W piątek Ekstraklasa zainaugurowała 7. kolejkę. Arka Gdynia pokonała Górnik Zabrze 1:0, a Jagiellonia Białystok wygrała z Koroną Kielce 2:0.

W ekipie Arki w wyjściowej "11" pojawił się zakontraktowany w środę na trzy lata 29-letni holenderski środkowy pomocnik Marko Vejinovic. Nie była to jednak w porównaniu do przegranego 1:3 ostatniego wyjazdowego spotkania z Cracovią jedyna zmiana. W sumie trener Jacek Zieliński postanowił wymienić sześciu zawodników z podstawowego składu.

Widać było, że żółto-niebiescy przejawiają większą ochotę do gry niż w poprzednim meczach i wreszcie wywalczyli komplet punktów.

Z kolei po wygranej 3:0 u siebie konfrontacji z Koroną Kielce szkoleniowiec przyjezdnych Marcin Brosz zdecydował się na jedną roszadę - David Kopacz zastąpił Kamila Zapolnika.

Pierwsi groźnie zaatakowali zabrzanie - w 4. minucie z dystansu pod poprzeczkę uderzył Igor Angulo, ale Pavels Steinbors wybił piłką na róg.

Po 30 minutach nijakiej gry z obu stron dobrą akcją po lewej stronie przeprowadził Schirtładze, ale strzał Macieja Jankowskiego obronił Martin Chudy. W 38. minucie lewy pomocnik gdynian ponownie bliski był zdobycia bramki, jednak tym razem jego strzał przeszedł tuż obok słupka. Z kolei w 45. minucie zabrzan uratował Paweł Bochniewicz, który zablokował w polu karnym uderzenie Michała Nalepy.

W Górniku najgroźniejszy był Angulo, który nie znalazł jednak recepty na golkipera Arki. W 37. minucie Steinbors obronił jego strzał po ziemi, a tuż przed końcem pierwszej połowy najlepszy snajper minionego sezonu popisał się indywidualną akcją, ale znowu górą był Łotysz.

Początek drugiej połowy należał do gospodarzy. W 52. minucie po świetnym podaniu Vejinovica Schirtładze został zablokowany przez Erika Janzę, natomiast za chwilę uderzenie gruzińskiego napastnika obronił Chudy.

Trzecia próba okazała się już skuteczna. W 55. minucie po centrze z lewej strony Adama Marciniaka Schirtładze popisał się efektownym strzałem z 12 m, po którym słowacki bramkarz nie miał szans na skuteczną interwencję.

Po stracie gola goście starali się atakować, ale dopiero w końcówce potrafili zagrozić gdynianom. Najbliższy szczęścia był w 81. minucie Przemysław Wiśniewski, który po rzucie rożnym z bliska nie trafił w piłkę. 120 sekund później Steinbors obronił główkę Angulo.

W doliczonym czasie wynik powinien podwyższyć Nalepa, jednak po fatalnym błędzie obrońców Górnika, którzy stracili piłkę przed własnym polem karnym, przegrał pojedynek sam na sam z Chudym.

Siódma bramka Jesusa Imaza

Jagiellonia I Korona przystąpiły do tego spotkania w odmiennych nastrojach. Zespół z Podlasia wygrał dwa ostatnie mecze i po sześciu kolejkach zajmował trzecie miejsce w tabeli. Korona po trzech kolejnych porażkach zadomowiła się w dolnych rejonach tabeli. Dlatego trener Gino Lettieri, w porównaniu do poprzedniego meczu z Górnikiem Zabrze, zdecydował się aż na pięć zmian w wyjściowej jedenastce.

Pierwszą groźną sytuację w piątkowym meczu stworzyli kielczanie. W ósmej minucie na strzał zza linii pola karnego zdecydował się Marcin Cebula, piłka odbiła się po drodze od jednego z obrońców gości, ale Damian Węglarz nie dał się zaskoczyć. Jagiellonia odpowiedziała dziewięć minut później. Martin Kostal wymanewrował Michaela Gardawskiego, dośrodkował w pole karne Korony, ale nikt z jego partnerów z drużyny nie doszedł do piłki. Na kolejne emocje musieliśmy czekać do 29. minuty, ale uderzenie Cebuli zostało zablokowane przez obrońcę "Jagi".

W pierwszej połowie kibice zgromadzeni na stadionie przy ulicy Ściegiennego mocno się wynudzili. Kielczanie mieli co prawda inicjatywę, ale nie mogli znaleźć sposobu na defensywnie grających rywali. Co więcej, w 43. min stracili bramkę. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Brazylijczyka Guilherme Chorwat Ivan Runje głową skierował piłkę do siatki gospodarzy. Schodzących na przerwę piłkarzy Korony pożegnały przeraźliwe gwizdy.

Lettieri zdecydował się na dwie zmiany w składzie - Oktawiana Skrzecza i Erika Pacindę zastąpili Milan Radin i Michal Papadopulos. To właśnie czeski napastnik był w 56. bliski wyrównania, ale jego strzał głową okazał się niecelny. Bardzo szybko limit zmian wykorzystał szkoleniowiec Korony, wprowadzając za Ognjena Gnjatica argentyńskiego skrzydłowego Andresa Lioia.

Dwie minuty później bramkarz Korony i właśnie Lioi sprezentowali gościom drugą bramkę. Sokół za słabo podał piłkę do Argentyńczyka, a ten zamiast ją wybić stracił na rzecz Guilherme. Brazylijczyk dośrodkował, a Jesus Imaz zdobył swoją już siódmą bramkę w sezonie.

Po stracie drugiego gola kieleccy kibice skandowali pod adresem trenera Korony "auf Wiedersehen". Zespół gości przejął zdecydowanie inicjatywę na boisku, bo kielczanie wyglądali na pogodzonych z porażką. W 80. min gospodarze mogli stracić trzecią bramkę, ale po strzale wprowadzonego w drugiej połowie Partyka Klimali Sokół sparował piłkę na rzut rożny.

Do końca spotkania nic się już nie zmieniło. Korona poniosła czwartą porażkę z rzędu, a zespół z Białegostoku po trzecim kolejnym zwycięstwie został liderem tabeli.

Opracowanie: