Rozmowa Morawiecki - Juncker - bez konkretnych rezultatów w kwestii wycofania z TSUE skargi dotyczącej ustawy o Sądzie Najwyższym. Na razie Polska cieszy się z pochwał, że dokonywane ws. SN zmiany "idą we właściwym kierunku" i że "to bardzo konstruktywny krok". "Poprzestanę na tym" - przyznał premier Morawiecki, pytany, czy uzyskał zapewnienie o wycofaniu skargi. "Zobaczymy, jaki będzie dalszy przebieg spraw" - stwierdził.

Rozmowa Morawiecki - Juncker - bez konkretnych rezultatów w kwestii wycofania z TSUE skargi dotyczącej ustawy o Sądzie Najwyższym. Na razie Polska cieszy się z pochwał, że dokonywane ws. SN zmiany "idą we właściwym kierunku" i że "to bardzo konstruktywny krok". "Poprzestanę na tym" - przyznał premier Morawiecki, pytany, czy uzyskał zapewnienie o wycofaniu skargi. "Zobaczymy, jaki będzie dalszy przebieg spraw" - stwierdził.
Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker (fot. OLIVIER HOSLET/PAP/EPA) i premier RP Mateusz Morawiecki (fot. ANDRZEJ LANGE/PAP) /PAP /EPA

Na marginesie brukselskiego szczytu ws. Brexitu doszło do rozmowy szefa Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera z premierem Mateuszem Morawieckim. Była to pierwsza rozmowa po ustępstwie polskiego rządu ws. ustawy o Sądzie Najwyższym.

Strona polska była po tej rozmowie wyraźnie zadowolona. Chwilę po jej zakończeniu jeden z polskich dyplomatów przekazał polskim dziennikarzom pozytywną interpretację: Wyraźne ocieplenie i chęć przykrycia złych emocji z przeszłości. Dopytywany, dodał: Nowelizacja ustawy o SN to zasadnicza, kluczowa zmiana. Mamy z Komisją Europejską takie samo zdanie w tej sprawie.

Moi rozmówcy w Komisji Europejskiej bardzo jednak bagatelizowali znaczenie rozmowy Junckera z polskim premierem.

Spotkanie? Nie było żadnego spotkania - stwierdził wysoki rangą urzędnik KE, podkreślając, że nie było to "spotkanie", a jedynie krótka kuluarowa rozmowa. Wszyscy tutaj ze sobą rozmawiają i z reguły bardzo miło - komentował nieco ironicznie. Dopytywany przeze mnie, czy KE wycofa skargę na Polskę, zaznaczył, że sprawą zajmuje się wiceszef KE Frans Timmermans.

Również eurodeputowany CDU Elmar Brok (który ma świetne relacje z kanclerz Angelą Merkel), pytany przeze mnie o tę kwestię, powiedział, że "to Timmermans musi nam powiedzieć, czy to (zmiany w SN) wystarczy dla wycofania skargi lub artykułu 7".

Także sam Jean-Claude Juncker po rozmowie z Mateuszem Morawieckim dosyć chłodno stwierdził, że "szczyt poświęcony był Brexitowi, a nie Polsce".

Takie pełne rezerwy wypowiedzi świadczą o tym, że KE przynajmniej na razie nie śpieszy się z wycofaniem skargi z Trybunału Sprawiedliwości UE (chociaż samą nowelizację ustawy o SN przyjmuje z oczywistym zadowoleniem). Przerzucanie odpowiedzialności na Fransa Timmermansa sugeruje z kolei, że nie ma żadnego zakulisowego porozumienia w tej sprawie między Warszawą a trio: Merkel - Juncker - Selmyar (Martin Selmayr uważany jest za prawą rękę Junckera).

Nie ma więc co liczyć na podział w Komisji Europejskiej na "dobrego" Junckera i "złego" Timmermansa.

Co więcej, Timmermans, kandydat socjaldemokratów na szefa KE, nie ma żadnego powodu, by teraz wycofywać skargę na Polskę. Wręcz przeciwnie: ma dowód, że jego twarda linia przyniosła realne owoce. Dostał wiatru w żagle i jest przekonany, że tę linię trzeba kontynuować.

Zwłaszcza, że do rozwiązania pozostało wiele kwestii: od sprawy Trybunału Konstytucyjnego - poprzez mechanizm skargi nadzwyczajnej - po zmiany dotyczące wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa.

Co więcej, jeżeli KE nie wycofa skargi, to doprowadzi w ten sposób do rozstrzygnięcia przez TSUE zasadniczej sprawy dotyczącej jej kompetencji w kwestii wymiaru sądownictwa w krajach członkowskich. I w końcu - utrzyma presję na Polskę.

Urzędnicy KE coraz częściej dają do zrozumienia, że ich zaufanie do proeuropejskich deklaracji rządu PiS się wyczerpało. W dodatku przed wyborami do Parlamentu Europejskiego i przed wyborami parlamentarnymi w Polsce Bruksela raczej nie ma interesu w tym, by łagodzić kurs wobec Warszawy.

Polski rząd wyraźnie spóźnił się ze swoim ustępstwem ws. Sądu Najwyższego - o co najmniej pół roku. Gdyby ten sam krok wstecz zrobił w kwietniu lub maju, podczas ówczesnych negocjacji z KE - to wówczas byłby to sukces. Jean-Claude Juncker mówił wtedy, że Polska zbliża się nieco do stanowiska KE i Komisja zbliża się nieco do Polski. Wtedy możliwe były polityczne targi. Zabrakło jednak wyobraźni i woli politycznej - po obu stronach. Odkąd zaś sprawa Sądu Najwyższego trafiła do TSUE - targi stały się niemożliwe.

Teraz ruch jest już jednostronny. Polska "zbliżyła się" do stanowiska Komisji po to, by uniknąć kar finansowych. Na inne rezultaty raczej nie ma co liczyć.