„Wygrana (Andrzeja Dudy) w pierwszej turze jest w zasięgu ręki, ale raczej trzeba się przygotować na batalię w dwóch turach. Nie należy żyć przekonaniem, że pierwsza tura wystarczy. Przy dzisiejszych notowaniach jest to prawdopodobnie, ale pamiętajmy, że jeszcze nie wystartowali kontrkandydaci” – mówił w Popołudniowej rozmowie w RMF FM były rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński. Dodał też, że jego zdaniem kandydat „obywatelski” nie ma większych szans w starciu z politykami. „Czasem jest efekt nowości, efekt wow, która może w pierwszych tygodniach zdobyć nawet kilkunastoprocentowe poparcie, ale kiedy następuje zderzenie, to ostatnie lata nie są dobrym prognostykiem dla takich kandydatów” – powiedział.

Łapiński powiedział także, że żadnego kandydata nie wolno lekceważyć. Pytany o to, czy reprezentant Ruchu Narodowego może zabrać nieco wyborców Dudzie, stwierdził, że raczej nie będzie to znaczące. Poza 3-4 procent nie ma szans, by uzyskał - mówił.

Pytany o sprawę Senatu i prób "podkupienia" senatorów opozycji przez PiS, Łapiński powiedział, że "takie transfery są znane, były 5 lat temu, 10 lat temu".

Byli tacy, którzy przechodzili z Lewicy do Platformy Obywatelskiej, zostawali ministrami zdrowia, ministrami w kancelarii premiera - mówił Łapiński.

Marcin Zaborski przytoczył słowa Bogdana Klicha - senator KO w rozmowie z portalem Onet powiedział, że deputowani izby wyższej byli zastraszani. Łapiński określił, że same słowa są jednak mało wiarygodne. Wypowiedzi takie powinny być okraszone konkretami i faktami - powiedział były rzecznik prezydenta.

Łapiński: Grodzki będzie marszałkiem, ale Senat może głosować po myśli Zjednoczonej Prawicy

Opozycja odniosła wczoraj zwycięstwo. Pierwsze, realne od czterech lat. Ale pamiętajmy, że ta przewaga jest niewielka. Przy głosowaniach ważna będzie samodyscyplina - powiedział Krzysztof Łapiński w internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM. Zdaniem byłego rzecznika prezydenta Dudy walka o Senat jeszcze się na zakończyła. O ile na początku kadencji przejście na drugą stronę byłoby źle ocenianie, to w połowie kadencji ktoś może powiedzieć, że przemyślał sprawę i wyborcy domagają się poparcia dla inicjatyw rządowych (...) Z czasem może być tak, że prof. Grodzki będzie marszałkiem, natomiast głosowania będą przebiegać po myśli obozu Zjednoczonej Prawicy.

Marcin Zaborski zapytał też Krzysztofa Łapińskiego, czy prezydent powinien wrócić do pomysłu zorganizowania referendum konstytucyjnego, odrzuconego przez Senat poprzedniej kadencji. Wydaje mi się, że nie. To jest jednak ryzykowne. Raz Senat odrzucił, więc nie sądzę, żeby teraz do takiego wniosku prezydenta się przychylił - odpowiedział Łapiński, ale zastrzegł, że zablokowanie przez senatorów jednego z flagowych pomysłów Dudy "to nie była porażka, która niweczy szanse prezydenta na reelekcję."

W internetowej części padło też pytanie o kontrowersyjne kandydatury do Trybunału Konstytucyjnego. Myśli pan, że dzięki Krystynie Pawłowicz i Stanisławowi Piotrowiczowi autorytet Trybunału Konstytucyjnego będzie większy? - zapytał swojego gościa Marcin Zaborski. Trzeba być dobrej myśli. Trzeba życzyć, żeby państwo, którzy będą zgłaszani do Trybunału Konstytucyjnego podnosili jego autorytet - odpowiedział, śmiejąc się, Łapiński

POSŁUCHAJ ROZMOWY MARCINA ZABORSKIEGO Z KRZYSZTOFEM ŁAPIŃSKIM

Marcin Zaborski: Prezydent przyjmuje dziś u siebie premiera i prezesa Prawa i Sprawiedliwości. To ma być, tu cytat: "spotkanie konsultacyjne w sprawie nowego rządu". Tak powiedziałby pan jako rzecznik prezydenta. A jako były już rzecznik, bez urzędniczego gorsetu, jak opisałby pan to spotkanie?

