"Uważam, że to jest za daleko posunięte, tak samo jak tęczowa Matka Boska czy wagina w pochodzie" - tak prof. Jerzy Bralczyk skomentował w Popołudniowej rozmowie w RMF FM budzący duże kontrowersje transparent kandydatki KO do Sejmu Klaudii Jachiry: "Bób, hummus, włoszczyzna". "Nie uważam, żeby to było słuszne, a co dla nich pewnie ważniejsze: żeby było skuteczne. Prowokacja, owszem, jest czasami uzasadniona, kiedy chcemy wywołać jakiś ferment intelektualny - ale to do takiego fermentu intelektualnego nie prowadzi bynajmniej" - zaznaczył językoznawca. Odnosząc się z kolei do burzy wokół hasła: "Nie świruj, idź na wybory", prof. Bralczyk ocenił, że w tym przypadku doszło do "za daleko posuniętej" interpretacji.

"Ja odebrałbym taką zachętę czy też radę: ‘nie świruj’ jako: ‘nie wygłupiaj się’. Coś takiego. Ktoś, kto się wygłupia, nie jest przecież chory psychicznie. Tutaj to ‘nie świruj’ zostało jednak, bardzo sprytnie zresztą, przechwycone przez drugą stronę" - zauważył językoznawca.

Komentując jednak niektóre towarzyszące hasłu klipy wideo, prof. Bralczyk przyznał: "Mili mojemu sercu aktorzy zachowywali się właśnie tak, że ta interpretacja była łatwiejsza".

Ekspert przywołał także niedawne głośne słowa Jarosława Kaczyńskiego. "Ten kłapiący zębami zza pleców eleganckiej pani wilk niedawno się pojawił - co w sumie też nie było szczególnie eleganckie" - skwitował.

Prof. Jerzy Bralczyk: "Lepsze" Platformy jest wrogiem "dobrego" Kaczyńskiego - a "dobre" czasami wystarczy

"Jest takie powiedzenie: lepsze jest wrogiem dobrego. Niektórzy z nas przywiązują wagę do tego powiedzenia. W tym sensie - gdybyśmy chcieli tutaj pożartować - moglibyśmy powiedzieć, że to ‘lepsze’ platformerskie będzie wrogiem tego ‘dobrego’ Kaczyńskiego - a ‘dobre’ czasami wystarczy" - mówił natomiast prof. Bralczyk, komentując wyborcze hasła Prawa i Sprawiedliwości oraz Koalicji Obywatelskiej.

Odnosząc się do haseł mówiących o "łączeniu" Polaków, językoznawca stwierdził: "Ludzie lubią, jeżeli ktoś się zgadza, a nie rozpada. (...) W kampanii pani Kidawy-Błońskiej pojawiła się ‘współpraca’ zamiast ‘kłótni’. (...) Z kolei do ‘wspólnoty’ odwołuje się często PiS".

Prof. Bralczyk zauważył przy tym, że "’wspólnota’ dość często występuje w opozycji wobec innych - bo wspólnotę integruje to, co jest poza nią: nie tylko te rzeczy, które łączą wewnętrznie - np. jakieś wspólne interesy - ale np. wspólny wróg".

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z prof. Jerzym Bralczykiem:

Marcin Zaborski, RMF FM: Prof. Jerzy Bralczyk jest dzisiaj naszym gościem, dzień dobry.

Prof. Jerzy Bralczyk: Dzień dobry.

A to znaczy, że wsłuchujemy się dziś w język: język kampanii wyborczej. Panie profesorze, czy politykom udaje się jeszcze zaskoczyć czymś pana w kampanii wyborczej?

