, że jak najkrócej.

Dobrze.

Jego kolesiów, o których się teraz mówi, bo się okazało...

Znakomite sformułowanie, mówimy o prezesie NIK-u i jego kolesiach.

Przepraszam bardzo za sformułowanie, miałem na myśli współpracowników, bo jest dwóch w areszcie, więc nie ma litości i nie ma żadnej ochrony.

Ale to brzmi, jak opowieść o szajce, no na Boga świętego.

Panie redaktorze no nie, nie dajmy się zwariować.

Pan tak przecież mówi, nie ja.

To jest tylko dowód, że światem rządzą pieniądze i przysłowie jest: najciemniej pod latarnią. Bo się okazuje, że ludzie, którzy ścigali VAT pod jego dowództwem są w areszcie. Nie ma u nas taryfy ulgowej, nie ma litości. Jeżeli się okaże...

Im dłużej pan mówi, że nie ma litości, tym więcej mam podejrzeń, że nie tylko litość jest, ale i przyzwolenie.

Taka pana rola, że dolewa pan oliwy do ognia. Przyzwolenia nie było i nie będzie.

Panie pośle, proszę mi powiedzieć: czy coś oprócz tego, że Mateusz Morawiecki będzie premierem, a Elżbieta Witek marszałkiem Sejmu wam zakomunikowano podczas wczorajszego posiedzenia klubu PiS?

Bardzo dobre było to posiedzenie.

Cieszę się.

To co pan powiedział - potwierdzam, bo to nie było tajemnicą. Prezes zresztą żartując powiedział: nie będę was zobowiązywał do milczenia, bo to byłoby śmieszne.

A co utargowała Solidarna Polska, co utargowaliście?

Przede wszystkim nie targujemy.

A nie, oczywiście, wy dla Polski służycie, no dobrze. To na jakich odcinkach będziecie tej Polsce teraz służyć, jako Solidarna Polska? Nadal na odcinku PZU i PKO?

Nie, to są pewnego rodzaju, obiegowe... Cały czas to wraca, tu w programie RMF szczególnie, ciągle pan o tym mówi. 

Wie pan co, dlatego, że wszyscy dziennikarze skupiają się na tym czy Zbigniew Ziobro będzie chciał być wicepremierem. A Zbigniew Ziobro, wszystko można o nim powiedzieć, ale nie to, że jest głupi i Ziobro doskonale wie, że po co mu stanowisko wicepremiera, skoro ma PZU i skoro ma PKO.

Ale mało tego. Tak prymitywnego obrazu bym prosił nie prezentować.

A to przepraszam, to ja następnym razem się dokształcę.

Nie, absolutnie. Panie redaktorze, przed programem, przygotowując się do dzisiejszej rozmowy, osobiście rozmawiałem ze Zbigniewem Ziobro, Zbyszkiem Ziobro, bo tak też go znam, od tej strony. On powiedział mi wyraźnie - on oświadczył i zakomunikował prezesowi Kaczyńskiemu, że nie jest zainteresowany wicepremierem.

Ale to wiem. 

Jesteśmy rozgrywani medialnie, o tym się mówi...

Ale to wiem, ale przepraszam - wie pan doskonale jak to było. To się rozgrywa w ten sposób, że jeden ważny polityk Solidarnej Polski mówi, że interesuje nas stanowisko wicepremiera. To jest strategia negocjacyjna, żebyśmy mieli z czego zejść, żeby nam Ministerstwo Skarbu nie zabrało PKO, na tym to polega. Pan to wie, ja to wiem.

Powiem krótko, syntetycznie, żeby nie męczyć słuchaczy. Powiem krótko. Wczoraj prezes powiedział, ja to potwierdzam: "Oczekujemy tylko i wyłącznie adekwatnej pozycji do wcześniejszych umów. Nowe umowy będą wynegocjowane, będą dogadane, nie ma żadnych warunków, żadnej presji, żadnego szantażu. My za bardzo wiemy, jaką cenną rzeczą jest jedność w rodzinie."

Nie wstyd panu, że teraz wyborcy wszyscy widzą jak się rzucacie - w obrębie PiS-u - na stanowiska?

Absolutnie się nie rzucamy i nie jest mi wstyd, bo nie ma powodu do wstydu. To nie prawda, po prostu, co pan mówi? Kto się rzuca na stanowiska?

Nie, nikt...

Ale prowokator z pana!

Mówi to człowiek z Solidarnej Polski. Ani pan, ani partia Gowina nie chcą żadnych stanowisk - Polsce służyć bezinteresownie.

Nie, tego nie powiedziałem. Między tym, że nie chcemy stanowisk, a rzucamy się na... Panie redaktorze, spokojnie. To za wysoka audycja, za dobra, żeby takie tutaj, przepraszam bardzo... Mamy oczekiwania, mamy propozycje i chcemy swojej pozycji. Nic więcej. 

Panie pośle, mamy mnóstwo pytań.

Jarosław Kaczyński rządzi tak, że tutaj nikt się nie przemknie.

Obiecywał pan, że będę mógł zadawać jakieś pytania, a mam ich mnóstwo, panie pośle.

Staram się, jak mogę.

Bardzo wiele pytań politycznych jeszcze zadamy w drugiej części tej rozmowy, ale teraz muszę spytać o to, co jest najważniejsze. Jest piątek, piąteczek. Wczoraj nowi posłowie dostawali zaświadczenia o wyborze. A gdzie oni mogą teraz pójść się zabawić, zabalować w piątek?

O ho, ho, 97 rok, młody poseł Cymański, pierwszy raz, dwadzieścia dwa lata temu. Ja to całkiem inna dziedzina. Myślę, że wtedy może było więcej rozrywki, w tamtych czasach niż dzisiaj. Ale młodzi sobie znajda okazję. Ja preferowałem zawsze, podkreślam, zawsze, nigdy nie byłem bywalcem salonów, wielkich jakichś imprez, prywatne, prywatne imprezki, gdzie się normalnie z kolegami porozmawia, kawały.

A gdzie można w Sejmie albo okolicy tanio zjeść? Podpowie pan kolegom?

W Sejmie wcale nie jest drogo, o czym się mówi, pisze, tabloidy. Ale przecież tak nisko nie upadniemy w tej rozmowie, żeby do tego jeszcze nawiązywać, proszę pana.

Ale do czego? Do tego, gdzie posłowie jedzą?

Nie, bo te jest żerowanie, wie pan. Ja panu powiem, że hejty.

A posłowie nie żerują, posłowie konsumują.

No nie, naprawdę. Nie jest to lukratywne stanowisko, powiedzmy sobie wyraźnie też, bo legendy krążą. Jazda po posłach, ja nie mam dzisiaj żadnych powodów, żeby tutaj udawać albo się wdzięczyć przed ludźmi.  Ale niech ludzie wiedzą, że to nie jest wcale...

Nie jest, nie jest.

...pic na wodę fotomontaż.

Panie pośle, a nie ma pan poczucia porażki? To jest ostatnie pytanie w tej części naszej rozmowy. Trzynaście tys. głosów zdobył pan cztery lata temu, teraz tylko osiem tys., a miał pan wyższe miejsce na liście.

Jestem pieszczochem losu. Takie mam wrażenie. Los mnie ocalił. Dziękuję 8019 głosom tych ludzi, którzy na mnie głosowali. Natomiast młody Płażyński zgarnął taką pulę i ja, rzeczywiście, moja czujność była uśpiona sukcesami przeszłości. Stary a głupi, ale...

Mówił o sobie Tadeusz Cymański, pieszczoch losu.