"Prezydent jeszcze ma 10 dni do podjęcia decyzji ws. ustawy o Sądzie Najwyższym" – mówił rzecznik prezydenta Dudy Błażej Spychalski. Gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM podkreślał, że "to normalna procedura". "Ustaw, które czekają na podpis prezydenta, jest dużo"” – dodał – "Nie sądzę, aby ta decyzja była w ostatnim możliwym dniu, aczkolwiek każde rozwiązanie jest możliwe".

W trakcie rozmowy Marcin Zaborski poruszył kwestię wspólnych podróży prezydentów: obecnego - Andrzeja Dudy i byłego - Lecha Wałęsy do i ze Stanów Zjednoczonych na pokładzie jednego samolotu. "Lot do Nowego Jorku był w nocy. Trudno, żeby nie odpocząć" - skomentował przebieg lotu rzecznik głowy państwa - "To był po prostu sen. Nie sądzę, żeby były jakieś szersze rozmowy".

Rzecznik prezydenta Dudy, stawiał też w Popołudniowej rozmowie w RMF FM otwarte pytanie: "Czy polskie kopalnie nie powinny zwiększyć wydobycia, bo jest tak duże zapotrzebowanie?". W ten sposób nawiązał między innymi do słów Andrzeja Dudy z Barbórki, który oświadczył górnikom, że "dopóki pełni urząd prezydenta, nie pozwoli na to, aby ktokolwiek zamordował polskie górnictwo". Jednocześnie politycy PiS-u sprowadzają węgiel z Rosji. "Pytanie, czy rządzący sprowadzają rosyjski węgiel do Polski czy przedsiębiorcy"? - odpowiadał Spychalski. 

"Polska jest ‘chłopcem do bicia" w UE, czyli jak kto woli Niemieckiej IV Rzeszy wspartej przez akolitów" - to cytat z artykułu na portalu salon24.pl, który na Twitterze polecił prezydent Andrzej Duda. W internetowej części Popołudniowej rozmowy w RMF FM Marcin Zaborski pytał swojego gościa o tezy zawarte w tekście. "Wyrywa pan z kontekstu jedno zdanie z całego artykułu. Otóż odnosi się on do tego, że Polska jest częstokroć - i także przez Niemcy - przedstawiana jako największy truciciel, największy emitent CO2 w Europie" - tłumaczył Błażej Spychalski. "Niemcy emitują ponad 22 proc. ogólnoeuropejskiej emisji CO2. Polska - 8,5 proc." - wyliczał rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy. W artykule napisano też, że "CO2 nie truje! Jest gazem przyjaznym". "A jeżeli drzewa rosną, masa zielona rośnie, to co zużywa? Zużywa CO2. Bez CO2 nie ma życia na Ziemi. To nie ulega wątpliwości" - stwierdził Spychalski. 

Minister był też pytany o kwestię wstrzymanych w parlamencie prac nad obywatelskim projektem ustawy "Zatrzymaj aborcję". Czy możliwa byłaby inicjatywa referendalna w tej sprawie? "Jeżeli w Senacie byłaby wola, chęć (zgody na takie głosowanie - red.), to jesteśmy skłonni rozmawiać" - zadeklarował. "Pytanie, czy jest wola i chęć po stronie Senatu, by poprzeć taki wniosek. Jestem przekonany, że wielką szkodą było to, że referendum konstytucyjne (...) się nie odbyło" - ocenił gość RMF FM, który wspomniał o sprzeciwie parlamentarzystów z Izby Wyższej wobec prezydenckiej inicjatywy referendum 11 listopada.

Posłuchaj rozmowy Marcina Zaborskiego z Błażejem Spychalskim


Marcin Zaborski: Wyobraża pan sobie, że leci pan z kimś samolotem za ocean, podróż w jedną stronę trwa kilka godzin i rozmawiacie tylko "zdawkowo"? Straszliwa udręka.

Błażej Spychalski: Ja wiem? Ja sobie jestem to w stanie wyobrazić.

I nie umęczyłby się pan?

Proszę zauważyć, pan prezydent był trzy dni na Śląsku, był na COP24. Wróciliśmy we wtorek z Katowic o godz. 18:00-18:30, a o 22:00 wylot do Nowego Jorku i lot w nocy. Trudno, żeby nie odpocząć w tym czasie.

Lot prezydenta Dudy z byłym prezydentem Lechem Wałęsą.

Zgadza się.

I to prezydent Duda mówił o "zdawkowej" rozmowie, ale w stronę Waszyngtonu. Być może w drodze powrotnej wydarzyło się coś więcej?

Droga powrotna też w nocy, przypominam.

I znów zdawkowe rozmowy?

Nie sądzę, żeby były jakieś szersze rozmowy. Mówię: lot w jedną i w drugą stronę w nocy, więc z natury samej z całą pewnością większość lotu to był po prostu sen.