Ja już nie patrzę na to pod tym kątem, nie szukam jakiejś szczególnej oryginalności, bo wydaje mi się, że to powinna być przynajmniej sprawa trochę poważniejsza niż takie rozmowy, w których silimy się na oryginalność właśnie, na jakąś specyficzność, na chęć zaskoczenia - choć z drugiej strony na pewno ten czynnik jakąś rolę odgrywa. Myślę, że politycy raczej wiedzą, że ich wizerunek, na który pracowali przecież, nie powinien ulegać jakimś radykalnym zmianom, bo nie bywa to wiarygodne. Jeżeli nagle ktoś, kogo znaliśmy z ostrych wystąpień, zacznie mówić bardzo łagodnie, no to możemy widzieć w tym jakieś może i oszustwo.

Wilka w owczej skórze.

No chociażby. Ta metafora się zresztą pojawia. Ten kłapiący zębami zza pleców eleganckiej pani wilk niedawno się pojawił - co w sumie też nie było szczególnie eleganckie.

Na poważnie politycy proponują nam programy wyborcze. Mało kto je pewnie czyta, ale przynajmniej tytuły możemy podejrzeć. I te tytuły łączy jedno słowo - słowo "Polska". Bo jest: "Twoja Polska", "Polska jutra", "Polska dla ciebie", "Polski model państwa dobrobytu".

Okazało się, że słowo "Polska" się sprawdza. Niedawno słuchałem wypowiedzi profesora Czapińskiego, którego uważnie zwykle słucham i zgadzam się z większością jego tez. Powiedział, że nie tyle transfery socjalne przekonują elektorat PiS-owski do głosowania właśnie na tę partię, ile przekonanie, że ta partia będzie dbała o to, żeby Polacy czuli się dobrze jako Polacy. To było trochę innymi słowami: "bronić będzie naszej integralności, a także nas wobec innych". To jest jeden z czynników, który sprawia, że słowo "Polska" jest takie ważne.

Ale obok słowa "Polska" pojawia się też słowo "naród", słowo "państwo". Te słowa - zwłaszcza w zestawieniu, bo w programie Prawa i Sprawiedliwości ten znak może niezupełnej równości, ale bliskości między "narodem" i "państwem" jest dosyć wyraźny. Naród to państwo, państwo to my. A jeżeli jeszcze do tego: wyborcy to my, a my to wyborcy - to już jest właściwie jednia. To trochę tak, jak w teologii mamy trzy osoby - jeden Bóg, to tutaj te różne byty się zrastają i są tylko różnymi aspektami tego samego.

I wszyscy politycy chcą dla nas tego samego: żeby nam było dobrze. Patrzymy na hasła, które proponują: Prawo i Sprawiedliwość - "Dobry czas dla Polski", Koalicja Obywatelska - "Jutro może być lepsze".

Mówiono kiedyś, jest takie powiedzenie: lepsze jest wrogiem dobrego. Niektórzy z nas przywiązują wagę do tego powiedzenia. W tym sensie - gdybyśmy chcieli tutaj pożartować - moglibyśmy powiedzieć, że to "lepsze" platformerskie będzie wrogiem tego "dobrego" Kaczyńskiego - a dobre czasami wystarczy. "Polska dobrobytu", sam "dobrobyt" jest słowem także używanym raczej przez stronę rządową. Jest jeszcze inne słowo, które mogłoby się tutaj pojawić, ale ono jest trochę dziwne i zbyt trudne może: "dobrostan". Bo tak naprawdę chodzi nam nie tyle o dobrobyt, ile o dobrostan. Może nam być nawet trochę gorzej od strony ekonomicznej, ale powinno być lepiej, jeśli chodzi o samopoczucie.

Mamy się dobrze czuć - to o to chodzi?

Mamy się dobrze czuć. "Dobroczucie" - nie ma czegoś takiego, ale "dobrostan" chyba to oddaje. Tylko że my pojmujemy "dobrostan" jako pewnego rodzaju termin - i to mu przeszkadza.

Lewica proponuje hasło: "Łączy nas przyszłość" - co kojarzy się trochę z "Wybierzmy przyszłość sprzed lat" - a PSL: "Łączymy Polaków". Politycy chcą nas łączyć.

