Klasa polityczna, w tym rządzący, zbagatelizowali temat związany z ukraińskim produktami rolniczymi - przyznaje w rozmowie z RMF FM Rafał Mładanowicz, były pełnomocnik ministra rolnictwa ds. rozwoju współpracy z Ukrainą. Dziś razem z protestującymi rolnikami wyszedł na ulice Gdańska.

W rozmowie z dziennikarzem RMF FM Rafał Mładanowicz  przyznaje, że zrezygnował z funkcji, bo ostrzegał przed aktualnym kryzysem, proponował rozwiązania, ale rząd nie był nimi zainteresowany. Powiedzieć, że się poddałem, to jest zbyt mało - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM.

Jakie działania są jego zdaniem możliwe? Czy tak zwane zboże techniczne rzeczywiście może trafić do produkcji, a dalej na stoły czy talerze? Czy rzecznik PiS przekonujący do tego, że sprawa spędza sen z powiek polityków jest wiarygodny? Posłuchaj całej rozmowy Kuby Kaługi z Rafałem Mładanowiczem:

"Mam żal w ogóle"

Co ważne, jednym z zadań pełnomocnika, było działanie w zakresie transportu artykułów rolno-spożywczych w związku z konfliktem zbrojnym w Ukrainie. Już w zeszłym roku sygnalizował aktualny problem i jak - mówi - przedstawiał rozwiązania. Jego zdaniem sygnalizowane wcześniej problemy zostały zbagatelizowane.

Zabrakło determinacji stron. U wszystkich. Mam żal w ogóle - bo teraz ta sytuacja jest naprawdę bardzo zła i nagle wszystkie środowiska polityczne się obudziły - a branża wskazywała na te problemy i to, co może nas spotkać znacznie, znacznie wcześniej - przyznaje Mładanowicz.

Dopytywany o to, jakie rozwiązania proponował i z jaką spotkały się reakcją, tłumaczy, że główny nacisk kładł na stworzenie w porcie morskim w Gdańsku prawdziwego, tak zwanego agro terminalu. Dopytywany o to, czy jest możliwe wprowadzenie szybkich rozwiązań w tym zakresie stwierdził, że tak, wskazując nie tylko na największe polskie porty, ale także na te mniejsze jak Łeba czy Kołobrzeg. To nie przebiło się jednak po za resort rolnictwa.

Reakcja mojego szefa była bardzo pozytywna. Natomiast brak chęci kontynuowania tych działań polegał na tym te pomysły nie spotykały się z chęcią ciągnięcia tego przez inne ministerstwa. Chociażby Ministerstwo Infrastruktury, bo pod Ministerstwo Infrastruktury podlegają porty - mówi Mładanowicz.

"Nie powiem tego na antenie"

Zaznacza też, że zboża, to tylko jeden z rodzajów produktów rolniczych, których dotyczy problem. Lista jest jednak dużo dłuższa.

Mówimy o drobiu, jajkach, o mleku, o miodzie, o cukrze, o owocach miękkich. To jest po prostu - przepraszam, że tak powiem -  to jest biznes i ci panowie, którzy teoretycznie nas reprezentują, tak zwani posłowie, w każdej opcji proporcjonalnie są powiązani biznesowo. To jest bardzo proste. To są polskie firmy, to są zachodnie firmy, to są koncerny - mówi Mładanowicz.

Dopytywany przez reportera RMF FM o to, czy jest w stanie operować konkretami i nazwiskami, odmawia. Nie powiem tego na antenie, bo ja pracując jako pełnomocnik miałem groźby. I ja tego nie zrobię. Natomiast to jest wszystko bardzo łatwe do ustalenia. Krajowa Administracja Skarbowa tak na dobrą sprawę nie może podciągać tego pod kwestię tajemnicy: kto jest importerem. Oczywiście jest kwestia liczb, konkretnych ilości, wartości towaru itd. To są już pewnego rodzaju tajemnice handlowe. Natomiast z imienia i nazwiska lub z nazwy firmy - w mojej ocenie i nawet komisarza Wojciechowskiego - to nie jest żadna tajemnica - mówi w Mładanowicz.

Kto zyskał na kryzysie?

Dopytywany przez reportera RMF FM, przyznał, że nie ma wątpliwości, że wśród osób, które zyskały na kryzysie, są zarówno osoby związane z partią rządzącą jak i z przedstawicielami opozycji.

Zdaniem Mładanowicza nie jest jeszcze za późno - choć zmarnowano bardzo dużo czasu - by znaleźć wyjście z sytuacji. Oczywiście do rozwiązania problemu w znaczącej przewadze narzędzia ma rząd. Ale pamiętajmy, że rząd też sam nie może zrobić pewnych rzeczy, które narzuca Unia Europejska - mówi Mładanowicz, zaznaczając, że to rząd jednak powinien podjąć działania, które zmusiłyby przedstawicieli Komisji Europejskiej do odpowiedniej reakcji.