Naprawdę nie było warto wykorzystać okazji? Porozmawiać bardziej niż "zdawkowo"?

Wie pan, pan prezydent bezpośrednio po powrocie ze Stanów Zjednoczonych udał się na Anakondę do Elbląga.

Ćwiczenia na poligonie.

Tak. Dokładnie tak. Ten moment, kiedy można było trochę odpocząć, zregenerować siły, złapać chwilę snu, pewnie był bardzo ważny.

Oby nasza rozmowa nie była zdawkowa - postarajmy się przynajmniej. Panie ministrze, na biurku prezydenta leży i czeka na podpis siódma już nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym. Możliwe jest weto do tej ustawy?

Możliwe są wszystkie rozwiązania. Przypominam - zgodnie z konstytucją prezydent ma 21 dni na podjęcie decyzji.

Dopiero 11 czekamy.

Dokładnie tak. Jeszcze mamy 10 dni do podjęcia decyzji. Oczywiście, to jest maksymalny termin. Cały czas mówimy o maksymalnym terminie.

To nad czym prezydent się tu zastanawia?

Jest to normalna procedura. Ponadto ustaw, które czekają na podpis pana prezydenta, też jest dużo. To jest normalna procedura w Pałacu Prezydenckim. Ustawy, które wpływają, są analizowane i później rekomendacja jest przedstawiana panu prezydentowi.

Bywa tak, że w tej kolejce niektóre wychodzą wcześniej niż później.

Ma pan rację, oczywiście.

Jak np. o KNF ostatnia ustawa. Podpisując ustawy sądowe, pan prezydent mówił tak: "Czas skończyć z komunizmem w polskim sądownictwie i po to właśnie są te zmiany". Czyli co? Teraz wraca komunizm do Sądu Najwyższego, jeśli prezydent podpisze te ustawę najnowszą?

Poczekajmy do decyzji pana prezydenta. Tak jak mówiłem - maksymalny termin - 21 dni. Nie sądzę, żeby ta decyzja była w ostatnim możliwym dniu, aczkolwiek każde rozwiązanie jest możliwe.

A propos czasu. W Sejmie kluby parlamentarne miały najpierw 5 minut, potem 2 minuty w drugim podejściu na zabranie głosu i powiedzenie, co myślą o tej nowelizacji. Prace nad projektem, nad ustawą trwały niecałe 3,5 godziny. Taki tryb pracy nad przepisami nie razi prezydenta?

Wie pan, trudno mi się wypowiadać o trybie pracy parlamentu.

Przecież to jest ustawa, która przyszła do was, na wasze biurko.

Tak, ale proszę pamiętać, że władza ustawodawcza jest niezależną władzą zgodnie z konstytucją w Polsce - i to parlamentarzyści - Sejm czy Senat - podejmuje decyzję o tym, w jakim trybie pracuje nad konkretnym projektem ustawy. My oczywiście to później weryfikujemy. To jest naturalne, jest przecież regulamin Sejmu, Senatu, więc to wszystko musi być zgodne z prawem.

Rozumiem, że to się działo w Sejmie, a nie w kancelarii prezydenta. Tylko że to Andrzej Duda - jako kandydat na prezydenta - bardzo upominał się o to, jak wyglądają prace parlamentarne, jak traktowana jest opozycja. Przytoczę słowa Andrzeja Dudy, kandydata na prezydenta, który mówił tak: "w każdej uczciwej demokracji opozycja ma prawa gwarantowane. Dziś jest z tym bardzo źle w polskim Sejmie. Opozycji uniemożliwia się w wielu przypadkach wykonywanie roli przypisanej jej w każdym dobrze funkcjonującym, demokratycznym państwie". Czy Andrzej Duda jako prezydent, nie kandydat, dostrzega dzisiaj taki problem?

Nie sądzę, żeby w polskim parlamencie występował problem z deficytem demokracji.

Nawet wtedy, kiedy posłowie opozycji dostają 30 sekund na wypowiedź na komisji sejmowej albo klub dostaje 2 minuty w debacie sejmowej na opowiedzenie, co myśli o ustawie.

Czy jest to zgodne z regulaminem Sejmu i Senatu? To jest pytanie. Proszę pamiętać, że zgodnie z konstytucją to parlament wewnętrznie ustala tryb swojej pracy. Jeżeli taki jest wewnętrzny tryb pracy parlamentu, to trudno mi się do tego odnosić, czy on jest słuszny, czy nie.

Pan o regulaminie, a Andrzej Duda - wtedy, kiedy mówił te słowa, które przytoczyłem, mówił nie tylko o przepisach, ale też o sejmowych zwyczajach, które - jego zdaniem - były łamane. Dzisiaj już mu to nie przeszkadza, jak rozumiem?