Zawsze lepiej łączyć niż dzielić, tym bardziej że partie próbują też zebrać teraz owoce takiego łączenia: a to się połączy Platforma z Nowoczesną, a to się Razem z Wiosną i z SLD połączą...

PSL z Kukizem.

...a to Kukiz z PSL-em czy odwrotnie. Premia za łączenie czasami bywała. Ludzie, elektorat lubią, jeżeli ktoś się zgadza, a nie rozpada. Teraz pojawiają się zresztą próby pokazania takiej wizji wspólnoty. Pojawia się samo słowo "wspólnota", "współpraca" - w kampanii pani Kidawy-Błońskiej się ta "współpraca" zamiast "walki", owszem, pojawiła.

Zamiast kłótni.

Zamiast kłótni. Ale trzeba przyznać, że współpraca to jest początek wspólnoty - a z kolei do wspólnoty odwołuje się często PiS. Wspólnota z kolei dość często występuje w opozycji wobec innych - bo wspólnotę integruje to, co jest poza nią: nie tylko te rzeczy, które łączą wewnętrznie - np. jakieś wspólne interesy - ale właśnie to, że mają np. wspólnego wroga.

Mieliśmy przykład całkiem niedawno. Jedna z kandydatek pojawia się przy pomniku Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego z transparentem: "Bób, hummus, włoszczyzna, vege" - a w tle mamy napis na pomniku: "Bóg, honor, ojczyzna".

No właśnie, gdzie można by się posunąć w likwidacji patosu. Znaczna część nas, ze mną włącznie, nie lubi patosu. Mnie patos drażni. I chciałoby się jakoś na to zareagować. Można by oczywiście używać języka zwykłego. Inni stosują prowokację. Taką prowokację, która ma unieważniać tego rodzaju hasła. Uważam, że to jest za daleko posunięte, tak samo jak tęczowa Matka Boska czy wagina w pochodzie. Nie uważam, żeby to było słuszne, a co dla nich pewnie ważniejsze: żeby było skuteczne. Prowokacja, owszem, jest czasami uzasadniona, kiedy chcemy wywołać jakiś ferment intelektualny - ale to do takiego fermentu intelektualnego nie prowadzi bynajmniej. Jest nieskuteczne.

No ferment jest. Jan Pietrzak w TVP Info, komentując to wszystko, mówił o tej pani: "Shakira, Dżakira czy jak jej tam. Zdzira wynajęta ta Shakira".

Czy ten ferment jest intelektualny? Chyba niespecjalnie.

Zna pan hasło: "Nie świruj, idź na wybory"?

Tak. To chyba zostało później zmienione. "Bądź poważny" - i to jest świetne!

Od tego się zaczęło. A "Nie świruj, idź na wybory"?

Właśnie. "Świruj" skojarzono później z ludźmi niepełnosprawnymi psychicznie czy też z niepełnosprawnościami, ale wydaje mi się, że to było trochę za daleko posunięte, ponieważ "świrowanie" jest raczej domeną ludzi normalnych. Świruje nie tyle wariat, ile świruje ktoś, kto pokazuje swoją ekscentryczność - mając jej świadomość.

Czyli za daleko posunięta była, pana zdaniem, interpretacja tego terminu?

Interpretacja. Tyle tylko, że w haśle to się nie powinno znaleźć. W haśle nie, bo powinniśmy unikać takich słów, które mogą być interpretowane negatywnie - nie tylko tych, które są. Ja odebrałbym taką zachętę czy też radę: "nie świruj" jako: "nie wygłupiaj się". Coś takiego. Ktoś, kto się wygłupia, nie jest przecież chory psychicznie. Tutaj to "nie świruj" zostało jednak, bardzo sprytnie zresztą, przechwycone przez drugą stronę. Tak to bywa, że przejmujemy...

Pewnie z powodu tego, co widzieliśmy w obrazkach niektórych filmów...

Niektórych, tak. Mili mojemu sercu aktorzy zachowywali się właśnie tak, że ta interpretacja była łatwiejsza.