Krzysztof Łapiński: Niewiele by się ten opis mój różnił od tego oficjalnego, wydanego przez ministra Spychalskiego, mojego następcę.

Co się tam będzie działo?

Panowie będą różnego rodzaju rzeczy omawiać. Każda kandydatura pewnie będzie omówiona. Dlaczego taki podział stanowisk, czy skąd też taki podział pewnych, czy  łączenie ministerstw.

Prezydent będzie tylko pytał, czy jednak będzie miał coś do ugrania w tej układance rządowej?

Myślę, że moment na ugranie był już wcześniej. Nie wiemy, czy takie spotkania, o których mediów publicznie nie informowano, wcześniej nie były.

Wiemy, że były, bo minister Spychalski mówi, że to jest kolejne spotkanie w tej sprawie.

Dzisiaj już te nazwiska zostały ogłoszone publicznie, jako nazwiska, które są zaakceptowane przez koalicjantów, ze zgodą premiera. Więc być może, ta układanka idzie już trochę dalej.

Na tych wcześniejszych spotkaniach - prezydent miał ambicję wpływania na rząd?

To jest naturalne. Nie tyle, że ambicję wpływania. Różnie to można nazwać, ale pewne informacje w taki czy inny sposób były przekazywane. Czy bezpośrednio, czy poprzez ministrów, którzy w takich sprawach politycznych są łącznikami. Teraz jest pewnie etap ustalania kwestii wiceministrów - to też są często bardzo ważne funkcje kluczowe. Ale poczekajmy na oficjalne komunikaty.

To dalsza przyszłość teraz przed nami. Pomoże pan Andrzejowi Dudzie w kampanii wyborczej?

Dzisiaj jestem skupiony na swoim biznesie, na rozwijaniu własnej działalności.

Dlatego o to pytam.

Generalnie nie pracuję ani dla polityków, ani z politykami. Trzymam się na tyle daleko, na ile można.

A gdyby Andrzej Duda zapytał, to mówiłby pan prezydentowi, że wygrana w I turze jest w zasięgu ręki?

Wygrana w I turze jest w zasięgu ręki, natomiast raczej trzeba przygotować się na batalię w dwóch turach i nie żyć takim przekonaniem, że I tura rozstrzygnie. Przy dzisiejszych notowaniach prezydenta - jest to prawdopodobne, ale pamiętajmy, że przecież jeszcze nie wystartowali kontrkandydaci, że oni też będą robili kampanię. Zwycięstwo w I turze raz się zdarzyło w historii po 89. roku. To jest naprawdę mega trudna sytuacja. Mogę sobie wyobrazić, że prezydent w I turze uzyska na przykład 47, 48 proc. głosów, bardzo wysokie poparcie, ale 50 + 1 proc. ciężko jest uzyskać. Pan redaktor, jako dziennikarz, też pewnie doskonale to wie.

A gdyby pojawił się jakiś obywatelski, społeczny, niepartyjny kandydat na prezydenta - miałby szansę odegrać znaczącą rolę i namieszać w tej kampanii?

Rzeczywistość polityczna pokazuje, że gdzieś na końcu jednak Polacy, może poza jakąś pierwszą fascynacją, wybierają polityków. Potem też bardzo się liczy, na ile jest sprawny aparat sztabowy, czy aparat partyjny, który stoi za danym kandydatem. Oczywiście, jest pewien czasami efekt nowości, "efekt wow": "o, znana osoba", która może w pierwszych tygodniach uzyskać nawet kilkunastoprocentowe poparcie. Ale na koniec dnia, jak już jest zderzenie sztabów partyjnych, kandydatów, którzy są od wielu lat w polityce, to ostatnie lata nie są dobrym prognostykiem dla takich kandydatur. Rozumiem, bo się takie pojawiają nazwiska. Wiem, czytam też, z takiego świata trochę dziennikarskiego też. 

No ktoś taki jak Szymon Hołownia byłby jakimś zagrożeniem dla Andrzeja Dudy? W tym sensie, że odbierałby mu głosy?

Żadnego kandydata nie można lekceważyć, ale wydaje mi się, że akurat też, jeśli mówimy o panu redaktorze Hołowni, to po pierwsze - pytanie, czy on by wystartował. Na ile też by miał odpowiednie zasoby ludzkie, finansowe, własną determinację, na ile mógłby pociągnąć ludzi. I myślę, że jeśli by wystartował taki kandydat, to on równie dobrze mógłby odbierać kandydatowi czy kandydatce Koalicji Obywatelskiej... 

