Eliminacje i dekoracje w centrum miasta, najlepsi sprinterzy zwolnieni ze startu w kwalifikacjach i rekordowo dużo, bo 86 Polaków – chociażby z tych powodów mistrzostwa Europy w Berlinie będą wyjątkowe. PZLA liczy na osiem medali, ale szans jest znacznie więcej.

Polski sprinter Jakub Mordyl podczads treningu na stadionie w Berlinie / Adam Warżawa /PAP

I apetyty dosyć duże, bo dwa lata temu w Amsterdamie biało-czerwona ekipa nie tylko wywalczyła dwanaście krążków, ale w tym sześć było złotych, co dało pierwsze miejsce w klasyfikacji. Tym razem jednak będzie znacznie trudniej o taki sukces i polski związek też na to nie liczy.

By wygrać klasyfikację trzeba zdobywać przede wszystkim złote medale, a to zawsze jest najciężej osiągnąć. Najważniejsze dla mnie, jako kierownika szkolenia, jest, żeby zawodnicy stawali na podium - powiedział Krzysztof Kęcki, dyrektor sportowy Polskiego Związku Lekkiej Atletyki.

Na co zatem dokładnie liczy krajowa federacja? Kęcki odpowiada - dosyć skromnie - że na osiem krążków. A wszystko, co będzie ponad to, to będzie miła niespodzianka. Szans jest znacznie więcej. Niektórzy wymieniają ich nawet 20.

Sędzia międzynarodowy i statystyk Janusz Rozum uważa, że Polaków stać na dziesięć medali. I byłby to dobry wynik, ale w klasyfikację trudno będzie wygrać. Bardzo silni będą Niemcy - zaznaczył.

Dwa lata temu zawody w Amsterdamie odbywały się na miesiąc przed igrzyskami w Rio de Janeiro. Wiele gwiazd zrezygnowało wówczas ze startu, skupiając się na przygotowaniach do olimpijskiego startu. Oczywiście wśród nich byli też czołowi Polacy, ale i tak trudno porównywać osiągnięcia z tymi, jakie mogą być teraz.

Berlin to jednak dla polskich lekkoatletów szczęśliwe miejsce. Dziewięć lat temu na tym samym Stadionie Olimpijskim biało-czerwoni osiągnęli niebywały sukces w mistrzostwach świata. Dziewięć medali, w tym dwa złote i czwarta lokata w klasyfikacji - to było osiągnięcie, na które nikt nie liczył.

Z medalistów z 2009 roku w ekipie pozostali: złota młociarka Anita Włodarczyk, srebrny wówczas dyskobol Piotr Małachowski i brązowy skoczek wzwyż Sylwester Bednarek.

Włodarczyk znowu jedzie po złoto. Jest w wysokiej formie i wydaje się, że nic nie powinno stanąć jej na przeszkodzie do kolejnego sukcesu. Niewiadomą jest Małachowski, który powoli wraca do dobrej dyspozycji, ale w tym sezonie bardziej walczy z kontuzjami niż z rywalami. Bez formy wydaje się być Bednarek, ale... dziewięć lat temu pojechał do Berlina bez minimum. Miał się uczyć, nabrać doświadczenia, wrócił z brązem.

Tym razem, jak ustalaliśmy ekipę, najważniejszym warunkiem była dyspozycja. Jestem zdania, że jeśli wysłalibyśmy młodego, niedoświadczonego zawodnika, który nie jest w dobrej dyspozycji, to nie byłaby to dla niego nauka, a tylko dodatkowy stres. Nieudany start na takiej imprezie nie jest dobrym doświadczeniem, tylko powoduje załamanie - podkreślił Kęcki.

Zaznaczył, że rekordowa 86-osobowa ekipa jest doświadczona. Oprócz Anny Sabat, dla której będzie to debiut na tak dużej imprezie, wszyscy mają już jakieś doświadczenie.

Mocnymi punktami - zdaniem Rozuma - będą tyczkarze Piotr Lisek i Paweł Wojciechowski, średniodystansowcy Adam Kszczot i Marcin Lewandowski, 400-metrowcy Justyna Święty-Ersetic, Małgorzata Hołub-Kowalik i Karol Zalewski, młociarze Włodarczyk, Paweł Fajdek i Wojciech Nowicki oraz kulomioci Michał Haratyk i Paulina Guba.

Kęcki wspomina też o charakterystyce stadionu. W Berlinie nie powinien w ogóle przeszkadzać lub pomagać wiatr. Obiekt jest mocno osłonięty, a tam, gdzie był przewiew będą stały wielkie telebimy. To na pewno plus dla biegaczy, utrudnienie dla np. oszczepników - powiedział.

Europejska federacja postanowiła także dać przewagę tym, którzy w trakcie sezonu osiągnęli dobre wyniki. We wszystkich biegach sprinterskich od 100 do 400 m oraz płotkarskich dwunastu najlepszych zawodników zwolnionych będzie z eliminacji. Skorzysta na tym sześcioro Polaków. Damian Czykier (110 m ppł), Patryk Dobek (400 m ppł), Święty-Ersetic, Hołub-Kowalik, Zalewski (wszyscy 400 m) i Klaudia Siciarz (100 m ppł) rozpoczną rywalizację od półfinałów.

Nietypowe będą m.in. eliminacje w pchnięciu kulą. Odbędą się one na Breitscheidplatz, czyli tam, gdzie w 2006 roku doszło do zamachu terrorystycznego.

Ceremonia zakończenia 24. ME nastąpi w niedzielę bezpośrednio po ostatniej konkurencji, sztafecie 4x100 m mężczyzn. Flaga European Athletics zostanie przekazana przedstawicielom Paryża, gospodarzom 25. edycji zawodów w 2020 roku.

(ag)