Za rok igrzyska olimpijskie w Soczi. To temat dla nas dość interesujący – wszak jest pomysł, by za 9 lat podobną imprezę zorganizować do spółki ze Słowakami. A jak na rok przed igrzyskami wyglądamy pod względem sportowym? Ameryki nie odkryję - słabo…

Na rok przed Soczi: Kowalczyk zmierzy się ze specyficznym mikroklimatem

Specyficzny mikroklimat, duża wilgotność powietrza i dość suchy śnieg - tak warunki panujące w okolicach tras biegowych w Soczi opisuje Rafał Węgrzyn - drugi trener i serwismen Justyny Kowalczyk. Polska biegaczka już za rok będzie tam walczyć o medale igrzysk ze swoimi największymi rywalkami.... czytaj więcej

Jako grupa najlepiej prezentują się skoczkowie. Byłbym w stanie zaryzykować, że jeśli przez rok Maciej Kot, Piotr Żyła i jeszcze ktoś czwarty (Kubacki, Miętus, Murańka) zrobią kroczek do przodu, to stać nas na medal w "drużynówce". Może nie na złoty i nie srebrny, ale na brązowy - czemu nie. Nie da się ukryć, że skoki narciarskie przy całej swojej hermetyczności dorobiły się już nie indywidualności jak Małysz, ale grupy solidnych zawodników.

W biegach narciarskich takiego bogactwa nie ma. Poza Justyną Kowalczyk - bieda. Reszta zawodniczek bez formy, panowie -mimo całej sympatii - są po prostu słabi, ale i tak lepsi od biathlonistów. Ci ostatni na rozpoczętych w Czechach mistrzostwach świata walczą tylko o to, by na Igrzyska mogła pojechać drużyna, a nie jeden Polak. Panie stać na niespodzianki dziś i miejmy nadzieję za rok będzie podobnie. Narciarstwo alpejskie mimo chwilowych przebłysków i kombinacja norweska (bez przebłysków) na razie u nas leżą znokautowane i nie zanosi się na jakieś szybkie ocucenie. Wielkich nadziei nie przynosi też narciarstwo dowolne. Tyle, jeśli chodzi o narty.

Na łyżwach warto odnotować, że coraz więcej potrafią nasi short-trackowcy. Jest postęp i należy się z niego cieszyć. Nieźle wygląda też łyżwiarstwo szybkie na czele z żeńską drużyną. O hokeju możemy już zapomnieć, a łyżwiarstwo figurowe lepiej oglądać w telewizji. Jeśli lód, to jeszcze curling, ale tu już nie mamy szans na Soczi.

W snowboardzie od jakiegoś czasu liczymy na klan Ligockich, ale medalu to się raczej nie doczekamy i 4. lokata Jagny Marczułajtis w Salt Lake City poczeka jakiś czas na pobicie.

Bobsleje, skeleton, saneczkarstwo - też o jakimkolwiek optymizmie nie może być mowy. Do Soczi wyślemy pewnie kilkudziesięciu (30-40) sportowców. Medale może jakieś będą, ale potęga w sportach zimowych to my na razie nie jesteśmy. Czy będziemy za 9 lat, jeśli zdecydujemy się na walkę o igrzyska?