My weryfikujemy to, co trafia na biurko pana prezydenta. Od tego jesteśmy. Czy ustawy są procedowane zgodnie z prawem, czy być może gdzieś są jakieś naruszenia... Przypominam, ostatnio Trybunał Konstytucyjny w przypadku tzw. ustawy o 30-krotności, w tej sprawie się wypowiedział.

Panie ministrze, prezydent na Barbórce mówił tak: "proszę się nie martwić, dopóki ja pełnię w Polsce urząd prezydenta, nie pozwolę na to, aby ktokolwiek zamordował polskie górnictwo". No i pytanie do rzecznika. Kto chce zamordować polskie górnictwo?

Pojawia się wiele głosów o tym, że powinniśmy już, natychmiast, rewolucyjnie zmienić nasz system energetyczny, zamykać kopalnie, zamykać elektrownie węglowe i dynamicznie przystępować do zmian. W tak krótkim czasie jedyną opcją byłby oczywiście import energii elektrycznej, bo innej możliwości po prostu nie ma.

No właśnie, a propos importu. Czy węgiel sprowadzany z Rosji nie jest przypadkiem mordowaniem polskiego górnictwa?

Ja wiem, że dzisiaj polskie górnictwo funkcjonuje naprawdę dobrze, kopalnie funkcjonują dobrze. To, co wydobywają, sprzedają. Kondycja finansowa jest dobra. Oczywiście, pytanie jest...

Na logikę - jeśli sprowadzamy węgiel z Rosji, z zewnątrz, to nie kupujemy polskiego węgla. Nie wykorzystujemy polskiego. Dobrze myślę?

Niemcy, z tego co kojarzę, około 20 milionów ton kupują węgla spoza swojego kraju. Ale jeżeli dzisiaj takie pytanie się pojawia, to jest takie: Czy polskie kopalnie nie powinny rzeczywiście np. zwiększać wydobycia, bo jest tak duże zapotrzebowanie?

To pytanie do ministra energii np. 

Do ministra energii, ale także do na przykład Polskiej Grupy Górniczej, bo jednak ona zarządza nie wszystkimi, ale dużą częścią kopalni w Polsce.

A kto sprawuje pieczę nad Polską Grupą Górniczą?

Oczywiście, ma pan rację, własnościowo...


Rządzący.

...rząd. Natomiast to jest pytanie, tak? Czy dzisiaj górnictwo jest w stanie zwiększyć wydobycie czy to, co wydobywa dzisiaj, satysfakcjonuje Polską Grupę Górniczą?

Tylko że politycy PiS dzisiaj rządzący, kiedy byli w opozycji absolutnie krytykowali rząd za to, że sprowadzamy węgiel z Rosji. Dzisiaj, kiedy rządzą, sprowadzają go dużo, dużo więcej.

Ale pytanie, czy rządzący sprowadzają, czy sprowadzają ten węgiel prywatne firmy. Wie pan...

Jasne, rządzący nie mają z tym nic w ogóle wspólnego. Panie ministrze, bądźmy poważni i poważnie zapytajmy o kolejną rzecz.

Oj, od razu "bądźmy poważni", tak...

A nie, to bądźmy niepoważni. Nie tak dawno rozmawialiśmy o tym, kto przyjedzie do Polski świętować stulecie polskiej niepodległości. Wtedy słyszeliśmy - także od pana - że 11 listopada to jest taki dzień, kiedy kalendarze są zapełnione. Wiadomo, historia tak się ułożyła. Wtedy kancelaria prezydenta ogłosiła, że nic straconego, że przyjadą do nas przywódcy około 50 krajów świata i wysłuchają razem koncertu z okazji 100-lecia polskiej niepodległości. Koncertu w Katowicach. Był już ten koncert, prawda?

Był ten koncert, oczywiście, w poniedziałek.

3 grudnia w Katowicach. Ilu przywódców słuchało tego koncertu?

Do Katowic przyjechało - z tego, co kojarzę - około 190 delegacji z różnych krajów z całego świata. To jest pierwsze...

Delegacji. A ilu było przywódców?

Przywódców moim zdaniem było około 30. Mówimy oczywiście o prezydentach, premierach, ewentualnie także koronowane głowy.

Jakie kraje były reprezentowane przez premierów, prezydentów czy koronowane głowy?

Byli także ministrowie, tak?

Panie ministrze, konkretne pytanie.

Te delegacje są oczywiście bardzo...

Prezydenci, premierzy. Z których krajów?

...różne i tutaj mówimy o krajach np. azjatyckich, europejskich. Tak jak mówię, to jest 190 delegacji z całego świata, proszę wybaczyć...

30 - powiedział pan - reprezentowanych przez przywódców.

Pan mnie pyta, ile było - no to ja panu powiedziałem. Około 30, z tego co pamiętam.