A to, że środowiska narodowe wystawią własnego kandydata - to jest problem dla prezydenta Dudy?

To jest moim zdaniem oczywistość, że jakiś kandydat ruchu narodowego, który jest teraz wzmocniony, bo ma swoich posłów w Sejmie, współtworzy Konfederację, się pojawi... W poprzednich wyborach był Grzegorz Braun - dzisiejszy poseł. Więc być moze, nie wiem, czy to będzie ta sama osoba, ale już taki kandydat był ruchów narodowych i...

Tak, ale łatwiej byłoby prezydentowi Dudzie, gdyby nie było tego kandydata?

... raczej poza 3-4 procent to chyba nie ma szans, żeby uzyskał.

A te 3-4 proc. mogą się okazać kluczowe choćby w sprawie pierwszej czy drugiej tury.

Nie no, dużo... Oczywiście w drugiej turze będzie też ważne, na ile prezydent zmobilizuje swoich zwolenników, tych sprzed 5 lat, 4 i pół... No i na ile pozystka jeszcze nowych, bo być może ta frekwencja będzie jeszcze większa. Na ile pozyska osoby, które się mniej interesują polityką. Często mówi się o elektoracie centrowym, ja bym tu nie chciał nazywać... Raczej mówię o wyborcach, którzy mniej żyją polityką, bardziej się interesują przy okazji wyborów, lubią, cenią sobie spokój społeczny, nie lubią awantur politycznych... Więc cenią koncyliacyjność.

No właśnie, a propos tego, o czym pan mówi. 

Tak bym charakteryzował te osoby, które mogą być kluczowe dla wyborów prezydenckich.

A propos mobilizacji, o której pan mówi. Ci wyborcy obserwują, co się dzieje w parlamencie, choćby w Senacie. Jak nazywa się sytuacja, w której ktoś kogoś kusi stanowiskami i oferuje mu przejście na drugą stronę sceny politycznej? 

To jest sytuacja znana od wieków. To nie jest nic nowego.

Ale tu i teraz jesteśmy, obserwujemy Senat, konkretnie.

Jest to, powiem opisowo, chęć pozyskania dodatkowych głosów w parlamencie, żeby uzyskać większość.

Gdyby robili to nieprzychylni panu politycy, to powiedziałby pan w ten sam sposób, czy powiedziałby pan, że to jest korupcja polityczna?

Korupcja polityczna. Ale wiemy, że takie transfery polityczne - ja dzisiaj jestem poza polityką, więc już nie muszę używać aż tak jednoznacznego języka.

Może pan używać takiego języka, tym bardziej.

Ale nie używam. 

Ale to nie jest korupcja polityczna?

Transfery polityczne. Są znane, były pięć lat temu, dziesięć, piętnaście.

Powiedzenie komuś: "będziesz ministrem sportu, jak się dołączysz do naszej drużyny".

Ale też byli tacy, którzy przechodzili z lewicy do PO, potem zostawali ministrami zdrowia czy ministrami w kancelarii premiera.

Na początku kadencji? To chyba ważne?

Ale dzisiaj takiej sytuacji nie ma. 

Słyszymy, że były takie propozycje.

Słyszymy, ale widać, że jak były, to nieskuteczne. Nikt się na to nie skusił.

Co więcej - Bogdan Klich w Onecie mówi, że nie tylko byli kuszeni stanowiskami, ale też zastraszani. Mówił tak: "w pewnych przypadkach straszono senatorów tym, że ich firmom albo też działaniom, które prowadzą, może się zdarzyć nieszczęście".

To są wypowiedzi, które, wypadałoby, żeby były okraszone faktami i konkretami: Kto? Kogo? W jaki sposób? Kiedy?

Pan nie wierzy?

Nie to, że nie wierzę, tylko dla wiarygodności takich relacji lepiej byłoby, żeby było podane - "proszę bardzo, przyszedł pan X do pana Y, powiedział mu tego i tego dnia, że jak tego i tego nie zrobisz, to to i to się stanie lub nie stanie". 

Będziemy dopytywać.

To jest robota dla państwa dziennikarzy, żeby powiedzieć: "sprawdzamy".